W skrócie
- Konflikt na granicy Tajlandii i Kambodży eskaluje, używane są ciężkie działa, rakiety i broń kasetowa.
- Spór dotyczy starożytnej świątyni Preah Vihear, której przynależność budzi emocje w obu krajach.
- Władze Tajlandii odrzucają mediacje międzynarodowe, a sytuacja zaczyna niepokoić turystów i lokalne społeczności.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Czwartkowe deklaracje pełniącego obowiązki premiera Tajlandii Phumthama Wechayachai dawały jeszcze nadzieję, że obydwie strony zaczną ze sobą rozmawiać. Choć będzie to i tak trudniejsze w sytuacji wzajemnego odwołania ambasadorów. Wechayachai deklarował, że dopóki nie ma oficjalnego wypowiedzenia wojny, pozostaje przestrzeń do negocjacji. O ile jednak ustanie wymiana ognia.
Ta nie tylko nie ustała, ale dziś podwoiła się do 12 liczba obszarów, na których trwają walki. Po obydwu stronach granicy ewakuowano już ponad 150 000 osób.
Cytowani przez lokalne media świadkowie twierdzą, że na granicę wjechały czołgi tajlandzkiej armii. Kambodża miała zaś wykorzystać systemy rakietowe rosyjskiej produkcji do ataków na terenach coraz bardziej oddalonych od granic. Wciąć jednak każda ze stron ma własną wersję wydarzeń. Eskalują oskarżenia wobec wykorzystywania zakazanej w większości państw broni. Premier Tajlandii dziś mówi już, że sytuacja zmierza w stronę wojny.
Tajlandia i Kambodża. Wojna o świątynię z UNESCO w tle
Obecne walki to kolejna odsłona trwającego od dekad konfliktu granicznego, którego centralnym elementem jest spór o… zespół świątynny. Licząca ponad 900 lat świątynia Preah Vihear, wznosi się na 525-metrowym klifie w kambodżańskich górach Dangrek. Zbudowana za czasów Imperium Khmerów, jest miejscem kultu nie tylko dla Kambodżan, ale także dla ich tajskich sąsiadów. Przyćmione popularnością Angkor Wat miejsce, dla Kambodży ma ogromne znaczenie.
- Wejście do świątyni znajduje się jednak tylko od strony Tajlandii - tłumaczy były ambasador RP w Królestwie Tajlandii Bogdan Góralczyk, który w będącej przedmiotem konfliktu zbrojnego świątyni był dwukrotnie.
- Od strony kambodżańskiej jest pionowa skała. Na mocy orzeczenia Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości z 1962 prawo do Preah Vihear uzyskała Kambodża - mówi Interii prof. Góralczyk. Orzeczenia Trybunału nie respektuje jednak Tajlandia, a konflikt rozpaliło na nowo umieszczenie świątyni w 2008 roku na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO na wniosek Kambodży. Po raz ostatni przed obecną odsłoną konfliktu, strzały przy Preah Vihear padły w 2011 roku.
Bomby kasetowe, rakiety i drony
Władze w Phnom Penh opublikowały dziś zdjęcia broni kasetowej, której na terenach przygranicznych użyć miała tajlandzka armia. Tego typu ładunki zawierają wiele mniejszych, które po eksplozji są w stanie dosięgnąć cele w promieniu nawet kilkuset metrów. Wiele z nich nie detonuje, będąc zagrożeniem dla ludności cywilnej.
Tajlandia - podobnie jednak jak Polska, ale też USA czy Chiny - nie jest stroną konwencji o zakazie używania broni kasetowej. Bangkok potępił zaś użycie przez kambodżańską armię rosyjskich systemów rakietowych, które miały zniszczyć m.in. szkoły i szpitale. Tajowie już zapowiedzieli, że tego typu ataki zamierzają ścigać jako zbrodnie wojenne. W odpowiedzi na ostrzał rakietowy, nad terytorium Kambodży wysłano eskadrę dronów bojowych, które niszczyły składy amunicji.
Wojna w social mediach, wojna w telewizorze
Najgorsza od ponad dekady odsłona konfliktu granicznego między Tajlandią i Kambodżą podsyca nacjonalistyczne nastroje w obu państwach. Zarówno w Phnom Penh, jak i w Bangkoku stacje telewizyjne non top nadają relacje z terenów objętych walkami.
Ubol nie chce podawać dziś nawet swojego prawdziwego imienia. Pracuje w jednej z największych gazet. Kiedy rozmawialiśmy dzień wcześniej, umawiając się na wywiad, z chęcią obiecała opowiedzieć o tym, co się dzieje; nie dolewając oliwy do ognia uspokoić nastroje.
Dziś opowie, ale anonimowo. - Nie jest dobrze. Ludzie nie odrywają wzroku od telewizora. To, co mówi premier, nie napawa optymizmem. Szczególnie że w mediach społecznościowych ludzie domagają się odwetu. Czy dojdzie do wypowiedzenia wojny? Ja mam nadzieję, że nie - ale nie jestem politykiem. Scena polityczna w Tajlandii nie jest stabilna. Dopiero co odwołano premiera, jest tymczasowy szef rządu - mówi Interii prosząc o anonimowość.
W realiach tajlandzkich mediów, które często poddawane są cenzurze, nie ma miejsce na jakąkolwiek krytykę władz. Wypowiedzi uznane za krytykę monarchii zagrożone są maksymalnie 15 latami więzienia.
Wojna w raju?
Tajlandia i w mniejszym stopniu Kambodża to szczególnie w szczycie sezonu chętnie wybierane kierunki turystyczne. Przyjeżdżają tu turyści z całego świata, warto wspomnieć, że w dużej liczbie także Rosjanie. Na rajskiej wyspie Phuket jest ich tak wielu, że jej nazwa zaczyna funkcjonować wymiennie z przymiotnikiem "rosyjski". Na wyspie, w upalnym klimacie powstają banie, restauracje serwują bliny, a w sklepach można kupić egzotyczne dla Tajów kiszonki.
Turystyka to podstawa gospodarek zarówno Tajlandii, jak i Kambodży. Czy w związku z konfliktem na granicy będzie mniej zagranicznych turystów? Barbara Czartoryska - w "polskim" życiu szefowa działu mody jednego z najpoczytniejszych magazynów branży modowej, fotografka i projektantka wnętrz wraz z partnerem, filmowcem Kubą Łubniewskim na innej wyspie - Koh Phanghan odnaleźli nowe życie.
Pytam Basi, czy obecna sytuacja może mieć wpływ na anulowania przyjazdów. - Mam nadzieję, że nie. Choć zdaje sobie sprawę z tego, że ludzie są ostrożni i boją się konfliktów. Moi znajomi mieli przylecieć tu w momencie, kiedy trwał konflikt na Bliskim Wschodzie. Ze względu na trasę rejsu odwołali wizytę. Myślę, że jeśli ktoś usłyszy w mediach hasło "wojna w Tajlandii" to może się zastanowić dwa razy, zanim podejmie decyzję o przyjeździe - mówi Interii.
Czy sama obawia się wojny? - Choć Tajlandia często jest dość nieprzewidywalna, to - może naiwnie - ale mam nadzieję, że nie dojdzie do wojny. Śledzę sytuację na świecie, poziom agresji i moją generalną refleksją jest to, że obecnie mamy wszędzie zbyt wiele wojen. Mieszkałam w spokojnym zakątku świata i okazuje się, że na granicy mojej nowej ojczyzny znów zaczyna się konflikt. Wierzę jednak, że nie będzie to wojna - dodaje
Według najnowszych danych w dwudniowych walkach po tajlandzkiej stronie granicy zginęło 15 cywili, a 46 osób, a tym 15 żołnierzy zostało rannych. Kambodża poinformowała o jednej ofierze śmiertelnej i kilku rannych.
Tomasz Sajewicz














