Reklama

Reklama

"To będzie drogo kosztować". Niemiecka prasa ocenia politykę Scholza

Zwrot w niemieckiej polityce energetycznej. Po ograniczeniu importu rosyjskiego gazu rząd RFN został zmuszony do zmiany założeń dotychczasowej strategii energetycznej. Prasa komentuje ogłoszenie przez wicekanclerza i ministra gospodarki Roberta Habecka planu awaryjnego drugiego stopnia dla niemieckiej energetyki. "To będzie drogo kosztować" - czytamy.

"Znowu przeżywamy punkt zwrotny" - oceniła biznesowa gazeta "Handelsblatt". "Wymaga to, by jakiś nowy Joschka Fischer z Zielonych przekonał swoich ludzi mocnym przemówieniem, że dalsze wydobywanie węgla brunatnego jest na pewno gorszym wyborem, jeśli chodzi o ratowanie klimatu" - twierdzą autorzy.

"Przyszłość nie może leżeć w wydobywaniu węgla. Jeśli zmiany klimatyczne są największym zagrożeniem spowodowanym przez ludzi, co się stale podkreśla, z pewnością powinniśmy podjąć drugie co do wielkości ryzyko i zaakceptować elektrownie jądrowe, przynajmniej przez jakiś czas" - apeluje autor tekstu, odnosząc się do ograniczenia dostaw rosyjskiego gazu, na bazie którego funkcjonowała dotychczas niemiecka transformacja energetyczna.

Reklama

"FAZ": Miną lata zanim Niemcy odzyskają stabilność

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" ("FAZ") podkreśla z kolei, że "Niemcy zostały trafione w swoją piętę achillesową, a mianowicie - w niewystarczająco zagwarantowane bezpieczeństwo dostaw nośników energii". 

Dziennik stoi na stanowisku, że "Niemiecka polityka energetyczna w ostatnim dziesięcioleciu opierała się na iluzjach, porównywalnych z tymi, którymi kierowała się nasza polityka wobec Rosji".

Odnosząc się do trwającego w Niemczech od lat sporu o wykorzystanie energii jądrowej, autorzy zauważają, że "ci, którzy uważali, że wycofanie się z energii jądrowej było zbyt pospieszne. Teraz domagają się przedłużenia czasu eksploatacji elektrowni atomowych, a ci, którzy zawsze byli przeciwni energii jądrowej, nadal są jej przeciwni, także wtedy, gdy liczy się każda kilowatogodzina". 

"Trudnej sytuacji, która może nam grozić jesienią i zimą nie da jednak rozładować poprzez ponowne kopanie starych ideologicznych rowów. Dla koalicji rządowej jest to wyzwanie, które wykracza poza ostry stan zagrożenia. Podjęto już wstępne działania, takie jak decyzja o budowie terminali LNG. Miną jednak lata, zanim niemiecka polityka energetyczna odzyska tak bardzo nam potrzebną stabilność i równowagę" - czytamy.

"Frankfurter Rundschau": "Putin nie rzuci nas na kolana"

"Sytuacja jest zatem poważna, ale nie beznadziejna" - twierdzi z kolei "Frankfurter Rundschau" ("FR") z Hesji. Autorzy chwalą politykę gabinetu Scholza, twierdząc, że "w końcu rząd wkrótce po objęciu władzy zaczął naprawiać błędy wszystkich poprzednich rządów". 

"FR" wylicza, że "w ostatnich miesiącach Niemcy wykorzystały całą swoją potęgę gospodarczą, aby pozyskać dla siebie niemal wszystko, co jest dostępne na światowym rynku skroplonego gazu ziemnego (LNG) albo specjalne statki do jego transportu. Planuje się, że pierwszy gaz LNG popłynie z wybrzeża Morza Północnego do sieci już w 2023 roku. Może to nastąpić nawet szybciej, jeśli wcześniej zostaną ukończone odpowiednie połączenia gazoportów z lądem". 

"Dodatkowe naciski na załatwienie tej sprawy nie są potrzebne, bo zbiorniki gazu są wypełnione w ponad 60 procentach. To nie wystarczy, ale to dużo więcej niż nic. Zima może być ciężka i będziemy musieli się ciepło ubrać w dosłownym tego słowa znaczeniu. Ale za to Putin nie rzuci nas na kolana" - podsumowuje politykę rządu w trudnych dla niemieckiej energetyki czasach "FR".

"Augsburger Allgemeine“: Sytuacja nigdy nie była tak poważna

Krytycznie postawę niemieckich polityków ocenia "Augsburger Allgemeine" z Bawarii. W opinii gazety "Robert Habeck ułatwia sobie zadanie mówiąc, że winę za rozwój sytuacji ponosi nie obecny rząd, tylko poprzedni, który zbyt mocno uzależnił kraj od dostaw rosyjskiego gazu i nie rozwijał w wystarczającym stopniu energetyki opartej na odnawialnych źródłach energii". 

Dziennik wylicza Habeckowi, że "zapomina jednak, że sam miał już pół roku na przestawienie zwrotnic w polityce energetycznej. Na razie jednak, poza zapowiedziami, nie zrobił nic, aby poprawić pogarszającą się sytuację. Niemcy wciąż czekają na obiecany gaz z Kataru". 

"Przypisywanie innym winy przez Habecka nikomu nie pomaga. Rząd i opozycja muszą wspólnie wypracować konieczne rozwiązania. Sytuacja ekonomiczna kraju nigdy nie była tak poważna, nawet podczas pandemii" - czytamy.

"Reutlinger General-Anzeiger": Niemcy zbyt wolno napełniają magazyny gazu

Zdaniem "Reutlinger General-Anzeiger" z Badenii-Wirtembergii nie należy obwiniać Habecka za wiele zwrotów, jakie uczynił. "Robi to, co należy zrobić w polityce energetycznej. Ale najwyraźniej to wciąż nie wystarcza. W przeciwnym razie minister gospodarki nie musiałby ogłaszać drugiego stopnia planu alarmowego" - ocenia dziennik. 

Gazeta z jednej strony uspokaja, zaś z drugiej uświadamia konsekwencje obecnej sytuacji. Ograniczenia w imporcie rosyjskiego gazu, nie świadczą w opinii autorów o tym, "że energia będzie reglamentowana. Jest to jednak znak, że gaz będzie jeszcze droższy, a inflacja będzie nadal rosła". 

Kontynuując swoją wypowiedź autorzy podkreślają, "że Niemcy w zbyt wolnym tempie napełniają magazyny gazu. Celem jest osiągnięcie w zimie poziomu napełnienia wynoszącego 90 procent. W związku z tym Niemców czeka trudna zima. A Habeck będzie musiał zadać sobie pytanie, zwłaszcza w odniesieniu do elektrowni atomowych i węglowych, czy w porę zmienił kurs".

"Wiesbadener Kurier": "To będzie drogo kosztować"

"Wiesbadener Kurier" pisze z kolei, że ogłoszenie alarmu ma obudzić konsumentów, władze i przedsiębiorstwa. 

"Wszyscy powinni oszczędzać gaz jak nigdy dotąd. Politycy mają nadzieję, że uda się zmniejszyć zużycie energii o około jedną piątą. Nie podjęto jeszcze żadnych działań przymusowych. Jest to jednak ostatnie ostrzeżenie przed przystąpieniem do triażu, czyli selekcji, kto w danej sytuacji będzie zaopatrywany w zimie w gaz, a kto nie" - czytamy.

Autorzy zaznaczają, że "poziom napełnienia zbiorników gazu w magazynach służy jako wskaźnik, kiedy zapasy gazu osiągną stan krytyczny, co może nastąpić na początku 2023 roku". "Konsumenci prywatni i infrastruktura krytyczna, taka jak szpitale, będą wtedy słusznie korzystać ze szczególnej ochrony. Ale to będzie drogo kosztować" - dodaje gazeta.  

Autor: Dagmara Jakubczak

Reklama

Reklama

Reklama