Reklama

Reklama

Tortury na świecie: O zakazie, którego się nie przestrzega

​ - Tortury często kojarzą się ze średniowieczem i wymyślnymi narzędziami, które można zobaczyć w muzeach - "krzesłami czarownic", kołami służącymi do łamania kończyn. Łatwo uwierzyć, że maltretowanie ludzi minęło - mówi Aleksandra Zielińska z Amnesty International. Okazuje się jednak, że w 141 krajach bicie, przypalanie papierosami, polewanie roztopionym plastikiem czy rażenie prądem zdarza się nadal. Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Pomocy Ofiarom Tortur.

"Zakaz stosowania tortur jest absolutny i jednoznaczny. Żadna z takich okoliczności jak stan wojny, atak terrorystyczny, brak wewnętrznej stabilizacji politycznej, lub jakakolwiek inna sytuacja wyjątkowa, nie mogą stanowić usprawiedliwienia dla stosowania tortur" - to fragment Przesłania Sekretarza Generalnego ONZ, Ban Ki-moona, opublikowanego z okazji Międzynarodowego Dnia Pomocy Ofiarom Tortur w 2010 roku. 

W 2014 roku Amnesty International opublikowało raport "Torture in 2014. 30 years of broken promises" (ang. "Tortury w 2014 roku. 30 lat łamania obietnic"). W dokumencie można znaleźć listę tortur, które nadal są stosowane. Znalazły się na niej:  bicie, stosowanie elektrowstrząsów, chłosta, wbijanie igieł pod paznokcie, przypalanie papierosami, podduszanie, podtapianie, amputacje. Pozorowanie egzekucji. Długotrwała izolacja, deprywacja snu, pozbawianie jedzenia i picia (często przez wiele dni), zmuszanie do picia moczu lub brudnej wody, podawanie środków psychotropowych. Groźby gwałtów, gwałty, przymusowe sterylizacje i aborcje. Polewanie ciała wrzątkiem lub roztopionym plastikiem. 

Reklama

Katarzyna Pruszkowska: W ilu krajach stosuje się obecnie tortury? 

Aleksandra Zielińska, Amnesty International: - Z naszego raportu wynika, że w 141 krajach ludzie nadal poddawani są torturom. W niektórych sporadycznie, w innych systemowo, co oznacza, że tortury są częścią działań tolerowanych przez wymiar sprawiedliwości. Nie podczas wojen, ataków terrorystycznych, czy innych sytuacji, które moglibyśmy nazwać "wyjątkowymi". W większości krajów świata tortury, rozumiane jako przemoc reprezentantów państwa wobec jednostki, są na porządku dziennym. Krąg kulturowy, system polityczny, wyznawana religia - to wszystko nie ma znaczenia. 

- W ciągu minionych 2 lat szczególnie uważnie przyglądaliśmy się sytuacji w pięciu krajach: Maroku, Meksyku, Nigerii, Uzbekistanie i na Filipinach, czyli tam, gdzie tortury stosowane są powszechnie. 

10 grudnia 1984 roku Zgromadzenie ONZ przyjęło Konwencję w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania, którą ratyfikowały 154 państwa. Czy to sprawiło, że dziś tortur jest mniej? 

- Przyjęcie Konwencji, które miało miejsce ponad 30 lat temu, było dużym sukcesem - powstała podstawa prawna, która umożliwia wywieranie presji na państwa, które stosują tortury. Po jakimś czasie okazało się jednak, że mimo istnienia Konwencji, a nawet wewnętrznych przepisów zakazujących stosowania tortur, które obowiązują w poszczególnych krajach, proceder nadal istnieje. 

- Tortury często kojarzą się ze średniowieczem i wymyślnymi narzędziami, które  można zobaczyć w muzeach - "krzesłami czarownic", kołami służącymi do łamania kończyn. Łatwo uwierzyć, że maltretowanie ludzi minęło. Tymczasem bicie, wyrywanie paznokci, podtapianie, przypalanie, podduszanie czy pozorowanie egzekucji znalazły się na liście, którą spisaliśmy, m.in. na podstawie rozmów z osobami, które były poddawane torturom. Obok tortur fizycznych, które zostawiają ślady, często stosowane są, znacznie trudniejsze do udowodnienia, tortury psychiczne: pozbawianie snu, zaburzanie receptorów np. poprzez puszczanie nieznośnie głośnej muzyki, zmienianie temperatury w pomieszczeniach, w których przebywa torturowany, grożenie wyrządzeniem krzywdy rodzinie. 

- Śladów nie ma, ale osoba przyzna się do wszystkiego, podpisze cokolwiek, nawet pustą kartkę, którą odpowiednio wypełni później funkcjonariusz. Byleby tylko przerwać tortury.  

Oficjalnie tortury są niedozwolone, nie powinny być zatem planowane. A jak jest naprawdę?

- Wiemy z całą pewnością, że są miejsca, w których tortury są planowane. Na jednym z filipińskich posterunków, w ukrytym pomieszczeniu, znaleziono "koło tortur", które przypomina nieco "koło fortuny". Na kolorowych paskach wypisano nazwy kilku metod tortur. Kiedy na komisariat trafiał podejrzany, funkcjonariusze losowali, w jaki sposób będą go męczyć. To pokazuje, że tortury sprawiały im przyjemność, że traktowali je jak zabawę. 

- O tym, że tortury, przynajmniej w jakimś zakresie, były planowane, można również przekonać się z notatek CIA, które opisywały sposoby postępowania z podejrzanymi o zorganizowanie zamachów z 11 września. Podczas tamtych przesłuchań stosowano tortury, które wymagały dobrej znajomości kultury, z której pochodzili podejrzani. Mężczyznom golono brody, kazano im rozbierać się do naga w obecności kobiet, przesłuchującym funkcjonariuszkom zalecano, by wobec więźniów zachowywały się wyzywająco. Osoby, które nie  pochodzą z tego kręgu kulturowego, mogłyby uznać, że takie zachowania nie były szczególnie okrutne. Ale dla mężczyzn wyznających islam były bardzo poniżające. Można powiedzieć, że przeciw tym ludziom wykorzystano ich własną kulturę.

Czy do torturowania wykorzystuje się specjalnie do tego celu przeznaczone narzędzia? 

- Różnie. Do bicia funkcjonariusze mogą używać pałek, do krępowania - kajdanek. Czyli tego, co należy do ich wyposażenia. Na terenie UE nie można handlować narzędziami, które mogłyby służyć do tortur np. specjalnymi kajdankami, które krępują jednocześnie ręce i nogi. Jednak zakaz ten można łatwo obejść - takie przedmioty mogą trafiać na wystawy jako eksponaty. 

Czyli w ten sposób można przewozić je z jednego kraju do drugiego i po drodze nimi handlować? 

- Tak, z powodu luki w prawie istnieje taka możliwość. 

Jaka jest najczęstsza przyczyna stosowania tortur?

- Wydobycie informacji - prawdziwych lub zmyślonych. Policjanci lub żołnierze wymuszają w ten sposób zeznania na osobach podejrzewanych o popełnienie przestępstwa. Bez wątpienia częściowo wiąże się to z chęcią udowodnienia skuteczności funkcjonariuszy państwowych. Nie oszukujmy się, często wymuszanie zeznań służy poprawieniu statystyk dotyczących wykrywalności przestępstw. 

- Dobrym przykładem może być sprawa mieszkającej w Meksyku Claudii Mediny. Została schwytana przez żołnierzy marynarki wojennej. Podczas przesłuchań bito ją, poddawano elektrowstrząsom, wykorzystano seksualnie. Wszystko po to, żeby przyznała się do "winy", czyli członkostwa w gangu. Pod wpływem tortur kobieta podpisała zeznania. Postawiono jej 9 zarzutów, funkcjonariusze występowali w telewizji chwaląc się kolejnym "sukcesem". W przeciwieństwie do wielu innych ofiar tortur, Claudia zdecydowała się opowiedzieć o tym, co ją spotkało. Została także poddana badaniu śladów tortur, które jednoznacznie wskazywały na to, że jej zeznania są prawdziwe. Sąd zignorował jednak te opinie, co zdarza się nagminnie. Uznawane są zazwyczaj wyniki badań, które przeprowadzają lekarze wskazani przez państwo. A oni zazwyczaj piszą takie opinie, jakich się od nich oczekuje.  Po dwóch latach walki i nagłaśniania sprawy, wszystkie zarzuty oddalono, ale Claudii do dziś nie udało się udowodnić, że była torturowana. Śledztwo jest w toku. 

Czy w którymkolwiek z krajów, w których sytuację monitorowało AI, udało się skazać funkcjonariusza, który stosował tortury? 

- Tak, na Filipinach skazano policjanta, który torturował przesłuchiwanego. To pierwszy taki przypadek w historii kraju i, na razie, niestety, jedyny. W żadnym innym kraju, którym się zajmowaliśmy, nic podobnego się nie zdarzyło. Kilka śledztw jest w toku i mamy nadzieję, że w końcu ci, którzy stosują tortury, będą karani. 

Kto najczęściej pada ofiarą tortur? 

- Najczęściej są to osoby nieuprzywilejowane, pochodzące z biednych rodzin. Takie, których nie stać na prawnika, które nie znają swoich praw, nie mają żadnych wpływów. O które nikt się nie upomni i którym nikt nie pomoże. W konfrontacji z funkcjonariuszem, który ma władzę, są zbyt słabe, żeby móc się broić. Łatwo je złamać. Jedyną szansą jest nagłaśnianie ich historii. Dzięki naciskom opinii publicznej łatwiej im dochodzić swoich praw. 

- Przykładem może być sprawa Mosesa Akatugby, który pochodzi z Nigerii. Kiedy miał 17 lat został schwytany przez żołnierzy, którzy zmusili go, oczywiście za pomocą tortur, do przyznania się do kradzieży. Został za to skazany na karę śmierci. Kiedy czekał w więzieniu na wykonanie wyroku, jego sprawą zainteresowały się międzynarodowe media. Gubernator prowincji, w której znajdowało się więzienie Mosesa, otrzymywał wiele listów od ludzi, którzy domagali się wypuszczenia chłopaka. Tak się stało - pod koniec kadencji gubernator go ułaskawił. Moses jest wolny, choć bezprawnie zabrano mu kilka lat. 

Czy osoby, które były poddawane torturom, często próbują dochodzić sprawiedliwości w sądach? 

- Nie. Z tego powodu liczbę ofiar podajemy tylko w przybliżeniu. Tak naprawdę nie wiemy, ile osób przeżyło tortury. Ludzie boją się mówić o tym, co ich spotkało, często nie bez przyczyny. Niedawno w Maroku dwójka aktywistów, którzy brali udział w antyrządowym wiecu, została zatrzymana i poddana torturom. Nie wiedzieli jednak, kto jest za to odpowiedzialny. Sprawę zgłosili na policję. Efekt? Zostali zatrzymani pod zarzutem fałszywego oskarżania władz, chociaż nie wskazali winnych, a następnie skazani na 2 i 3 lata więzienia. To niestety nie jest odosobniony przypadek. Ludzie boją się, że jeśli coś zgłoszą, narażą się na jeszcze gorsze represje. 

Czy w krajach, o których rozmawiamy, istnieje nieoficjalne przyzwolenie na stosowanie tortur? 

- W strukturach służb państwowych na pewno. Na komisariatach, w których torturuje się ludzi, wszyscy muszą widzieć i słyszeć, co się dzieje. Wielu woli jednak milczeć i nie wychylać się. Obawiam się także, że w wielu przypadkach przełożeni nie tylko zezwalają na stosowanie takich metod, ale wręcz do nich nakłaniają. 

A mieszkańcy? Również tolerują to, że w ich krajach stosuje się tortury? 

- Z naszych badań wynika, że większość nie popiera stosowania tortur. Chyba, że służby miałyby w ten sposób wejść w posiadanie informacji, które mogą mieć znaczenie dla bezpieczeństwa ogółu obywateli. W takim wypadku ok. 30 proc. badanych dopuszcza torturowanie. Podczas tych samych badań zadaliśmy jeszcze jedno pytanie: czy boisz się, że w swoim kraju możesz zostać poddany torturom, jeśli zostaniesz aresztowany? 36 proc. Polaków odpowiedziało, że tak.      

Rozmawiała Katarzyna Pruszkowska 

    

Reklama

Reklama

Reklama