Reklama

Reklama

Tajemnicze zaginięcie dziecka w USA. W akcję zaangażowano FBI

Policja, agenci FBI, wolontariusze i najnowsza technologia - wszyscy szukają niespełna dwuletniego dziecka. Do zaginięcia Quintona Simona z Georgii w USA doszło pięć dni temu. "New York Post" zwraca uwagę na dziwne okoliczności zaginięcia i rodzinne tło sprawy.

Niespełna dwuletni Quinton Simon ostatni raz widziany był w środę rano 5 października w łóżeczku. Nagle matka chłopca miała się zorientować, że jej dziecka nie ma w domu. Po przeszukaniu posesji zawiadomiła policję.

Od tamtej pory w Savannah w stanie Georgia trwają gorączkowe poszukiwania dziecka. "NYP" informuje, że w działania, oprócz policji i miejscowej ludności, zaangażowali się również agenci FBI. Do akcji skierowano także nowoczesny sprzęt - drony, helikoptery i kamery termowizyjne. Każdego dnia przeczesywane są kolejne obszary, w tym również lokalne zbiorniki wodne.

Reklama

Konflikt w rodzinie

Choć poszukiwania trwają już od pięciu dni, wciąż nie odnotowano żadnych postępów. Policja nie precyzuje dokładnych okoliczności zaginięcia dziecka, jednak cień na wydarzenia rzuca konflikt w rodzinie chłopca.

Jak czytamy, pod jednym dachem zamieszkiwali - matka dwulatka, jego ojczym, trzyletni brat, a także dziadkowie ze strony matki. Z ustaleń serwisu wynika, że to dziadkowie, a nie matka dziecka, mieli prawo do opieki nad dwulatkiem i jego starszym bratem. Babcia dziecka stwierdziła, że jej córka miała w przeszłości problemy, które doprowadziły do takiego stanu rzeczy. - Czasem radzi sobie świetnie, czasem nie. Nie wiem, czy mogę jej ufać - powiedziała.  

Serwis dodaje, że na początku września dziadkowie usiłowali eksmitować ze swojego domu swoją córkę i jej partnera. Policja była na terenie posiadłości dwa razy w ciągu ostatnich dwóch lat - czytamy. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy