Reklama

Reklama

Świąteczna obietnica rosyjskiego ambasadora: Nie zaatakujemy

Ambasador Rosji w Estonii Aleksander Pietrow w życzeniach na Boże Narodzenie i Nowy Rok, skierowanych do estońskiego posła, zapewnił, że jego kraj w przyszłym roku nie zaatakuje sąsiadów - podaje serwis estońskiej telewizji państwowej ERR News. Tymczasem Rosja zgromadziła ponad 100 tys. żołnierzy przy wschodniej granicy Ukrainy. Prezydent Władimir Putin podczas dorocznej konferencji prasowej przekonywał, że jego kraj nie chce zaatakować Ukrainy, a jedynie myśli o własnym bezpieczeństwie.

Pietrow wysłał kartkę świąteczną do przewodniczącego komisji spraw zagranicznych parlamentu Estonii Marko Mihkelsona. Ten podzielił się zdjęciem kartki na Twitterze, zamieszczając komentarz: "Tymczasem wszyscy źle zrozumieliśmy Rosję. Dostałem kartkę od rosyjskiego ambasadora w Tallinie".

Na kartce wydrukowane są życzenia wesołych Świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego Nowego Roku w języku angielskim, rosyjskim i estońskim. Między słowami życzeń ambasador Pietrow dopisał odręcznie komentarz, w którym wraz z pozdrowieniami zapewnił, że "Rosja nie zamierza podejmować żadnych agresywnych działań wobec swoich sąsiadów w 2022 roku".

Reklama

Pietrow, który pełni misję w Estonii od 2015 roku, odchodzi ze stanowiska na początku 2022 roku, a nowym ambasadorem Rosji w Estonii zostanie Władimir Lipajew.

Rosja zgromadziła ponad 100 tys. żołnierzy przy wschodniej granicy Ukrainy, a wedle amerykańskiego wywiadu Moskwa może rozpocząć atak na Ukrainę zimą. Rozmieszczenie sił wojskowych spowodowało napięcia między Rosją a NATO.

"Nie chcemy tego"

Podczas dorocznej konferencji prasowej Władimir Putin zapewniał dziennikarzy, że wszystkie działania Rosji są podyktowane troską o bezpieczeństwo państwa. 

- Musimy myśleć o zapewnieniu perspektyw naszego bezpieczeństwa nie tylko na dziś i na przyszły tydzień, ale na najbliższą przyszłość (...) To nie jest nasz wybór, nie chcemy tego - mówił, odnosząc się do sprawy ewentualnej agresji na Ukrainę. 

Dopytywany o kwestię Donbasu podkreślił, że Rosja jest jedynie "mediatorem".

- O przyszłości Donbasu powinni decydować ludzie, którzy mieszkają w Donbasie (...). Nie może być inaczej. Widzimy naszą rolę jako mediatorów w tworzeniu najlepszych warunków do zapewnienia przyszłości ludziom, którzy mieszkają na tym terytorium - wyjaśnił.

Zapytany o napięcie między Rosją a NATO wskazał, że obie strony skłaniają się do dialogu. 

- Co jest tutaj niejasne? Czy my stawiamy rakiety obok granic Stanów Zjednoczonych? Nie, to Stany Zjednoczone przyszły do nas ze swoimi rakietami, one już są na naszym progu. (...) My tylko wprost stwierdziliśmy, że NATO nie powinno się rozszerzać na wschód, piłka jest po ich stronie, powinni nam coś odpowiedzieć. W związku z tym chciałbym podkreślić, że w sumie do tej pory widzieliśmy pozytywną reakcję, nasi amerykańscy partnerzy mówią nam, że są gotowi do rozpoczęcia rozmów - dodał. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy