Reklama

Reklama

Tajlandia: Wybuch w fabryce w Bangkoku. Chmura toksycznego gazu

Potężna eksplozja na przedmieściach stolicy Tajlandii Bangkoku. Wybuch w fabryce chemicznej uszkodził wiele domów, nie żyje co najmniej jedna osoba, a dziesiątki są rannych. Władze zarządziły ewakuację w promieniu pięciu kilometrów z powodu toksycznych oparów z płonącego monomeru styrenu.

Pożar w fabryce produkującej pianki i granulat plastikowy na obrzeżach Bangkoku w dystrykcie Bang Phli w prowincji Samut Prakan w pobliżu międzynarodowego lotniska Suvarnabhumi wybuchł około godziny trzeciej nad ranem w poniedziałek. Eksplozja wybiła okna w okolicznych domach i spowodowała deszcz gruzu. Wybuch było słychać z odległości kilku kilometrów, a wideo z monitoringu z jednego z pobliskich domów uchwyciło jasny błysk i huk, po czym nastąpiło uszkodzenie domów przez falę uderzeniową. Zniszczonych jest co najmniej 70 okolicznych budynków oraz 15 pojazdów.

Czarna chmura z płonącego monomeru styrenu

W wyniku eksplozji zginęła co najmniej jedna osoba a 62 osoby zostały ranne. Wśród poszkodowanych są zaangażowani w akcję gaśniczą i ratowniczą. Główny pożar fabryki Ming Dih Chemical został opanowany do wtorku rano. Jednak według władz wciąż płonie ogromny zbiornik zawierający chemiczny monomer styrenu. Lokalny urzędnik ds. zapobiegania katastrofom, Chailit Suwannakitpong potwierdził agencji AP, że w fabryce przechowywano wiele ton monomeru styrenu.

Reklama

Monomer styrenu to niebezpieczna ciekła substancja chemiczna stosowana do produkcji jednorazowych piankowych talerzy, kubków i innych produktów, która po zapaleniu wytwarza trujące opary. Sama substancja chemiczna emituje również gazowy styren, neurotoksynę. 

Myślał, że znalazł butelki na mleko. Wybuch było słychać w całej wsi

Wdychana przez człowieka trująca substancja powoduje po kilku minutach omdlenia, a przy wysokich stężeniach może być śmiertelna. W zeszłym roku w indyjskim mieście Visakhapatnam wyciek gazu styrenowego z fabryki chemicznej zabił 12 osób i spowodował choroby u ponad 1000.

Utrudnia to akcję ratowniczą. Do gaszenia ognia wykorzystano helikoptery, które próbowały podlecieć wystarczająco blisko przez chmury gęstego, czarnego dymu, by zrzucić na ogień środek gaśniczy. Jednak nie przyniosło to widocznych efektów. Kancelaria premiera Tajlandii nakazała sprowokowanie chmur deszczowych, jeśli to możliwe, w nadziei, że ulewa pomoże usunąć zanieczyszczenia. Jednak ostatecznie decyzję zmieniono, obawiając się, że doprowadzi to do skażenia rzek i kanałów miasta toksycznymi chemikaliami.

W gruzach fabryki zginął strażak-ochotnik

Tajskie media opublikowały zdjęcia strażaków, którzy walczą z ogniem, pokonując poskręcaną stalową konstrukcję magazynów, aby maksymalnie przybliżyć węże do płomieni. Na zdjęciach było także widać zwęglone ciało jedynej znanej ofiary śmiertelnej, zidentyfikowanej przez władze jako 18-letni strażak-ochotnik.

Chailit Suwannakitpong powiedział, że z obawy przed oparami i możliwością większej liczby eksplozji, władze próbowały przenieść wszystkich ludzi poza obszar zagrożony pożarem. Ewakuowano m.in. lekarzy, personel i pacjentów z pobliskiego szpitala, gdzie początkowo umieszczono wielu poszkodowanych.

Władze monitorują powietrze w obszarze wokół miejsca pożaru, a urzędnik Departamentu Kontroli Zanieczyszczeń Thalerngsak Petchsuwan wezwał wszystkich pozostających w pobliżu do zamknięcia drzwi i okien, aby uniknąć wdychania oparów. - Ci, którzy wdychają dym, mogą mieć zawroty głowy i wymioty, a na dłuższą metę może to spowodować raka - powiedział. Po południu władze nakazały ewakuację ludzi z obszaru w promieniu pięciu km od miejsca katastrofy.

Wybuch na Śląsku. Nie żyje jedna osoba. Wstrząs odczuwalny w pobliskich miejscowościach

Jaruwan Chamsopa, która mieszka około trzech kilometrów od fabryki, powiedziała, że głośna eksplozja w środku nocy wybiła okna w jej domu, uszkodziła dach i spowodowała zawalenie się części sufitu. Powiedziała także, że okna w każdym domu na jej ulicy również są wybite. - Byłam zszokowana, kiedy nastąpiła eksplozja - powiedziała agencji Associated Press. - Wyszłam przed dom i zobaczyłam wielki pożar na niebie - kobieta poinformowała, że wraz z mężem i matką ewakuowali się dopiero o 8 rano. - Martwię się, ponieważ czarny dym dotarł do mojego domu - dodała.

Nie ma żadnych informacji na temat tego, co mogło spowodować pożar, a władze firmy nie odpowiadają na telefony - donosi agencja AP.

Początkowa eksplozja wstrząsnęła budynkiem terminalu na Suvarnabhumi, głównym międzynarodowym lotnisku w Bangkoku, uruchamiając alarmy. Władze portu lotniczego podały, że żadne loty nie zostały odwołane, ale sytuacja jest monitorowana, a lotnisko jest gotowe na wprowadzenie planów awaryjnych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama