Trump rozprawił się z niewiernymi. Teraz wyborcy rozprawią się z Trumpem
Donald Trump w krajowej polityce idzie od sukcesu do sukcesu i po kolei pozbywa się przeciwników w Partii Republikańskiej. Chce skutecznie rządzić i jego strategia wydaje się logiczna. Jednak wkrótce za swoje zwycięstwa będzie musiał zapłacić. Amerykanista Rafał Michalski wskazuje luki w planie Trumpa. - To się dla niego skończy katastrofalnie - podkreśla rozmówca Interii.

W skrócie
- Donald Trump osiąga kolejne sukcesy wśród republikanów i eliminuje swoich przeciwników w partii.
- Strategia Trumpa polega na pozyskiwaniu lojalnych sojuszników i marginalizowaniu krytyków przy wsparciu licznych darczyńców, jednak nie uwzględnia niuansów polityki stanowej.
- Sondaże wskazują na bardzo niskie poparcie wyborców dla Trumpa i jego polityki, co osłabia Partię Republikańską w najbliższych wyborach.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
W Stanach Zjednoczonych trwają partyjne prawybory przed listopadowymi tzw. wyborami połówkowymi do Kongresu i władz stanowych. Amerykańska prasa często określa ruchy Donalda Trumpa mianem "kampanii zemsty". Prezydent pozbywa się tych, którzy odważyli mu się sprzeciwić. I robi to wyjątkowo skutecznie.
Wszystkie politycznie ofiary Trumpa łączy jedno. - W ciągu ostatnich dwóch lat w którejś z istotnych dla prezydenta kwestii zagłosowali inaczej, niż wymagała tego linia partyjna - mówi Interii amerykanista Rafał Michalski. Przewiduje też, że paradoksalnie skuteczność Trumpa jest zgubna i dla niego, i przede wszystkim dla Partii Republikańskiej.
Brutusi Donalda Trumpa
By wyjaśnić kim są przeciwnicy prezydenta i dlaczego mu przeszkadzają, wskażemy kilka przykładów.
Thomas Massie był przedstawicielem Kentucky w Izbie Reprezentantów od prawie 15 lat i właśnie przegrał z popieranym przez Trumpa Edem Gallreinem. - Od początku swojej kariery był związany ze skrzydłem libertariańskim. Wskazywał na potrzebę wzmocnienia roli Kongresu, więc naturalnie sprzeciwiał się nakładaniu ceł przez prezydenta, krytykował operacje militarne w Iranie i Wenezueli - wymienia Michalski.
Bill Cassidy z Luizjany również stracił szansę na reelekcję. - Był głosem sceptycyzmu wobec nominacji w administracji Trumpa. W szczególności Roberta F. Kennedy'ego Jr. Cassidy ma doświadczenie z rynkiem zdrowotnym, pracował w komisji zdrowia. Spekulowano czy nie będzie tym, który obali kandydaturę sekretarza zdrowia. Ostatecznie zagłosował "za", ale dał przypis, że ma nadzieję, iż Kennedy Jr. nie dokona rewolucji w kontekście szczepionek. To się wydarzyło i z groźby Cassidy'ego nic nie wyszło - wskazuje nasz rozmówca.
Kentucky i Luizjana to już przeszłość. Na rozstrzygnięcia wciąż czeka chociażby Karolina Południowa. Tam na poparcie Trumpa przynajmniej na razie nie może liczyć Nancy Mace. - Sprzeciwiała się w kwestii ustaw budżetowych, bo Trump obiecywał, że nie będzie rósł dług publiczny, a każdy projekt budżetu zwiększał zadłużenie. Jest też wątek Epsteina, który poróżnił i Mace, i Massiego z Trumpem - wyjaśnia Michalski.
Warto wskazać jeszcze jeden przykład. W przyszłym tygodniu rozstrzygną się senackie prawybory w Teksasie. - Przez wiele miesięcy prominentni republikanie w Senacie prosili o poparcie Johna Cornyna, ponieważ jest pewniejszą, znaną wyborcom z przedmieść opcją. Ale Trump wybrał Kena Paxtona. Polityka o szerokim elektoracie negatywnym, który prawie został usunięty z urzędu prokuratora generalnego Teksasu. Jest postrzegany jako wojownik i aktywista sprawy konserwatywnej. Za to Cornyn krytykował atak na Kapitol 6 stycznia 2021 r. i wsparł oskarżenia przeciwko Trumpowi - tłumaczy rozmówca Interii.
Znamy już lokalnych bohaterów republikańskich przepychanek. Teraz możemy wyjaśnić dlaczego prezydent jest skuteczny w organizowaniu kampanii przeciwko swoim partyjnym wrogom.
Logika prezydenta USA
Amerykańską polityką rządzą pieniądze. Kto chce wygrać wybory czy prawybory, musi mieć na to fundusze. - Kiedy myślimy o Partii Demokratycznej czy Republikańskiej, to mamy wizję bardzo centralistyczną. Czyli, że jest siedziba partii w Waszyngtonie i wszyscy politycy od niej zależą. To jest obraz błędny - podkreśla Rafał Michalski.
- Generalnie obie partie są zrzeszeniem 50 partii stanowych, które wybierają swoich przedstawicieli do Waszyngtonu. Wybory władz stanowych odbywają się co dwa lub cztery lata i decydują o kierunku partii - mówi dalej.
U republikanów system funkcjonował tak przez dekady, ale wszystko zaczęło się zmieniać około 2010 r. Wtedy w partii pojawiła się tzw. "fala herbaciana" - nowi, konserwatywni politycy, krytykujący Obamę. Środowisko przekształciło się później w ruch MAGA. Ale nowi politycy mieli poczucie, że w partii wciąż rządzi stary establishment, a nie mieli środków, by z nim wygrać. Wtedy pojawił się Donald Trump.

- Przyniósł do polityki ogrom pieniędzy, nie tylko swoich, ale także nowego zasobu darczyńców, którzy postanowili po 2016 r. zmienić swój wektor wsparcia z demokratów na republikanów. Widzimy szeroką falę w wielu stanach przejmowania władzy przez młode pokolenie z rąk starych republikanów. Tak się stało w Teksasie, Arizonie, Michigan, Dakocie Północnej, Wyoming - wymienia Michalski.
Darczyńcy pozwalają organizować kampanie przeciwko oponentom Trumpa za miliony dolarów. Dzięki temu prezydent zyskuje w Kongresie polityków lojalnych wobec siebie. Chce skutecznie rządzić i potrzebuje poparcia partii. W tej logice jest jednak luka, a nawet dwie.
Trump nie rozumie polityki stanowej
Po pierwsze w USA trwa batalia o zmianę okręgów wyborczych. - Polityka amerykańska jest spolaryzowana. To banał. Ale polaryzacja sprawia, że w najbliższym czasie nie ma szansy na dużą przewagę w którejkolwiek z izb. Zmniejsza się drastycznie liczba okręgów, które będą konkurencyjne w listopadowych wyborach. To oznacza, że przy tym nowym rygorze granic okręgów wyborczych, ktokolwiek wygra w Izbie Reprezentantów, będzie miał bardzo małą większość. To samo w Senacie - podkreśla Rafał Michalski.
Zatem nawet jeśli Trump będzie miał po swojej stronie wyłącznie partyjnych lojalistów, w kluczowych sprawach większość i tak może okazać się niewystarczająca.
Trump nie interesuje się niuansami życia Partii Republikańskiej, wewnętrznej dynamiki i problemów regionalnych liderów
Po drugie problemem jest sam prezydent. - Po prostu chce mieć stabilną większość, która będzie pomagała mu wprowadzać wizję reform, których on chce - komentuje Michalski. Sęk w tym, że o wyniku wyborczym nie decyduje partia, tylko wyborcy. Zaraz po listopadowych wyborach czeka Amerykanów kampania prezydencka w 2028 r.
- Trump przyszedł do polityki bez doświadczenia politycznego. Każdy jego poprzednik miał mniejsze lub większe doświadczenie. Był w radzie miasta, był gubernatorem, po prostu dotknął ziemi. Codzienna polityka odbywa się na poziomie stanowym. Tak samo z ustawami: większość najważniejszego prawa tworzy się w stanach. A Trump nie interesuje się niuansami życia Partii Republikańskiej, jej wewnętrzną dynamiką i problemami regionalnych liderów - zaznacza nasz rozmówca.
Katastrofa w sondażach
Sondaże pokazują, że nie rozumie też problemów wyborców. - W środę Fox News opublikowała sondaż, w którym wyborcy oceniają politykę inflacyjną Trumpa. 70 proc. go krytykuje. To są katastrofalne wyniki - wskazuje Michalski i dodaje, że wyniki te wynikają też z partyjnych wyborów Trumpa.
W tym miejscu musimy wrócić do Kentucky i Teksasu, które świetnie tłumaczą sondażowe spadki.
Trump pozbył się Massiego, który w Kentucky reprezentował górniczą północ stanu, czyli region antysystemowych przedsiębiorców. Massie docierał do nich z programem niskich podatków i ograniczenia interwencji rządu. Prezydent wybrał jego konkurenta.
- Trump wycina też Cornyna, konserwatystę z centralnego Teksasu, z przedmieść przedsiębiorców, na rzecz wiejskiego, farmerskiego, populistycznego kandydata. To się dla niego skończy katastrofalnie w listopadzie, ponieważ wyborcy nie mają dzisiaj motywacji, żeby zagryźć zęby i zagłosować na partię, która od stycznia 2025 r. nie dała materialnych korzyści - podkreśla Michalski.
Partia Republikańska na zakręcie
Za to wyborcy mierzą się z problemami gospodarczymi, które wywołała wojna w Iranie, wcześniej szkodliwa dla rolników wojna celna. - To są wyborcy, którzy nie pójdą zagłosować za polityką Trumpa i to go zaboli - komentuje rozmówca Interii.
Trump podejmuje ryzyko. Zyskuje kandydatów lojalnych, kosztem tych, którzy w listopadzie mogliby przekonać wyborców. - To się skończy źle, bo Trump nie ma czego dać w zamian wyborcom, którym odbiera reprezentację. W 2028 r. republikanie będą musieli sobie zadać pytanie, co dalej. Ale zanim to zrobią, muszą poradzić sobie ze stratami w listopadzie tego roku - zaznacza Michalski.
W wielu regionach to najgorsze dla republikanów sondaże w XXI w. - W Teksasie nie było tak źle od 2002 r., kiedy stan był dotknięty kryzysem paliwowym związanym z wojną w Afganistanie. To skala problemów, których Trump nie rozumie. Jest politykiem waszyngtońskim, chce żyć w blichtrze sali balowej, z wielką geopolityką, światowymi liderami i sojuszami. Ale nie ma doświadczenie na dole i nie myśli o skutkach dla partii republikańskiej - podsumowuje Rafał Michalski w rozmowie z Interią.
Jakub Krzywiecki
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl











