Reklama

Reklama

Tajemnicza śmierć na safari. W USA rozpoczął się proces w głośnej sprawie

W środę rozpoczął się proces w sprawie tajemniczej śmierci na safari z 2016 roku. Oskarżonym o zamordowanie swojej długoletniej żony jest 67-letni dentysta Lawrence "Larry" Rudolph. Strony postępowania już pierwszego dnia rozprawy wytoczyły mocne działa.

Szczegóły rozpoczętego w środę procesu opisuje CBS News. Jak czytamy, w 2016 roku małżeństwo z 34-letnim stażem pojechało na safari do Zambii, by polować na groźne zwierzęta. Pod koniec pobytu, kiedy para szykowała się do powrotu do domu, miało dojść do tragedii.

Dentysta oskarżony o morderstwo

Lawrence "Larry" Rudolph utrzymuje, że kiedy był w łazience, usłyszał wystrzał z broni i okazało się, że jego żona śmiertelnie się postrzeliła, kiedy pakowała strzelbę. Na miejscu pojawiły się lokalne służby, które ustaliły, że doszło do tragicznego wypadku poprzez przypadkowe wystrzelenie pocisku. 

Reklama

Do podobnego wniosku mieli również dojść śledczy wynajęci przez ubezpieczycieli pary. Po śmierci żony dentysta stał się bowiem sporo bogatszy. Z tytułu ubezpieczenia dostał 4,8 mln dolarów.

Zdaniem prokuratury, pieniądze z ubezpieczenia były jednym z motywów zabójstwa. 67-latek miał mieć także drugi motyw - twierdzą śledczy. Romans ze swoją współpracownicą. Jak podczas pierwszego dnia rozprawy powiedział prokurator, w 2020 roku podczas kłótni między kochankami, Lawrence "Larry" Rudolph miał się przyznać, że zabił swoją żonę, by zacząć nowy związek.

Obrona: To fikcja

Prokuratura przytacza również zeznania przyjaciółki zmarłej, która twierdzi, że kobieta nigdy nie zgodziłaby się na kremację. Śledczy wskazują, że do kremacji żony dentysty doszło zastanawiająco szybko po jej śmierci, co interpretują jako chęć ukrycia śladów zbrodni. Twierdzą także, że ze zdjęć z miejsca zdarzenia wynika, że broń nie wystrzeliła z tak bliskiej odległości, jak na początku twierdzono.

Obrońcy oskarżonego wskazują natomiast, że prokuratura posługuje się wyłącznie spekulacjami i fikcją. Adwokaci mają dysponować testamentem zmarłej, z którego wynika, że życzyła sobie ona kremacji. Ponadto obrońcy dowodzą, że Lawrence "Larry" Rudolph nie miał motywu finansowego, gdyż już przed śmiercią żony dysponował ogromnym majątkiem, a pieniądze z ubezpieczenia znajdują się na funduszu powierniczym dla ich wspólnych dzieci. Ponadto przedmałżeńska umowa z żoną przewidywała, że w razie rozwodu dostanie ona dwa miliony dolarów, co stanowiło jedynie ułamek majątku pary.

Adwokaci podważają również rzekome przyznanie się do winy oskarżonego. Świadek, który słyszał kłótnię kochanków w restauracji miał, zdaniem obrońców, przeinaczyć słowa oskarżonego. - Jeśli ta sprawa zależy wyłącznie od tego zeznania, to nie mogę uwierzyć, że się tu spotykamy - kpił w sądzie prawnik Rudolpha. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy