Trump zemścił się za sojusznika. W kraju wrze: Atak na demokrację
Ostatnie ruchy Białego Domu wywołały wściekłość brazylijskich władz. Najpierw Departament Skarbu USA nałożył sankcje na Alexandre de Moraesa, sędziego Sądu Najwyższego Brazylii, który nadzoruje proces Jaira Bolsonaro. Jeszcze tego samego dnia Trump podpisał rozporządzenia m.in. zwiększające cła na towary z Brazylii do 50 proc. Administracja USA twierdzi, że walczy w ten sposób z "prześladowaniem" byłego prezydenta Brazylii. Z kolei obecne brazylijskie władze widzą w sankcjach próbę podważenia demokracji.

Donald Trump w środę spełnił swoją groźbę nałożenia 50-procentowych ceł na towary z Brazylii. W podpisanych rozporządzeniach dodatkowo 50-procentową stawką objęto również miedź, a także przywrócono cła na przesyłki niskiej wartości (do 800 dolarów).
"Rozporządzenie wykonawcze stwierdza, że motywowane politycznie prześladowania, zastraszanie, nękanie, cenzura i oskarżenia podejmowane przez rząd Brazylii wobec byłego prezydenta Jaira Bolsonaro i tysięcy jego zwolenników stanowią poważne naruszenia praw człowieka, które podważają rządy prawa w Brazylii" - napisano w oświadczeniu Białego Domu. Na początku lipca Trump oskarżał władze Brazylii o "polowanie na czarownice", a samego Bolsonaro nazywał "silnym przywódcą", "kochającym swój kraj".
Cła i sankcje na sędziego. Biały Dom uderza w Brazylię
Chwilę przed podpisaniem środowych rozporządzeń minister finansów USA Scott Bessent ogłosił nałożenie sankcji na Alexandre de Moraesa. Sędzia nadzoruje proces Bolsonaro oskarżonego o przygotowywanie zamachu stanu po wyborach w 2022 r. Wówczas Bolsonaro przegrał z obecnym prezydentem Luizem Inacio Lulą da Silvą. W przypadku uznania za winnego Bolsonaro może zostać skazany na 43 lata więzienia.
"De Moraes jest odpowiedzialny za opresyjną kampanię cenzury, arbitralne zatrzymania, które naruszają prawa człowieka, oraz upolitycznione postępowania sądowe, w tym przeciwko byłemu prezydentowi Jairowi Bolsonaro" - przekazał cytowany w komunikacie Departamentu Skarbu Scott Bessent.
Sankcje polegają na zamrożeniu wszystkich aktywów, które de Moraes posiada w USA. Z kolei od 18 lipca Moraes jest również objęty restrykcjami wizowymi.
"Alexandre de Moraes wziął na siebie rolę sędziego i ławy przysięgłych w nielegalnym polowaniu na czarownice przeciwko amerykańskim i brazylijskim obywatelom i firmom" - stwierdził Bessent. Z kolei sekretarz stanu USA Marco Rubio dodał, że sankcje będą ostrzeżeniem dla tych, którzy "chcą podeptać podstawowe prawa swoich rodaków". "Togi sędziowskie nie mogą was ochronić" - dodał.
Syn Bolsonaro świętuje, Lula grzmi o zdradzie
Nałożenie sankcji świętowane jest przez zwolenników Bolsonaro. "My, Brazylijczycy, nigdy nie zapomnimy waszych działań [Rubio i Trumpa]. Dziś mam poczucie, że misja została wykonana, ale nasza podróż jeszcze się nie skończyła" - skomentował syn byłego prezydenta Eduardo Bolsonaro.
"The Guardian" zauważa, że brazylijski deputowany spędził ostatnie tygodnie w USA, lobbując administrację Trumpa, aby ta walczyła o sprawę jego ojca.
Decyzje Białego Domu wywołały wściekłość samego prezydenta Luli. W środowym oświadczeniu nazwał sankcje na de Moraesa "ingerencją rządu USA w brazylijski system sprawiedliwości".
"Brazylijski rząd solidaryzuje się z (de Moraesem - red.), który jest celem sankcji motywowanych działaniami brazylijskich polityków, którzy zdradzają nasz kraj i nasz naród w obronie własnych interesów" - przekazał Lula, nie wymieniając z nazwiska Bolsonaro.
Wściekłość w Brazylii. "Atak na demokrację"
Członek Izby Deputowanych Brazylii José Guimarães z Partii Robotniczej Luli nazwał sankcje "nie tylko afrontem wobec sędziego Sądu Najwyższego", ale także "bezpośrednim atakiem na brazylijską demokrację i suwerenność".
João Amoêdo, jeden z założycieli prawicowej Partido Novo (z której został wyrzucony po publicznym poparciu Luli), nazwał sankcje "niedopuszczalną próbą zagranicznej ingerencji w brazylijski wymiar sprawiedliwości".













