"Talibowie są zapraszani". Niemiecki rząd przyjął twardy kurs
- Fakt, że doszło do sytuacji, w której talibowie są zapraszani i włączani w rozmowy, oznacza, że kontakty te ulegną utrwaleniu - oceniła działaczka na rzecz praw człowieka Helen Rezane, komentując obrany przez Niemcy "twardy kurs" we współpracy z talibami. Jak wskazała, fundamentaliści "wykorzystają to, by żądać znacznie więcej".

W skrócie
- Hamid Nangialay Kabiri, były kierownik Konsulatu Generalnego Afganistanu w Bonn, zrezygnował ze stanowiska po odmowie współpracy z przedstawicielami talibów, czego wymagał niemiecki rząd.
- Rząd Niemiec zdecydował się na współpracę z talibami na poziomie technicznym w zakresie deportacji, mimo że talibowie nie są oficjalnie uznawani i łamią podstawowe prawa człowieka.
- Organizacje praw człowieka krytykują politykę Niemiec, wskazując na ryzyko legitymizowania reżimu talibów oraz zwiększone zagrożenie dla afgańskich rodzin w związku z deportacjami.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Niespełna rok temu Hamid Nangialay Kabiri wpadł w tryby mechanizmu, który w Niemczech można by uznać za objaw Realpolitik - polityki pragmatycznej, uznawanej za konieczną, choć może nie wzorową.
Mężczyzna, który przez sześć lat pracował w Konsulacie Generalnym Afganistanu w Bonn (a w ostatnim okresie nim kierował), zrezygnował ze stanowiska we wrześniu 2025 r., ponieważ odmówił współpracy z przedstawicielami talibów, a tego wymagał niemiecki rząd.
Niemcy. Rząd wymaga współpracy z talibami. Dyplomata protestuje
- Powiedziałem: Przepraszam, nie mogę tego zrobić. To terroryści i nie będę z nimi współpracował. Dorastałem w czasach, gdy rządzili oni Afganistanem, wielu moich kolegów z klasy zginęło na moich oczach. Nie uznaję tych ludzi za swoich współpracowników - mówi w rozmowie z Deutsche Welle.
Zaledwie dziewięć miesięcy później ta Realpolitik stała się faktem: zarówno Konsulat Generalny w Bonn, jak i Ambasada Afganistanu w Berlinie są już zarządzane przez talibów. Rząd niemiecki potwierdził, że do Niemiec ma przybyć także czterech kolejnych afgańskich dyplomatów.
Tymczasem Kabiri - który stanowczo odmówił współpracy z radykalnymi islamistami - ze względów bezpieczeństwa wychodzi z mieszkania tylko w towarzystwie przyjaciół. Jest również zmuszony ubiegać się o azyl, aby móc pozostać w Niemczech.
- Straciłem swój pierwszy dom w Afganistanie, nie chcę stracić drugiego w Niemczech, bo czuję się tu bardzo dobrze. Dawniej, gdy ktoś ubiegał się o azyl, był dokładnie sprawdzany, by upewnić się, że nie współpracował z talibami. A teraz mogę zostać zmuszony do opuszczenia kraju, bo odmówiłem współpracy z nimi. To stosowanie podwójnych standardów - mówi.
Deportacje do Afganistanu: Cel uświęca środki?
Partie opozycyjne i organizacje broniące praw człowieka krytykują podwójne standardy stosowane w polityce niemieckiego rządu: Niemcy są zdecydowane zwiększyć liczbę deportacji do Afganistanu. Minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt w tym celu przewiduje trzy loty czarterowe na miesiąc, oprócz indywidualnych powrotów regularnymi lotami komercyjnymi.
W związku z tym rząd Niemiec dąży do rozmów z reżimem talibów. Tym samym, z którym niemieccy żołnierze walczyli wcześniej przez prawie dwie dekady - zginęło wtedy 59 z nich - i który nie jest nawet oficjalnie uznawany.
W odpowiedzi na pytania DW niemieckie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych stwierdziło: "Przyjmując de facto deportacje z Niemiec, rząd Afganistanu wypełnia obowiązek readmisji własnych obywateli wynikający ze zwyczajowego prawa międzynarodowego. Jednocześnie zdolność operacyjna afgańskich placówek dyplomatycznych w Niemczech jest warunkiem wstępnym do wydania zastępczych dokumentów podróży w kontekście powrotów".
- Nie podajemy reżimowi talibów ręki - mówił w ubiegłym tygodniu kanclerz Friedrich Merz podczas wysłuchania parlamentarnego w Bundestagu. Dodał jednak, że dąży się do współpracy na "niezbędnym poziomie technicznym" - współpracy, która służy interesom Niemiec, szczególnie w zakresie deportacji przestępców. Merz dodał, że minister Dobrindt ma jego "pełne i bezwarunkowe poparcie dla swoich działań".
Podstawowe prawa człowieka łamane przez reżim talibów
- Decyzja o przyjęciu przedstawicieli talibów w afgańskich placówkach dyplomatycznych w Niemczech stanowi istotny zwrot w relacjach między Niemcami a talibami. Legitymizuje ona bezprawny reżim, który łamie podstawowe prawa człowieka, systematycznie pozbawia kobiety i dziewczęta ich praw oraz wyklucza je z edukacji, rynku pracy i życia publicznego - krytykuje tę politykę w rozmowie z DW Helen Rezene, dyrektor wykonawcza organizacji Pro Asyl.
W Afganistanie dziewczęta mają zakaz uczęszczania do szkoły po ukończeniu 12. roku życia, kobiety są wykluczone z uniwersytetów i w dużej mierze zniknęły z rynku pracy oraz sfery politycznej.
W efekcie Organizacja Narodów Zjednoczonych uznaje warunki życia kobiet w tym kraju za jeden z najbardziej drastycznych przykładów nierówności na świecie. Jednocześnie pięcioosobowa delegacja talibów przeprowadziła niedawno rozmowy z Komisją Europejską oraz przedstawicielami aż 15 państw członkowskich UE.
- Moją pierwszą myślą było to, że Niemcy uchyliły drzwi do tych rozmów - mówi Rezene. - Dla nas tocząca się od kilku miesięcy debata na temat normalizacji stosunków z talibami, wymiany personelu ambasad w Bonn i Berlinie oraz deportacji do Afganistanu stanowi wyraźny sygnał, że Niemcy utorowały temu drogę. Fakt, że doszło do sytuacji, w której talibowie są zapraszani i włączani w rozmowy, oznacza, że kontakty te ulegną utrwaleniu - dodaje.
Talibowie wykorzystują deportacje? "Wykorzystają każdą zależność"
Pro Asyl obawia się, że jeśli ustąpi się talibom choćby na krok, ci wykorzystają to, by żądać znacznie więcej. Może mieć rację: według ustaleń stacji NDR radykalni islamiści odwołali jeden lot deportacyjny do Kabulu i to mimo że funkcjonariusze niemieckiej policji federalnej wyznaczeni do eskortowania deportowanych zdążyli już uzyskać afgańskie wizy. Jakie wyjaśnienie podało afgańskie MSZ? Zbyt mała liczba własnych dyplomatów w Niemczech.
- Alexander Dobrindt przyjmuje niezwykle twardy kurs, współpracując przy tym z reżimem, który łamie podstawowe standardy praw człowieka i strategicznie wykorzystuje wszelkie nowe formy zależności. Podejście to jest krótkowzroczne: talibowie nie zadowolą się drobnymi ustaleniami w kwestii deportacji. Wykorzystają każdą zależność, by wymusić kolejne ustępstwa polityczne - twierdzi Rezene.
Afgańczycy zmuszani do kontaktu z reżimem. "Mogą bez trudu odnaleźć ich rodziny"
Hamid Nangialay Kabiri również jest przekonany, że talibowie wykorzystają swoją pozycję i w przyszłości będą blokować deportacje, jeśli ich żądania nie zostaną spełnione. Zapewnia, że sam nie pozwoli się uciszyć.
- Gdy ludzie uciekają przed talibami, a następnie wywiera się na nich presję, by okazywali im dokumenty, osoby przebywające w Niemczech mogą zostać łatwo namierzone. Co więcej, talibowie mogą bez trudu odnaleźć ich rodziny w Afganistanie. Kim są rodzice? W jakiej prowincji mieszkają? I w jakiej wiosce? - ostrzega były konsul generalny Afganistanu.
Autor artykułu: Oliver Pieper

















