Reklama

Reklama

Trudeau ostrzega Kanadyjczyków

Premier Kanady Justin Trudeau ostrzegł przed możliwością zagranicznej ingerencji w wybory, a urząd ochrony danych osobowych sprawdza, czy Facebook nie udostępnił nielegalnie danych o Kanadyjczykach.

To niektóre kanadyjskie odpryski afery Cambridge Analytica i rosnącej liczby informacji o tym, jak Rosja mogła wpłynąć na wybory w USA w 2016 roku, wykorzystując m.in. media społecznościowe.

W tym roku w Ontario, najludniejszej prowincji Kanady, odbędą się wybory do parlamentu prowincji, zaś w przyszłym roku odbędą się wybory federalne. Jak relacjonowała agencja Canadian Press, Trudeau ostrzegł w środę podczas konferencji prasowej w Toronto, że Kanada musi chronić systemu przeprowadzania wyborów w związku z groźbami zagranicznej ingerencji. Trudeau zwrócił uwagę, że minister instytucji demokratycznych Karina Gould otrzymała misję wzmocnienia kanadyjskiego systemu wyborczego.

Reklama

Boją się rosyjskich trolii?

Canadian Press przypomniała, że Kanadzie przekazywano już ostrzeżenia przed możliwą ingerencją Rosji z krajów Europy Wschodniej oraz od ekspertów NATO.

Rosyjska "farma internetowych trolli" w Petersburgu, ta sama, która produkowała wpisy w mediach społecznościowych w trakcie kampanii wyborczej w USA, już próbowała wywierać wpływ na wydarzenia w Kanadzie.

Jak wynika z danych dostępnych w raporcie komisji Izby Reprezentantów, zaprezentowanym w marcu br., wpisy rosyjskich trolli dotyczyły - poza sprawami amerykańskimi - także takich kwestii jak kontrowersyjny rurociąg Keystone XL, czy wskazywanie na premiera Trudeau w budzących emocje kontekstach - opisywała Canadian Press. Jak mówili rozmówcy agencji, rosyjskie władze, które na terenie własnego kraju nie są szczególnie zainteresowane kwestiami ochrony środowiska, mogą odwoływać się właśnie do takich tematów, by np. naruszać bezpieczeństwo energetyczne innych państw.

Jedne z głównych tematów


Problem ochrony bezpieczeństwa procesu wyborczego i ochrony danych osobowych stał się jednym z głównych tematów w kanadyjskich mediach w ostatnich dniach, po wybuchu skandalu Cambridge Analytica (CA). W minioną niedzielę brytyjski "Observer" opublikował wyniki własnego śledztwa, sprawą zajmował się też "Guardian" i telewizja Channel 4.

CA pozyskała dane nawet 50 mln użytkowników Facebooka, a uzyskane w ten sposób analizy poglądów i preferencji wyborczych zostały wykorzystane w kampanii wyborczej obecnego prezydenta USA Donalda Trumpa. CA otrzymało w 2016 r. prawie 6 mln dolarów za swoje usługi.

W czwartek amerykańska ABC News poinformowała, że śledztwo specjalnego prokuratora Roberta Muellera w sprawie ingerencji Rosji w wybory oraz kontaktów otoczenia Trumpa z przedstawicielami Kremla objęło także współpracę CA ze sztabem wyborczym Trumpa.

Jednym z efektów afery CA jest wniosek Elections Quebec, urzędu nadzorującego przeprowadzanie wyborów w tej prowincji, by rząd Quebec ograniczył zakres informacji o wyborcach, które na mocy prawa są przekazywane partiom politycznym. Elections Quebec nie chce, by partie mogły pozyskiwać dane pozwalające określić preferencje wyborcze, zwracając uwagę, że dane te nie są potrzebne do komunikacji z wyborcami.

Dochodzenie po otrzymaniu skarg na Facebooka

O działaniach CA opowiedział dziennikarzom Kanadyjczyk Christopher Wylie. Jak podał w czwartek dziennik "Globe and Mail", w 2008 Wylie pracował jako wolontariusz dla kanadyjskich federalnych liberałów, zajmując się m.in. wykorzystaniem analizy danych. W 2013 r. Wylie przeniósł się do Wielkiej Brytanii, gdzie współtworzył CA. W 2016 podpisał krótki kontrakt o wartości 100 tys. dolarów z biurem analiz partii liberalnej.

Kanadyjskie media podkreślają jednak, że nie ma żadnych zarzutów nielegalnych czy nieetycznych działań pod adresem Wyliego. Jak pisał "Globe and Mail", biuro analiz partii liberalnej w środowym komunikacie napisało, że Wylie pracował nad "narzędziami monitorowania mediów społecznościowych", nie przekazano mu żadnych danych osobowych, a po analizie projektu Liberałowie nie przedłużyli kontraktu.

Natomiast kanadyjski Privacy Commissioner, odpowiednik polskiego GIODO, rozpoczął dochodzenie po otrzymaniu skarg na Facebooka w związku z uzyskaniem przez CA danych o użytkownikach tego portalu. Jak podało biuro Privacy Commissioner we wtorkowym komunikacie, pierwszym etapem dochodzenia będzie ustalenie, czy nie naruszono prywatności danych osobowych kanadyjskich użytkowników. Jak powiedział cytowany w komunikacie komisarz Daniel Therrien, w trakcie dochodzenia kanadyjski urząd będzie współpracował ze swoim brytyjskim odpowiednikiem. Własne dochodzenie w sprawie Facebooka wszczął również Privacy Commissioner prowincji Quebec.

Z Toronto Anna Lach

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje