Reklama

Tysiące osób przeszło w "Marszach dla nauki"

Tysiące osób wzięły udział w organizowanych w kilkunastu miejscach na świecie "Marszach dla nauki". Protestujący wyszli na ulice, by demonstrować sprzeciw wobec cynicznego, ich zdaniem, wykorzystywania nauki przez polityków oraz podkreślić znaczenie działalności naukowców.

Główny marsz odbył się w Waszyngtonie. Amerykańscy naukowcy biorący w nim udział tłumaczyli, że niepokojące są - ich zdaniem - nienaukowe czy też antynaukowe poglądy Donalda Trumpa. Dodawali, że prezydent przeczył danym naukowym, gdy wypowiadał się na temat zmian klimatu czy szczepionek. 

Zdaniem badaczy, nauka opiera się na obserwacjach i weryfikacji i nikt, w tym prezydent, nie powinien jej upolityczniać. Tymczasem Donald Trump osobiście przepuścił kilkudziesięciu uczestników demonstracji w stolicy USA. Na grupę natrafił w drodze do szpitala wojskowego, gdzie odwiedzić miał rannych żołnierzy. 

Reklama

"Przestań zaprzeczać, że Ziemia umiera" - napisano na jednym z transparentów dobrze widocznych z prezydenckiej kolumny. W rejonie Pomnika Waszyngtona pomimo deszczu gromadzili się ludzie. Mogli posłuchać przemówień i naukowych wykładów. 

W marszu zorganizowanym w Londynie wzięło udział kilkaset osób. Jego trasa wiodła z Muzeum Nauki pod parlament. Demonstranci mieli transparenty z hasłami takimi jak "Nauka jest seksowna" czy "Mniej najazdów, więcej równań". 

Podobne manifestacje odbyły się również między innymi w Melbourne, Auckland, Bonn, Helsinkach, Monachium czy Sztokholmie.

Informacyjna Agencja Radiowa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy