W skrócie
- Według ministra Antonia Sanza większość lub wszystkie z 12 ofiar pożaru w Andaluzji to obcokrajowcy, którzy opuścili wyznaczone drogi ewakuacyjne i znaleźli się na niebezpiecznych trasach.
- Ofiary, wśród których były osoby pochodzenia brytyjskiego, odnajdowano głównie w samochodach, a narodowość części z nich nie została jeszcze oficjalnie potwierdzona.
- Akcje ratownicze utrudniają ekstremalne upały, susza oraz trudny teren, a w działaniach bierze udział ponad 460 funkcjonariuszy wspieranych przez samoloty, śmigłowce i drony.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Ekstremalne upały przetaczające się przez zachodnią Europę przyczyniły się do pożarów w Los Gallardos - gminie w prowincji Almería w Andaluzji na południu Hiszpanii. Według Antonia Sanza, ministra ds. zdrowia i sytuacji kryzysowych Andaluzji, a zarazem szefa akcji ratunkowej, sytuacja w prowincji pozostaje ekstremalnie trudna. Zginęło 12 osób, 23 są zaginione.
- Wszystko wskazuje na to, że zmarli w większości lub wszyscy to cudzoziemcy. Ofiary zboczyły z oznakowanych dróg ewakuacyjnych i szukały alternatywnego przejazdu przez rzekę, co ostatecznie okazało się pułapką, gdy zostały pochłonięte przez płomienie - powiedział Sanz cytowany przez Euronews.
Jak podała w sobotę agencja AFP, strażakom powoli udaje się zapanować nad pożarem. - Nocna sytuacja była korzystna, a warunki pogodowe pozwalają nam rozpocząć dzień z lepszymi perspektywami niż wczoraj - powiedział Sanz.
- Po raz pierwszy będziemy w stanie bezpośrednio zawalczyć z pożarem. Do tej pory zarówno warunki pogodowe, jak i charakter pożaru pozwalały nam jedynie na działania defensywne - dodał.
Sanz powiedział także, że w nocy z piątku na sobotę nie było żadnych doniesień o kolejnych ofiarach śmiertelnych, określając to jako "najlepszą wiadomość, jaką mogliśmy otrzymać".
Pożar w Andaluzji. Ofiary to głównie cudzoziemcy
Do tej pory ciała ofiar pożaru odnajdywane były głównie w samochodach. Tak było z czterema osobami - jak zakładają służby - pochodzenia brytyjskiego. Na wysnucie takich przypuszczeń pozwoliło to, że w zgliszczach samochodu układ kierowniczy znajdował się po prawej stronie.
Lokalne władze informują, że wśród ofiar mogą być obywatele Belgii.
Według ustaleń AFP większość ofiar mogą stanowić turyści, którzy w momencie wybuchu pożaru przebywali w Bédar, atrakcji turystycznej Los Gallardos. Burmistrz Bédar wyjaśnił, że namawiał mieszkańców do opuszczenia domów, "nawet tych, którzy nie chcieli wyjeżdżać".
Narodowość pozostałych ofiar nie została oficjalnie potwierdzona przez służby. Wcześniej minister Antonio Sanz nazwał trwający pożar w Los Gallardos "najbardziej niszczycielskim, jaki dotychczas miał miejsce w regionie" i określił sytuację jako "bezprecedensową tragedię".
Służby walczą z ogniem, ekstremalnym upałem i terenem
Do piątku służby przeprowadziły ewakuację 1150 osób. W akcjach gaśniczych i ratowniczych na terytorium prowincji bierze udział ponad 460 funkcjonariuszy różnych służb, w użyciu jest pięć samolotów amfibijnych, trzy śmigłowce, dwa drony i 128 pojazdów.
Według lokalnych władz bezpośrednią przyczyną pożaru była iskra z zerwanej sieci elektroenergetycznej, jednak do błyskawicznego rozprzestrzeniania ognia przyczyniły się ekstremalne upały i susza. Działania służb utrudnia teren - pofałdowany i pełen wąwozów.
Pożar, który wybuchł w czwartek w południowo-wschodniej części regionu Los Gallardos w Andaluzji, strawił już około 6600 hektarów (16 300 akrów) - przekazała w sobotę agencja AFP.
Źródło: AFP, Euronews















