Reklama

Reklama

Tusk: Czasem jedno słowo jest powodem wojny

​Szef Rady Europejskiej Donald Tusk bronił w piątek ustaleń szczytu UE w sprawie problemu imigracji. Tłumaczył, że dyskusja przywódców nie dotyczyła tylko retorycznego znaczenia zapisów dokumentu końcowego. Słowa mają konsekwencje w polityce - podkreślił.

"Czasem jedno słowo jest powodem wojny czy kryzysu" - powiedział Tusk na konferencji prasowej zamykającej szczyt. "Moim zdaniem słowa mają swoje konsekwencje, szczególnie w polityce" - dodał.

W nocy z czwartku na piątek w trakcie spotkania przywódców unijnych doszło do ostrego sporu wokół tego, czy w dokumencie końcowym z obrad zapisać, że uzgodniony program rozmieszczenia w UE 60 tysięcy uchodźców ma być dobrowolny, czy wiążący. Za obligatoryjnym charakterem planu była Komisja Europejska, wspierana przez część krajów, z Włochami na czele. Ostatecznie postanowiono, że kraje uzgodnią do końca lipca, ilu z 60 tys. uchodźców każde z nich przyjmie.

Reklama

Tusk podkreślił, że dyskusja na szczycie nie dotyczyła retorycznego znaczenia dwóch słów. "To była dyskusja o suwerenności, o humanitarnej gotowości do niesienia pomocy potrzebującym, o podziale kompetencji między Komisję Europejską i Radę Europejską" - powiedział. Dodał, że dla niektórych państw członkowskich program relokacji uchodźców jest czymś zupełnie nowym, stąd ich obawy. Tusk przyznał, że była to dla niego jedna z najtrudniejszych Rad Europejskich.

O niełatwych negocjacjach opowiadał też przewodniczący KE Jean-Claude Juncker. "To była bardzo trudna debata, ale to jest zupełnie normalne. Po raz pierwszy w Europie wraz z państwami członkowskimi zgodziliśmy się na tego typu operację" - podkreślił. Jak relacjonował, wszyscy przywódcy chcieli, by działała europejska solidarność, ale w tym samym czasie wyrażali różnego rodzaju obawy dotyczące narodowej suwerenności.

"Dla Komisji ważne jest, że byliśmy się w stanie zgodzić co do relokacji 40 tys. (uchodźców przybyłych do Włoch i Grecji) i przesiedlenia 20 tys. (osób z obozów spoza UE). Niektóre kraje członkowskie, nie wszystkie, uważały, że lepiej byłoby to zrobić na zasadzie dobrowolnych zobowiązań. Inni, włączając mnie i KE, woleliby wiążące zasady" - przypominał Juncker.

Jego zdaniem ostateczny rezultat jest jednak zadowalający i metoda rozdzielenia między kraje uchodźców nie jest taka ważna. "Z prawnego i politycznego punktu widzenia faktem jest to, że propozycja Komisji jest na stole legislatorów" - zwrócił uwagę szef KE. Zgodnie z projektem Komisji kraje miałyby obowiązek przyjąć określoną dla nich kwotę uchodźców. Przeciw narzucaniu kwot były przede wszystkom wschodnioeuropejskie państwa UE, w tym Polska.

Uzgodnienia ws. imigracji ostro skrytykował tymczasem premier Belgii Charles Michel. Ocenił on, że wynik szczytu rozczarowuje, a nocne dyskusje przywódców uznał za "smutny" i "niegodny Europy spektakl". "Zauważyłem, że niektóre kraje chcą być solidarne tylko wówczas, gdy im to pasuje" - powiedział Michel dziennikarzom.

W zapisach dokumentu końcowego szczytu UE dotyczących planu przyjęcia 60 tysięcy uchodźców nie pojawia się słowo "dobrowolność", ale postanowiono, że decyzja o tym, ilu imigrantów trafi do poszczególnych państwa nie będzie podejmowana kwalifikowaną większością, lecz w drodze konsensusu. Ma uwzględniać "specyficzne sytuacje państw członkowskich", a uzgodnienia mają zapaść do końca lipca.

W państwach granicznych UE mają powstać ośrodki recepcyjne (tzw. hot spots), w których przeprowadzana będzie rejestracja i identyfikacja imigrantów, wraz z pobieraniem od nich odcisków palców. Pozwoli to ustalić, kto potrzebuje ochrony międzynarodowej. Propozycje w tej sprawie Komisja ma przedstawić do końca lipca. Państwa frontowe mają też otrzymać pomoc finansową.

W piątek przywódcy unijni uzgodnili też stanowisko dotyczące Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony. Tusk poinformował, że zlecono szefowej unijnej dyplomacji Federice Mogherini przygotowanie do czerwca 2016 r. nowej strategii ws. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, uwzględniającej "w tym kontekście rosnące wyzwania".

Przewodniczący Rady Europejskiej zaznaczył też, że UE musi inwestować w swoją własną obronność. "Zdecydowaliśmy, że wykorzystane powinny być fundusze unijne, aby pomóc wzmocnić europejski przemysł obronny" - relacjonował Tusk.

Szefowie państw i rządów omówili raport przewodniczących pięciu unijnych instytucji w sprawie unii gospodarczej i walutowej. Zlecili Radzie UE, by przyjrzała się dokładnie propozycjom pierwszego etapu reformy, który planowany jest na okres od 1 lipca 2015 r. do 30 czerwca 2017 r.

Szczyt poparł też strategię budowy jednolitego rynku cyfrowego w UE. "UE, mimo że jest największą gospodarką światową, nie ma jednolitego rynku w usługach cyfrowych" - zauważył Tusk. Trzy filary przedstawionej przez KE strategii to: lepszy dostęp do dóbr i usług cyfrowych w całej UE, stworzenie odpowiednich warunków i jednolitych zasad prowadzenia działalności dla sieci cyfrowych i usług innowacyjnych oraz zmaksymalizowanie potencjału wzrostu gospodarki związanego z gospodarką cyfrową.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka, Filip Dutkowski i Anna Widzyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy