Tego nikt się nie spodziewał. Panika w "luksusowych" krajach
Rakiet nad luksusowymi hotelami Dubaju i Kataru nie spodziewał się nikt. Rozlewający się po całym Bliskim Wschodzie konflikt sprawił, że pękła bańka poczucia bezpieczeństwa mieszkańców obydwu miejsc. Dziesiątki tysięcy pasażerów bliskowschodnich linii lotniczych po wakacjach na Malediwach, Tajlandii i Bali utknęło na lotniskach Dubaju, Kataru i Abu Zabi. Kruszy się obraz stabilnych emiratów Zatoki Perskiej. Dogodne połączenia przesiadkowe na Bliskim Wschodzie stały się pułapką.

Z Adą Konieczny w "przedwojennych" czasach - jak rozmawiamy o niedawnej przeszłości - przechadzaliśmy się nadmorskimi promenadami Dubaju. Dziś wspominamy rozmowy o tym, jak do niemożliwości przewidywalne i uporządkowane było to miejsce. Jak pilnujący plaży robotnik, pewnie z jednego z państw Azji, gonił niesiony przez wiatr papierek po batoniku.
- Mam poczucie rozwarstwienia rzeczywistości. Z jednej strony mamy zbijane nad Dubajem rakiety. Z drugiej, jak widzę w mediach społecznościowych - część osób w tych samych bikini co przed weekendem po prostu baluje na palmie (Palm Jumeirah - sztuczna wyspa w kształcie palmy). Ludzie się bawią, a w tle chmura dymu nad hotelem - mówi Interii.
W sobotę na plac zabaw światowej elity spadły fragmenty zestrzelonego irańskiego drona. Hotel Fairmont "na palmie" to jeden z najbardziej luksusowych adresów Dubaju.
Polka w Dubaju: To pierwsza taka sytuacja
Ada mieszka w Dubaju od dekady. Pomaga zakładać firmy i inwestować w miejscu, które jest - było? - synonimem zysków.
- To pierwsza taka sytuacja w historii tego kraju. Były różne pęknięcia w gospodarce, był kryzys 2008 roku, gigantyczny kryzys związany z pandemią. Teraz odczuwamy też jednak tąpnięcie w poczuciu bezpieczeństwa. Ja się nie boję, ale strach na pewno odczuwają ludzie, którzy nie mają dużego doświadczenia tu w Dubaju. Pojawia się dysonans poznawczy. Ja nigdy nie zamykałam nawet drzwi wejściowych do domu - dodaje Ada Konieczny.
Dubaj to nie tylko luksus, ale też dyscyplina. Z ust rządzących płyną komunikaty, żeby zachować spokój, nie panikować, a przede wszystkim - nie rozsiewać plotek i niesprawdzonych informacji.
200 tys. kary za plotki o wojnie
- To, co mi bardzo imponuje, to sposób przekazu. Nie ma komunikacji siły i agresji. Jest komunikacja pokoju i opieki nad swoją społecznością. Słyszymy, że musimy zachować spokój. Za szerzenie paniki i fałszywych informacji jest 200 tys. dirhamów kary (to równowartość prawie 200 tys. złotych). Tu ludzie uważają na to, co mówią - mówi Ada Konieczny.
- Poza Dubajem nie ma takiej zasady, dlatego w mediach czasem pojawiają się clickbaitowe historie takie jak ewakuacja Burj Khalifa. W indyjskich mediach obraz tego, co się dzieje, to nieomal King Kong wspinający się na Burj Khalifa i ewakuacja do tajnych korytarzy pod Dubajem - dodaje rozmówczyni Interii.
Ale z każdym dniem zagrożenie jednak rośnie. Zjednoczone Emiraty Arabskie są celem ataku irańskich dronów i pocisków. Może nie bezpośrednio - bo ramię zniszczenia ma sięgnąć amerykańskich placówek dyplomatycznych i instalacji wojskowych. Sięga także jednak spokojnego snu mieszkańców i marzeń o luksusie tych wszystkich, którzy przyjechali tu spełniać swój "Dubai Dream" - marzenie o życiu w bańce luksusu.
W mediach społecznościowych pojawiły się memy przedstawiające tłumy pań w skąpych strojach, z wielkimi ustami i torebkami jeszcze większej wartości od ust, biegnącymi w stronę odlatujących samolotów. W każdym krzywym zwierciadle jest nić prawdy.
USA, Iran, Dubaj. Czy w tej sytuacji są plusy?
Napływ ludzi zamożnych do Dubaju sprawił, że ceny zaczęły szybować.
- Nie mogliśmy znaleźć apartamentu w przystępnej cenie dla mojej rodziny. Może milionerzy przestaną tu przyjeżdżać i zawyżać ceny. Już teraz widać, że sytuację bacznie obserwuje branża nieruchomości - mówi Ada Konieczny.
Kończymy rozmowę, kiedy kończy się drzemka dzieci Ady. Bo nawet w takich warunkach życie musi zachować swój rytm.
Polka z Kataru: Tu było nawet nudno
Z Donatą Bogusz znamy się z korytarzy Polskiego Radia. To dawne czasy. Po latach kontaktujmy się, bo od dekady Donata wraz z rodziną mieszka w Dosze. Łączy się ze mą z pięknego ogrodu przy domu. Nad nią błękitne niebo. Na twarzy - jak zwykle uśmiech.
Ale mieszkańcom Dohy coraz trudniej będzie zachować dobry nastrój.
- Oczywiście, że się boję. Jak wszyscy tutaj. Dla nas to nowa sytuacja. To było jedno z najbezpieczniejszych miejsc na ziemi. Powiem, że było nawet nudno. Teraz nam rakiety przylatują nad głowami. Non stop włączają się alarmy. Ja dzisiaj nie spałam w ogóle. Nasz dom położony jest w odległości 15-20 kilometrów od amerykańskiej bazy. Kiedy jest ciemno i słyszysz nie tylko ten świst (lecących obiektów - red.), ale dodatkowo jeszcze widzisz - to potęguję grozę. To jest przerażające dla kogoś, kto czuł się do tej pory bezpieczny, a teraz jest skazany na taką sytuację - mówi Interii Donata Bogusz.
Przesiadka jak pułapka
Bliski Wschód to także jedne z najlepszych na świecie linie lotnicze. Emirates, Qatar, Etihad. Wszystkie w sobotę zawiesiły rejsy. To bezprecedensowa w skali sytuacja.
W poniedziałek Etihad zdecydował się na rozładowanie części rejsów. Linie Emirates zapowiedziały, że ich loty będą odbywać się w trybie "ewakuacyjnym". Dlaczego? Bo zagrożenie w przestrzeni powietrznej jest realne. Nikt nie jest w stanie dać gwarancji, że irańska rakieta czy dron nie znajdą się w pobliżu cywilnych maszyn.
W takiej pułapce w Abu Zabi po wakacjach w Tajlandii znaleźli się Jakub Klimiuk i Kinga Hornik - polscy muzycy jazzowi, którzy coraz bardziej rozpoznawalni są na scenie muzycznej Wielkiej Brytanii, gdzie mieszkają. Dokładnie w chwili, kiedy rozmawiamy, za oknem ich hotelu w wieżowcu, w oddali widać unoszący się obłok dymu i kurzu. Po trafieniu irańskiej rakiety.
Nie tak się miały kończyć wakacje. Był niepokój, lęk najbliższych nieprzygotowanych na takie "atrakcje" z wakacji. Jakub i Kinga mogą uważać się za szczęśliwców. W poniedziałek po południu wsiedli na pokład pierwszego od soboty samolotu, który startował z emirackich lotnisk w długodystansowa podróż. Największa na świecie maszyna A380 bezpiecznie zabrała ich do domu w Londynie.
Takiego szczęścia nie mają jednak tysiące turystów na całym świecie, którzy bilety bliskowschodnich linii kupowali w nadziei na poczucie komfortu i luksusu.
Wojna na Bliskim Wschodzie. Co dalej
Konflikt na Bliskim Wschodzie rozlewa się. Dziś jest już jasne, że nie będzie to tylko nerwowy weekend. Prezydent Donald Trump w niedzielę jako pierwszy wyznaczył ramy czasowe - 4-5 tygodni. Dziś mówi jednak, że "może dłużej".
Z Ammanu dla Interii, korespondent Polskiego Radia Tomasz Sajewicz














