Reklama

Reklama

Szkockie władze chcą referendum niepodległościowego

​Nowe referendum w sprawie niepodległości Szkocji powinno się odbyć na początku nowej kadencji szkockiego parlamentu, być może nawet już w przyszłym roku - uważa szefowa szkockiego rządu Nicola Sturgeon.

Kwestia niepodległości będzie jednym z głównych tematów rozpoczynającej się 28 listopada - w formie zdalnej - dorocznej konferencji rządzącej Szkockiej Partii Narodowej (SNP). Przed jej rozpoczęciem Sturgeon udzieliła kilku wywiadów, w których wskazała na początek kadencji nowego parlamentu jako właściwy czas na przeprowadzenie referendum.

- Uważam, że referendum powinno, z różnych powodów, odbyć się na początku kadencji następnego parlamentu. Zamierzam powiedzieć o tym więcej przed wyborami w naszym manifeście, ale wciąż jesteśmy w globalnej pandemii, choć jestem nieco bardziej optymistyczna, jeśli chodzi o jej koniec, niż jeszcze kilka miesięcy temu - powiedziała w czwartek wieczorem w rozmowie z BBC.

Reklama

Sturgeon zasugerowała jednak, że głównym priorytetem jest teraz pokonanie koronawirusa. - Przed nami nadal wiele niepewności. Przez całe życie wierzę w niepodległość i jestem jej zwolenniczką, ale teraz jestem również pierwszą minister Szkocji. Jestem odpowiedzialna za zdrowie i dobrobyt kraju; staram się przeprowadzić go przez pandemię i jestem bardzo skoncentrowana na tym - wyjaśniła.

"Jeszcze nie wskazałam daty"

Z kolei w rozmowie ze stacją ITV Border, odnosząc się do sugestii niektórych polityków z SNP, że referendum powinno się odbyć w przyszłym roku, powiedziała: - Jeszcze nie wskazałam daty. Nie wykluczyłam tego, ani nie potwierdzam. Myślę, że to właściwe podejście, nie tylko ze względu na wyzwanie, przed jakim stoi kraj, wychodząc i odbudowując się po covid - powiedziała. 

Ale dodała: - Szkocja powinna mieć możliwość wyboru, czy stać się niezależna we wcześniejszej, a nie późniejszej fazie kadencji następnego parlamentu.

Boris Johnson odmawia

SNP stoi na stanowisku, że jej zwycięstwo w majowych wyborach do szkockiego parlamentu będzie równoznaczne z poparciem Szkotów dla nowego referendum. Według sondaży SNP niemal na pewno wybory wygra, jednak na przeprowadzenie plebiscytu musi się zgodzić rząd w Londynie. 

Premier Boris Johnson tego odmawia, argumentując, że przed pierwszym - w 2014 r. - było ustalone, iż będzie to jedyne referendum w tej sprawie w obecnym pokoleniu, a różnica głosów była wówczas wyraźna (55 do 45 proc. przeciwko secesji). Jednak ostatnie sondaże wskazują na rosnącą przewagę zwolenników niepodległości - w jednym z nich, w październiku, zanotowano nawet rekordowe 58 proc.

Sturgeon uważa, że sprzeciw Londynu na dłuższą metę jest nie do utrzymania. - Jeśli ludzie w Szkocji zagłosują za referendum, ono się odbędzie. Nawet Trump po drugiej stronie Atlantyku zaczyna uznawać wynik uczciwych i wolnych demokratycznych wyborów - powiedziała BBC.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy