Stan naszego wojska zszokował Ukraińców. "Szkolimy w biurokratyczny sposób"
- Szkolimy tak, jak wiemy. Gdybyśmy prowadzili działania wojenne, to również mielibyśmy bieżącą wiedzę - mówi Interii mjr rez. Michał Fiszer. W ostatnich dniach media obiegła relacja ukraińskich żołnierzy, którzy wyśmiewali szkolenie z obsługi dronów w naszym kraju. Ekspert dodaje jednak, że kluczowe jest teraz uczenie się od Ukraińców, ile tylko się da i organizacja misji w ramach NATO.

- Po pierwszym tygodniu dzwoniłem już do dowódcy, żeby mnie stąd zabrał - relacjonował jeden z ukraińskich żołnierzy, który uczestniczył w ćwiczeniach wojskowych na poligonach w Polsce. Inny żartował z kolei, że w naszym kraju żołnierze "nadal uczą się z podręczników z czasów Grunwaldu".
Ukraińcy, którzy skarżyli się na metody szkolenia, w rozmowie z BBC News Ukraine wskazywali m.in. na szkolenia operatorów bezzałogowych statków powietrznych.
Polscy instruktorzy w rzeczywistości mieli być w stanie zapewnić jedynie bezpieczną przestrzeń do tego szkolenia. Jak wynika z publikacji, to Ukraińcy mieli pokazywać Polakom, jak prawidłowo sterować dronami.
Polskie wojsko aż tak odstaje? - pytamy eksperta. - Oni mają doświadczenia pola walki, a my nie - wskazuje w rozmowie z Interią mjr rez. pilot Michał Fiszer.
Ukraińcy kpią z poziomu polskich żołnierzy. Ekspert wprost
- Ukraińskie działania bojowe ulegają ciągłym przemianom i dostosowaniom. To jest takie tempo, którego my nie doświadczamy w czasie pokoju. W czasie wojny ciągle wprowadza się innowacje w taktyce czy technikach walki. Do tego trzeba się na bieżąco dostosowywać - mówi mjr rez. Fiszer.
W ocenie eksperta wojskowego w Polsce szkoli się według obowiązujących regulaminów, wręcz "w biurokratyczny sposób". Wina jednak - jak stwierdza nasz rozmówca - nie leży po stronie dowódców.
- Nie mogą szkolić, jak chcą. Mają program szkolenia, regulamin walki i muszą to zrealizować - dodaje mjr rez. Michał Fiszer, ponownie podkreślając przy tym, że "program nie nadąża za zmianami zachodzącymi w skali tygodni", ponieważ w Polsce nie żyjemy w realiach wojennych.
Rozmówca Interii nie uważa też, aby w naszym kraju poziom szkolenia z zakresu obsługi dronów był niski. - Szkolimy tak, jak wiemy. Gdybyśmy prowadzili działania wojenne, to również mielibyśmy bieżącą wiedzę - tłumaczy.
Polscy żołnierze mogliby zdobyć większe doświadczenie, jeśli chodzi o sterowanie statkami bezzałogowymi, nawet w czasach pokoju. Pomóc w tym mogłyby szkolenia prowadzone przez stronę ukraińską.
- Musielibyśmy wysłać żołnierzy do Ukrainy, żeby poćwiczyli w realnych warunkach bojowych. Wtedy bylibyśmy równie doświadczeni i mielibyśmy takie umiejętności, jak oni - mówi były wojskowy. I dodaje: - Oczywiście to nierealne, bo nie bierzemy udziału w walce. Ale dobrze, że podpisaliśmy z Ukrainą umowę o współpracy na szeroko rozumianym polu bezpilotowców. Teraz trzeba ją zrealizować i czerpać z niej tyle, ile tylko się da.
Były wojskowy ma rozwiązanie. "Trzeba czerpać od Ukraińców ile się da"
W publikacji BBC News Ukraine żołnierze nie kryli swojego zaskoczenia także szkoleniem z zakresu poruszania się w terenie. Polscy instruktorzy uczyli na przykładzie papierowych map - natomiast ukraińscy żołnierze posługują się na froncie mapami chociażby w telefonach.
- Być może ich doświadczenia wskazują na to, że uaktualnianie pozycji przeciwnika w aplikacjach dają olbrzymią przewagę dla dowódców i żołnierzy - ocenia mjr rez. Michał Fiszer.
Zdaniem byłego wojskowego dobrym rozwiązaniem byłoby zorganizowanie misji w ramach NATO. - Trzeba czerpać od Ukraińców ile się da, nie obrażać się na nich. To już jest dużo, trzeba się uczyć tego od nich - podkreśla.
- Jeśli chcemy zatrzymać Rosję tam, a nie czekać aż zaatakują nas bezpośrednio, to na pewnym etapie pewnie będzie to nieuniknione, choć to niezwykle niepopularne. Znając życie będziemy czekać, aż będziemy zatrzymywać Rosjan na Lubelszczyźnie, Podlasiu i Mazurach. Ich agresja wydaje się nieunikniona, niedługo potem jak padnie Ukraina - mówi były wojskowy.
Wojskowy przestrzega: Wiedzą, że klasyczna wojna jest nieuchronna
Jego zdaniem "Rosjanie wierzą w to, że w ciągu dwóch lat Ukraina nie wytrzyma i wpadnie w ich łapska, bo gdyby w to nie wierzyli, nie podjęliby drugiej fazy konfrontacji w ramach wojny hybrydowej z nami". - Hybryda to połączenie faz wojny informacyjnej, działań poniżej progu wojny z wojną konwencjonalną - wyjaśnia.
- Ta ostatnia nastąpi wtedy, kiedy metodami informacyjnymi, dywersyjnymi, cyberatakami i agenturalnymi zrobią z przyszłej ofiary galaretę, państwo zdestabilizowane, w którym nie działają instytucje państwowe, działają nielegalne bojówki, tygiel którego boją się też sojusznicy, wstrzymując się od wysłania własnych wojsk do takiego wrzącego kotła. I wtedy wchodzą Rosjanie. Wtedy hybryda dopełnia się o brakujący element - mówi dalej mjr rez. Fiszer.
- Jeśli politycy mówią o wojnie hybrydowej to mówią o tym, że to co obserwujemy jest przygotowaniem do dopełnienia wspomnianej hybrydy wojną konwencjonalną, wtedy jest ona kompletna. Jak samochód hybrydowy. To że jedzie aktualnie na silniku elektrycznym nie oznacza, że włączenie się silnika spalinowego nie jest nieuchronne - przestrzega były wojskowy.
Nasz rozmówca zaznacza, że "skoro politycy używają określenia 'wojna hybrydowa', to znaczy że wiedzą, iż klasyczna wojna też jest nieuchronna". - Chyba, że uda się zatrzymać Rosjan w Ukrainie. Wtedy mamy spokój. Do nas należy wybór, gdzie chcemy Rosję zatrzymać, tam czy tu - dodaje.
Szkolenie dronowe dla ukraińskich żołnierzy. Stanowisko polskiego MON
- Tymczasem jednak musimy obserwować w maksymalnym stopniu i zbierać tyle doświadczeń, ile się da. Ale trzeba mieć świadomość, że jeśli sami nie bierzemy udziału w walce - i obyśmy nie musieli - to zawsze będziemy do tyłu z wszelkimi nowościami na polu taktyki, technik walki i używanych technologii - podkreśla mjr rez. Michał Fiszer.
Na informacje przekazane w publikacji BBC zareagowało także polskie Ministerstwo Obrony. "Podczas szkolenia, we wszystkich modułach szkoleniowych, uwzględniono i faktycznie wykorzystano różne typy dronów" - przekazał resort w komunikacie nadesłanym do tamtejszej redakcji.
MON dodało też, że "przeprowadzone szkolenie jest wynikiem połączenia oczekiwań strony ukraińskiej z możliwościami organizacyjnymi dowództwa CAT-C i poszczególnych modułów szkoleniowych". Resort przekazał też, że nie ujawnia programów szkoleń - o co poprosiło BBC News Ukraine - ze względów bezpieczeństwa.















