Reklama

Reklama

Tajlandia: Akcja wyciągania chłopców z jaskini

Władze prowincji Chiang Rai położonej na północy Tajlandii poinformowały o rozpoczęciu akcji mającej na celu wydobycie 12 chłopców i ich trenera uwięzionych w jaskini. Sześciu chłopców jest już na powierzchni - informują lokalne władze. W działaniach uczestniczy grupa 18 nurków.

Ratownicy uratowali sześciu pierwszych chłopców z grupy uwięzionej w zalanej jaskini w Tajlandii. Poinformował o tym rzecznik tamtejszego ministerstwa obrony.

Sześciu chłopców, którym towarzyszyli nurkowie jaskiniowi, przebyli zalane korytarze i resztę drogi na powierzchnię odbyli pieszo - sprecyzował rzecznik.

Dwóch odjechało karetkami do szpitala na obserwację, dwóch zabrały śmigłowce medyczne. 

"Akcja jest niezwykle trudna" - na antenie TVP Info relacjonował z miejsca wydarzeń Paweł Szot, specjalny wysłannik "Wiadomości" TVP i TVP Info. Zalane korytarze wiodące na powierzchnię są bardzo ciasne, widoczność w mętnej wodzie jest nikła. Przed chłopcami do pokonania 3-kilometrowy odcinek, część z nich nie potrafi jednak nawet pływać. Każdy z chłopców będzie miał asystę co najmniej dwóch nurków. Na rozpoczęcie akcji zgodziły się rodziny chłopców.

Reklama

Na razie brakuje jeszcze informacji, w jaki sposób ratownicy poradzą sobie z faktem, że jaskinia jest częściowo zalana wodą, a większość uwięzionej grupy nie umie pływać ani też nurkować.

2-3 dni akcji

"Będzie ich stamtąd wydobywać pojedynczo, zajmie nam to 2-3 dni" - powiedział gen. Chalongchai Chaiyakorn.

Zastrzegł, że akcja może się wydłużyć, jeśli zmienią się warunki pogodowe.

Dodał, że każdemu ewakuowanemu dziecku będzie towarzyszyło dwóch nurków, w tym jeden z zagranicy i jeden z Tajlandii. Operacja rozpoczęła się w niedzielę o godz. 10 czasu lokalnego (godz. 5 w Polsce); w ocenie Chalongchaia uwolnienie z jaskini pierwszego z chłopców zajmie co najmniej 11 godzin.

Tyle czasu potrzebowali dotąd nurkowie na pokonanie skomplikowanej trasy, prowadzącej częściowo przez zalane partii jaskini - droga do uwięzionych w niej ludzi zajmowała im sześć godzin, a powrót o godzinę krócej, dzięki płynięciu z nurtem. 

Pełniący obowiązki gubernatora prowincji Chiang Rai i zarazem szef akcji ratunkowej, Narongsak Osatankorn, przekazał, że w pobliżu jaskini, w dwóch różnych miejscach, rozmieszczono 13 karetek pogotowia oraz śmigłowce, pozostające w gotowości do przetransportowania uwolnionych z jaskini do szpitala. Przed budynkiem szpitala, oddalonego od jaskini o godzinę drogi, już zaczęli gromadzić się reporterzy.

Narongsak podkreślił, że decyzję o rozpoczęciu akcji ratunkowej podjęto z uwagi na optymalny obecnie poziom wód zalewających części jaskini oraz ryzyko, że w ciągu najbliższych trzech-czterech dni znowu zacznie padać.

12 chłopców i trener

12 chłopców w wieku od 11 do 16 lat z jednej drużyny piłkarskiej wraz z trenerem pozostaje uwięzionych pod ziemią w jaskini Tham Luang Nang Non od 23 czerwca.

Na razie nie wiadomo, jak ratownicy poradzą sobie z faktem, że jaskinia jest częściowo zalana wodą, a większość uwięzionej grupy nie umie pływać ani też nurkować. Do tej pory przekazywana im pomoc ograniczała się do wysokokalorycznego pożywienia i lekarstw.

Uwięzienie nastolatków w jaskini poruszyło cały świat. W sprawę zaangażowali się najlepsi światowi eksperci, którzy próbują opracować sposób na wydostanie grupy z jaskini.

Dotychczas wszelkie próby kończyły się jednak niepowodzeniem. Po utracie przytomności spowodowanej brakiem tlenu po wejściu do jaskini zmarł w piątek jeden z tajskich ratowników

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy