Reklama

Reklama

UE i RE apelują do tureckich władz

Zważywszy na możliwie niewielką przewagę zwolenników zmiany systemu rządów z parlamentarnego na prezydencki (51,3 proc. głosujących), Turcja musi uczynić wszystko, by ocalić narodowy konsensus - wskazała Komisja Europejska w oświadczeniu wydanym w niedzielę.

W swej deklaracji Komisja Europejska zaapelowała do władz Turcji, aby kierowały się dążeniem do zachowania zgody narodowej przy wdrażaniu zmian ustrojowych wynikających z rezultatów referendum.

O ostrożność i rozwagę we wprowadzaniu zmian systemowych zaapelowała do Turcji również Rada Europy. "Jest dziś szczególnie ważne, by niezależność władzy sądowniczej w Turcji była zagwarantowana w pełnej zgodności z zasadami państwa prawa i Europejską Konwencją Praw Człowieka. Rada Europy, której Turcja jest pełnoprawnym członkiem (od 1949 r. - PAP) wyraża gotowość wspomagania Ankary w tym procesie" - napisał w oświadczeniu wydanym w niedzielę sekretarz generalny Rady Europy Thorbjoern Jagland.

Reklama

Zgodnie z komunikatem Najwyższej Komisji Wyborczej (YSK) w niedzielnym referendum w Turcji zwyciężyli zwolennicy prezydenckiego system rządów, który miałby zastąpić dotychczasowy system parlamentarny. Za zmianami opowiedziało się o 1,25 mln więcej głosujących niż przeciwników głosujących na "nie". "Za" głosowało łącznie 51,3 proc. uczestników plebiscytu - poinformował w niedzielę wieczorem szef Najwyższej Komisji Wyborczej (YSK), Sadi Guven.

Przewodniczący YSK zaznaczył, że do przeliczenia pozostaje jeszcze 600 tys. kart do głosowania. W ocenie Komisji nie jest to jednak liczba, która zmieniłaby wynik referendum, "co pozwala już teraz stwierdzić, że zmiany, których dotyczyło głosowanie, zostały przyjęte" - dodał. Guven zapowiedział, że ostateczne wyniki zostaną podane do wiadomości publicznej w ciągu 10-11 dni.

Przewodniczący Najwyższej Komisji Wyborczej odniósł się również do kwestii nieopieczętowanych kart do głosowania, które Komisja zdecydowała się uznać za ważne.

Zdaniem opozycji zaaprobowanie kart, których lokalne komisje "nie zdążyły ostemplować", podważa legalność referendum. Jednak Najwyższa Komisja Wyborcza stoi na stanowisku, że nie wpłynęło to na prawomocność plebiscytu, ponieważ decyzja o uznaniu takich kart została podjęta jeszcze przed zakończeniem głosowania, a przedstawiciele partii rządzącej oraz partii opozycyjnych - obecni w komisjach w charakterze obserwatorów - podpisali odpowiednie protokoły, co jest prawnie wiążące.

Lider głównego opozycyjnego ugrupowania w Turcji, Partii Ludowo-Republikańskiej (CHP), Kemal Kilicdaroglu ocenia jednak, że w swej kampanii na rzecz zmiany systemu rządów z parlamentarnego na prezydencki przedstawiciele kół rządowych podejmowali działania "na granicy prawa". CPH zapowiadała wcześniej, że będzie się domagać ponownego przeliczenia co najmniej 60 proc. głosów.

W niedzielnym referendum 51,3 proc. Turków opowiedziało się za zmianami w konstytucji, wprowadzającymi prezydencki system rządów. Takie wyniki po przeliczeniu 99 proc. głosów podała rządowa agencja prasowa Anatolia.

Według agencji wysoki odsetek poparcia dla zmian w konstytucji odnotowano w rejonie środkowej Anatolii, podczas gdy na "nie" w referendum głosowano w trzech największych ośrodkach miejskich: Stambule, Ankarze i Izmirze oraz na zamieszkanym głównie przez Kurdów południowym wschodzie kraju.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy