Reklama

Reklama

"Talibowie jeszcze brutalniejsi". Polska dziennikarka o sytuacji w Afganistanie

Talibowie przejęli władzę w Afganistanie. W stolicy, Kabulu, przyspiesza akcja ewakuacji personelu i obywateli m.in. europejskich państw. Wywożeni są także afgańscy współpracownicy, którzy pracowali dla zachodnich kontyngentów. Polscy współpracownicy nadal czekają na wizy humanitarne, a ich sytuacja jest tym trudniejsza, że w Kabulu nie ma polskiego przedstawicielstwa dyplomatycznego - powiedziała w Polsat News Jagoda Grondecka, która przebywa w Afganistanie.

Afgańskim współpracownikom polskiego kontyngentu w Afganistanie grozi niebezpieczeństwo - poinformowała w Polsat News Jagoda Grondecka, dziennikarka "Krytyki Politycznej", która przebywa w stolicy kraju, Kabulu.

Talibowie mordują współpracowników zachodnich misji

Według niej w czwartek miało zostać zabitych Kandaharze m.in. kilku Afgańczyków pracujących dla armii brytyjskiej, z kolei przed kilkoma tygodniami ścięty został tłumacz armii amerykańskiej, a inny tłumacz armii USA został rozstrzelany.

- Talibowie jakiś czas temu obiecali amnestię współpracownikom zachodnich misji, w tym amerykańskiej. Jednak, jak często bywa z talibami, zostało powiedziane jedno, okazało się, że dzieje się drugie. Jest wiele raportów, że część z tych współpracowników została przez talibów zamordowana - powiedziała w Polsat News Jagoda Grondecka, która jest iranistką, absolwentką Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, a doświadczenie zdobywała m.in. w ambasadach RP w Teheranie i Islamabadzie. Jest też publicystką i komentatorką ds. bliskowschodnich i korespondentką Krytyki Politycznej w Afganistanie.

Reklama

- Ci, którzy współpracowali z Amerykanami, z Polakami, z NATO, mają wszelkie podstawy ku temu, żeby uważać, że ich życie znajduje się w tej chwili w niebezpieczeństwie - powiedziała Grondecka.

Problemy z ewakuacją współpracowników polskiego kontyngentu

Według polskiej dziennikarki ewakuacja polskich współpracowników nie odbywa się sprawnie.

- Amerykanie już od jakiegoś czasu prowadzą program ewakuacji swoich współpracowników, mieli ich także najwięcej. Inne kraje, jak chociażby nasi sąsiedzi Czesi i Słowacy także ewakuują swoich współpracowników. Słowacja po trzy osoby wysyła samolot wojskowy do Kabulu, żeby zostały wywiezione - powiedziała dziennikarka.

- Niestety tyle szczęścia nie mają współpracownicy polskiego rządu. Wczoraj premier Mateusz Morawiecki ogłosił po całym dniu nacisków, że zdecydował się na wydanie 45 wiz humanitarnych dla naszych współpracowników i ich rodzin. Abstrahując od liczby tych wiz, która nie obejmuje wszystkich tych, z którymi współpracowała polska armia, ambasada i polskie organizacje humanitarne, które działały w Afganistanie, w Kabulu nie ma polskiej ambasady - podkreśliła.

- Afgańczycy, którzy czekają na te wizy i na naszą pomoc, dowiedzieli się, że mają się udać do polskiej ambasady w Delhi, która odpowiada za obsługę konsularną Afganistanu. Jednak nikt nie powiedział im jak mają się tam udać, kiedy wszystkie loty komercyjne są uziemione, wszystkie granice są pod kontrolą talibów oraz przede wszystkim Indie nie chcą Afgańczykom wydawać żadnych wiz - powiedziała.

Talibowie chcą stabilizacji

Według polskiej dziennikarki w Kabulu życie wraca do "względnej normy".

- Talibom zależy na tym, żeby wszystko jak najszybciej się ustabilizowało, żeby ludzie otworzyli sklepy, wrócili do swoich biur. Nie ma wątpliwości, że w dużej mierze tak się stanie, bo Afgańczycy nie mają wyjścia. Muszą wrócić do pracy niezależnie od tego, kto przejął władzę nad ich krajem - powiedziała Polka.

Rzecznik talibów: Koniec wojny w Afganistanie

- Największa różnica, jaka się dokonała jest taka, że dziś rano Afgańczycy obudzili się do flagi Islamskiego Emiratu Afganistanu, jak sami nazywają swoje państwo talibowie, która wisi w wielu miejscach stolicy kraju, ale przede wszystkim nad pałacem prezydenckim, przejętym przez nich w niedzielę - dodała.

Odniosła się także do zapowiedzi talibów, którzy uspokajali ludność, by nie bała się i zapewniali, że prawa człowieka będą respektowane.

- Nie mam wątpliwości, że jest to tylko przykrywka, PR-owe zagranie na użytek zwłaszcza zewnętrzny, na użytek relacji z państwami zachodnimi. Talibowie zaczęli przejmować różne tereny w kraju i ze wszystkich tych prowincji spływały wiarygodne raporty. Mieszkańcy, którym udało się stamtąd uciec, opowiadali o nagminnym łamaniu praw człowieka przez talibów oraz o zbrodniach, jakich talibowie dokonywali na cywilach - powiedziała.

"Talibowie jeszcze bardziej brutalni"

Ostrzegła także, że nic nie wskazuje na zmianę polityki talibanu wobec ludności.

- Wydaje się, że talibowie stali się pod wieloma względami jeszcze brutalniejsi - dodała. - Szczególnie jeśli chodzi o kobiety, bo zaczęło mieć miejsce masowo zjawisko, które wcześniej nie występowało w Afganistanie, a na pewno nie taką skalę. Talibscy bojownicy zaczęli chodzić od domu do domu i żądać od rodzin wydania im swoich niezamężnych córek jako żon dla ich bojowników - dodała.

- Afgańczycy nie uwierzyli talibom w ich zapewnienia. Nie mają wątpliwości, ze ich nowe rządy nie będą różnić się od poprzednich. Kobiety znowu zostaną wyrugowane w różnych formach z życia publicznego. Zresztą już się to dzieje - powiedziała dziennikarka, według której w północnych prowincjach talibowie zabronili już kobietom wychodzić z domów bez towarzystwa męskiego opiekuna.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy