Reklama

Reklama

Trump: Zdołał odeprzeć potworny atak na swoją osobę

Prezydent Donald Trump pogratulował sędziemu Brettowi Kavanaughowi zatwierdzenia przez Senat w sobotę jego "wielkiej nominacji". W ocenie prezydenta Trumpa na szczególne uznanie zasługuje to, że Kavanaugh zdołał odeprzeć potworny atak Demokratów na swą osobę.

"To dla nas prawdziwy zaszczyt, że umiał tego dokonać" - podkreślił Trump.

Prezydent, który w sobotę wybrał się do Kansas, gdzie uczestniczy w wiecu przedwyborczym Republikanów, skomentował zatwierdzenie nominacji sędziego Sądu Apelacyjnego w dystrykcie stołecznym i zarazem wykładowcy renomowanych uniwersytetów USA już z pokładu samolotu prezydenckiego Air Force One.

Podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie samolotu Trump zasugerował, że Christine Blasey Ford, która oskarżyła Bretta Kavanaugha o to, że w 1982 r., kiedy miała zaledwie 15 lat, dopuścił się on wobec niej napaści seksualnej, "wskazała na niewłaściwą osobę w swym zeznaniu, gdy oskarżała Kavanaugha.

Reklama

"To był zresztą jeden z powodów, dla których go wybrałem" - pochwalił się Trump. "Mało jest ludzi z tak krystaliczną przeszłością jak Brett Kavanaugh" - zapewnił.

"Tłum przed wejściem do SN jest nieliczny"

Prezydent skomentował zatwierdzenie swego nominata również na Twitterze; zapowiedział bezzwłoczne podpisanie pisma potwierdzającego nominację tak, aby jak najszybciej mogło dojść do zaprzysiężenia sędziego.

Już po przybyciu na miejsce, Trump wypowiedział się też na temat waszyngtońskich manifestacji przeciwko zatwierdzeniu Kavanaugha.

"Tłum przed wejściem do SN jest nieliczny, wygląda, że jest tam nie więcej niż 200 osób (wśród których przeważają zresztą gapie - nawias DT). Jest ich tak mało, że nie wypełniliby nawet pierwszych rządów podczas naszego wiecu w Kansas, ale fejkowe media starają się, żeby to wyglądało na coś masowego" - ocenił Donald Trump.

Brett Kavanaugh nominowany przez prezydenta Donalda Trumpa na stanowisko 114. sędziego Sądu Najwyższego został zaprzysiężony na to stanowisko bezpośrednio po zatwierdzeniu jego nominacji przez Senat w sobotę. Ceremonia odbyła się w gmachu Sądu Najwyższego. Przysięgę przyjął Prezes SN John Roberts oraz emerytowany sędzia Anthony M. Kennedy, który złożył rezygnację z urzędu ze względu na stan zdrowia i wiek, co otworzyło drogę do urzędu  przed Brettem Kavanaughem.

Oskarżony o molestowanie seksualne

W opinii ekspertów  prezydent Donald Trump mianował w lipcu br.  Kavanaugha - wybitnego konstytucjonalistę, sędziego Sądu Apelacyjnego dystryktu stołecznego z nadzieją, że ta nominacja zostanie szybko zatwierdzona przez Senat i Kavanaugh dołączy do grona sędziów SN jeszcze przed rozpoczęciem jesiennej sesji Sądu w dniu 1 października.

Nadzieje rozwiały w połowie września enuncjacje 51-letniej obecnie Christine Ford, obecnie wykładowczyni psychologii  na uczelni w Palo Alto w Kalifornii.

W wywiadzie dla dziennika "The Washington Post" Ford zarzuciła Brettowi Kavanaughowi molestowanie seksualne, jakiego miał się wobec niej dopuścić przed 36 laty. Dr Ford, podtrzymała swoje zarzuty podczas specjalnego, posiedzenie senackiej komisji wymiaru sprawiedliwości w ub. czwartek.

Zeznając pod przysięgą podczas tego samego posiedzenia komisji Kavanaugh oświadczył, że zarzuty dr Ford i dwóch innych kobiet, które oskarżyły go o podobne postępowanie, są bezpodstawne.

Zarzutów dr Ford nie potwierdziło wszczęte ad hoc na wniosek Senatu dochodzenie FBI.

Umocniona przewaga konserwatystów


Brett Kavanaugh do tej pory sędzia federalnego Sądu Apelacyjnego w Waszyngtonie, umocni na długie lata, jeśli nie dekady, przewagę konserwatystów w 9-osobowym SN; utrwalając stosunek wpływów partyjnych w Sądzie wyrażający się relacją 5:4.

Decyzje sędziów Sądu Najwyższego mają ostateczny charakter i chociażby z tego powodu mają oni olbrzymi wpływ na wszystkie dziedziny życia w Ameryce. Doprowadzenie do  zatwierdzenia nominacji Bretta Kavanaugh, po 14 tygodniowej brutalnej, bezprecedensowej w historii Senatu batalii jest olbrzymim zwycięstwem politycznym prezydenta Donalda Trumpa.

Zwycięstwo to także - zdaniem większości senatorów i politologów - będzie miało wysoką cenę. Olbrzymim kosztem ubocznym będzie bowiem upolitycznienie najwyższego organu amerykańskiego sądownictwa i dalsza polaryzacja amerykańskiej sceny politycznej.

Nic bardziej nie cementuje szeregów Republikanów niż tego rodzaju walka w Senacie - ocenił w sobotę przywódca republikańskiej większości Senatu senator Mitch McConnell. W ocenie senatora o wynikach głosowania ws. Kavanaugha przesądziła wierność zasadzie "domniemania niewinności", ale to, co działo się wokół głosowania daje już przedsmak jesiennych wyborów parlamentarnych.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy