Reklama

Reklama

Szwecja: Seria gwałtów w taksówce. Sprawcą nielegalny imigrant

Przez kilka miesięcy taksówkarz pochodzenia somalijskiego napadał i gwałcił kobiety w Sztokholmie i okolicach. W piątek został skazany przez sąd w Solna na cztery lata i dziewięć miesięcy więzienia. Mężczyzna zostanie deportowany. - Jeszcze nie spotkałem się z tak szeroko zakrojoną przestępczością seksualną - podkreślił prokurator Rasmus Öman.

Jak informuje szwedzka prasa, Abdirashid Adana Mohamud miał zamykać drzwi do samochodu i wywozić swoje ofiary poza miasto, gdzie dochodziło do gwałtów. 

Mężczyzna zostanie deportowany ze Szwecji. Nie będzie miał prawa do powrotu przez dziesięć lat.



Przestępstwa seksualne, o które oskarżono Abdirashida Adana Mohamuda, trwały od sierpnia 2021 r. do lutego 2022. 

Po szeroko zakrojonym śledztwie 27-latkowi postawiono zarzuty popełnienia dziesięciu różnych przestępstw.

Sąd Rejonowy w Solna uniewinnił mężczyznę od trzech zarzutów i zmienił kwalifikację innych. Somalijczyka skazano na podstawie dwóch zarzutów dokonania gwałtu, trzech zarzutów usiłowania gwałtu, dwóch napaści na tle seksualnym, siedmiu prób bezprawnego przetrzymywania, jednego zarzutu napaści oraz kradzieży tożsamości. 

Reklama

- Jeszcze nie spotkałem się z tak szeroko zakrojoną przestępczością seksualną. W porównaniu z innymi przypadkami uwagę zwraca liczba ofiar - podkreślił cytowany przez szwedzkie media prokurator Rasmus Öman.

Abdirashid Adan Mohamud przebywał nielegalnie w Szwecji od 2017 r. W przeszłości posługiwał się fałszywymi danymi osobowymi.

Bezpieczeństwo w Szwecji

Temat bezpieczeństwa był jednym z wiodących podczas niedawnej kampanii wyborczej przed wrześniowymi wyborami do parlamentu

Ton debacie nadawała kojarzona ze skrajną prawicą partia Szwedzkich Demokratów, która ostatecznie uzyskała 20,5 proc. głosów, co jest dla niej historycznym wynikiem, która jednak nie współtworzy rządu. 

W skład mniejszościowego rządu wchodzą przedstawiciele chadecji oraz liberałów. Gabinet ma jednak wsparcie Szwedzkich Demokratów, którzy w ostatnich latach byli izolowani przez pozostałe ugrupowania. 

Ich lider Jimmie Åkesson podkreślał w trakcie kampanii wyborczej, że "nie ma innego czynnika, który tak bardzo wpłynąłby na Szwecję oraz tak negatywnie, jak szeroka, niekontrolowana i nieostrożna polityka migracyjna". 

Jego partia za obietnice realizacji ich celów politycznych, zgodziła się pozostać bez tek ministerialnych, wymuszając jednak stworzenie "biura koordynacyjnego" z ich udziałem, które ma monitorować prace rządu.

W zamian za poparcie Szwedzkich Demokratów premier obiecał zaostrzenie polityki imigracyjnej i rozszerzenie kompetencji policji. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy