Reklama

Reklama

Starcia ormiańsko-azerskie w Górskim Karabachu. Trzech zabitych

W Górskim Karabachu wybuchły starcia między siłami ormiańskimi i azerskimi. Zginęły dwie osoby po stronie ormiańskiej i jeden żołnierz z Azerbejdżanu - poinformowało w środę azerskie ministerstwo obrony, cytowane przez Associated Press. Spór o Górski Karabach trwa od dziesięcioleci, najkrwawsze starcia pomiędzy Ormianami a Azerami toczyły się tam w latach 1988-1994.

Wojskowi oficjele nieuznawanego Górskiego Karabachu przekazali, że ataki dronów przeprowadzone przez siły azerbejdżańskie zabiły dwóch ormiańskich żołnierzy i zraniły 14.

Ministerstwo obrony Azerbejdżanu poinformowało, że jeden z żołnierzy zginął w "akcie terrorystycznym" dokonanym przez "nielegalne ormiańskie formacje wojskowe". Azerbejdżańskie wojsko przeprowadziło w odpowiedzi "operację odwetową", zabijając i raniąc nieokreśloną liczbę "ormiańskich bojowników" - napisała agencja AP.

Przywódca separatystów w Górskim Karabachu Arajik Harutunian ogłosił w środę częściową mobilizację, co jeszcze bardziej podsyca napięcie w regionie - podkreśla Associated Press.

Reklama

Spór o ten teren trwa od dziesięcioleci

Armenia i Azerbejdżan od dziesięcioleci toczą spór o Górski Karabach, który de iure leży w granicach Azerbejdżanu, lecz de facto jest samodzielnym bytem państwowym, choć nieuznawanym przez żaden inny kraj, nawet przez Armenię, choć to etniczni Ormianie sprawują nad nim kontrolę. Najkrwawsze starcia pomiędzy Ormianami i Azerami o Górski Karabach toczyły się w latach 1988-1994.

Ostatnie nasilenie konfliktu miało miejsce w 2020 roku; zginęło wówczas ponad 6 tys. osób. Po sześciu tygodniach walk wynegocjowano - przy udziale Rosji - porozumienie pokojowe, które pozwoliło Azerbejdżanowi odzyskać kontrolę nad dużymi częściami Górskiego Karabachu, które kontrolowali wspierani przez Armenię separatyści. Moskwa rozlokowała wówczas w regionie około 2 tys. żołnierzy, których nazywa siłami pokojowymi.

Górski Karabach jest de facto niepodległym państwem. Republika cieszy się życzliwością ze strony Armenii, która jest z kolei popierana przez Rosję.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy