Reklama

Reklama

Trump krytykuje samochody elektryczne. Przywołał pewną historię

Donald Trump podczas weekendowego wiecu w Pensylwanii zabrał głos na temat samochodów elektrycznych. Były prezydent USA przywołał pewną historię swojego przyjaciela, która miała zdyskredytować ten środek transportu.

Na spotkaniu ze swoimi sympatykami w Pensylwanii Donald Trump przypuścił frontalny atak na prezydenta Joe Bidena i jego politykę energetyczną, która jego zdaniem jest jedną z przyczyn inflacji, która dotyka obecnie Stany Zjednoczone.

Były prezydent odniósł się również do akcji służb w jego domu. - To rażące nadużycie prawa sprowokuje reakcję, jakiej nikt nigdy nie widział - zapowiedział. Zarzucił FBI, że podczas rewizji w jego posiadłości przeszukali pokój jego żony Melanii, a także przeprowadzili "głębokie, brzydkie przeszukanie" pokoju jego 16-letniego syna Barrona.

Reklama

FBI i Departament Sprawiedliwości stały się wściekłymi potworami, kontrolowanymi przez drani z radykalnej lewicy, prawników i media, które mówią im, co robić i kiedy. Próbują mnie uciszyć i co ważniejsze, próbują też uciszyć was - stwierdził. 

Historia o samochodzie elektrycznym

Podczas spotkania Trump wyśmiewał się również z samochodów elektrycznych. Przypomniał, że dwa lata temu, kiedy był prezydentem, benzyna kosztowała 1 dolara i 87 centów za galon, dlatego nikt nie myślał wtedy o samochodach elektrycznych, które jak podkreślił, są dwa razy droższe od zwykłych aut.

Następnie przywołał pewną historię. - Mam przyjaciela, który chciał zrobić coś dla środowiska. Poszedł i kupił sobie samochód elektryczny. Następnie wybrał się nim w podróż z Kentucky do Waszyngtonu - powiedział. 

- Później zadzwonił do mnie i powiedział, że jest kompletnie wyczerpany. Stwierdził, że "ta cholerna podróż trwała wieczność". Powiedział mi: Jechałem przez dwie godziny, a później musiałem naładować samochód. Nie mogłem znaleźć miejsca, w którym mógłbym to zrobić, a gdy mi się udało, naładowanie tego cholernego samochodu zajęło mi więcej czasu, niż nim jeździłem - opowiadał Trump, wywołując śmiech i brawa na widowni. 

Trump zwrócił również uwagę, że ludzi nie stać na nowe samochody elektryczne, a baterie do nich są produkowane w Chinach. - Wszystko pochodzi z Chin lub Konga. A kto kontroluje Kongo? Oczywiście Chiny - powiedział.

Przypomniał również, ze Ameryka, jako jeden z nielicznych krajów na świecie ma duże złoża ropy naftowej.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy