Reklama

Sofa w okazyjnej cenie. Krwi więźnia prawie na niej nie widać

Choć Białoruś wspiera Putina w wojnie, wykorzystuje więźniów politycznych do przymusowej pracy, destabilizuje granicę z naszym krajem i nielegalnie wycina Puszczę Białowieską, Polska wciąż sprowadza stamtąd meble. Raport brytyjskiej organizacji ochrony środowiska Earthsight dowodzi, że w ostatnim czasie staliśmy się w UE pod tym względem liderem. - Sytuacja jest kuriozalna. Kiedy my tracimy, Rosjanie i Białorusini zyskują - mówią nam polscy meblarze. Brytyjczycy wskazują wprost: "zyski napychają kieszenie Łukaszenki".

W 27 dużych obozach, rozsianych po całym kraju, białoruski Departament Więziennictwa zmusza do pracy osadzonych. Co robią? Asortyment jest szeroki - od wojskowych mundurów, przez skrzynki na amunicję, części do traktorów, po grille i dziecięce sanki. Ważne, żeby biznes się opłacał. Największym jednak źródłem dochodów białoruskiego kompleksu więzienno-przemysłowego jest drewno - czytamy w raporcie brytyjskiej organizacji ochrony środowiska Earthsight. Jego autorzy już na wstępie nazywają europejskich kupców mebli z Białorusi współwinnymi tortur.

Reklama

Dlaczego? Więźniowie, w tym więźniowie polityczni, mają być zmuszani do pracy i maltretowani, a dowody - jak zaznaczono w raporcie - znane są Unii Europejskiej przynajmniej od dziewięciu lat. Sytuację w Kolonii Karnej nr 2 w Bobrujsku opisywał m.in. opozycjonista Andriej Sannikow, kandydat na prezydenta Białorusi w 2010 roku, który był więziony po tym, jak mówił o sfałszowaniu reelekcji Alaksandra Łukaszenki. Zeznania Sannikowa skłoniły UE do nałożenia w 2013 r. sankcji przeciwko najwyższym funkcjonariuszom białoruskiej służby więziennej. 

Co zmieniło się od tego czasu? Więźniów politycznych przybyło.

Po masowych protestach w 2020 roku do więzień i kolonii karnych zaczęli trafiać ludzie, którzy zdecydowali się przeciwstawić reżimowi. Powody zatrzymania nieraz były kuriozalne. Interii znana jest historia przechodnia, emerytowanego nauczyciela, który został aresztowany po tym, jak pomógł podnieść się uderzonej przez służby protestującej kobiecie. W październiku 2022 roku Centrum Praw Człowieka Wiasna podawało, że na Białorusi jest 1339 więźniów i więźniarek politycznych.

Wśród nich są Polacy.

Reżim depcze człowieka i napycha kieszenie Łukaszenki

- Problem wykorzystywania więźniów na Białorusi nie jest nowy - mówi w rozmowie z Interią Kamil Kłysiński z Ośrodka Studiów Wschodnich. - Białoruś to państwo autorytarne z mocnymi tendencjami totalitarnymi, więc nie ma tam żadnych oporów moralnych, ani barier prawnych. Instytucje chroniące prawa człowieka mają znikome możliwości działania, a więźniowie nie mają praktycznie żadnych praw - dodaje.

Jeśli chodzi o więziennictwo, na Białorusi czas się zatrzymał. W złym momencie.

- Wciąż istnieją tam kolonie karne wyprowadzone wprost z penitencjarnego systemu Związku Radzieckiego. W odróżnieniu od więzień, kolonie karne mają w swoje regulaminy wpisaną pracę. Więzień musi pracować, otrzymując w zamian głodowe wynagrodzenia - kilkanaście-kilkadziesiąt dolarów rocznie. Jeśli chodzi łamanie praw człowieka w Białorusi, sky is the limit. Nikt reżimu z tego nie rozliczy - stwierdza Kłysiński.

Tymczasem handel kwitnie.

Kraje UE wciąż sprowadzają produkty z białoruskiego rynku meblarskiego, żerującego na pracy więźniów w fabrykach.

Według autorów raportu zyski z tego mają "wypełniać kieszenie Alaksandra Łukaszenki".

- Wiemy, że władze białoruskie i sam Łukaszenka nie mają oporów, by czerpać zyski z różnych nielegalnych procederów i mamy na to dużo dowodów. Jednym z głównych źródeł zysku jest przemyt towarów przez granicę, np. papierosów. Robią to biznesmeni zbliżeni do Łukaszenki, cieszący się jego zaufaniem. System jest prosty: władze udzielają tym "przedsiębiorcom" szerokich koncesji, a oni w zamian dzielą się zyskami. Nazywa się ich "portfelami Łukaszenki" - obrazuje Kłysiński. 

Meble tanio kupię. "Europejscy konsumenci będą przerażeni"

Materiały od białoruskich firm zatrudniających więźniów od dawna pozyskiwała Ikea. W obliczu kontrowersji i wojny w Ukrainie szwedzki koncern zakończył działalność zarówno w Rosji, jak i na Białorusi w marcu 2022 roku. 

Jak wynika z danych Eurostatu, na jakie powołuje się Earthsight, w czołówce krajów, które w tym roku nadal kupowały meble z Białorusi, jest Polska (obok Litwy i Niemiec).

Autorzy dokumentu uważają, że do powstrzymania tego procederu można wykorzystać obowiązujące unijne przepisy, np. europejskie rozporządzenie w sprawie drewna (EUTR), które zabrania wprowadzania na rynek nielegalnie pozyskanego drewna. Białorusi zarzuca się bowiem nielegalną wycinkę Puszczy Białowieskiej. Komisja Europejska w kwietniu tego roku oświadczyła, że spełnienie wymogów EUTR jest w obecnej sytuacji niemożliwe i przedsiębiorstwa powinny wstrzymać import. To się jednak nie wydarzyło.

"Europejscy konsumenci będą przerażeni, gdy dowiedzą się, że kupowane przez nich sofy i inne mebli mogą być powiązane z torturowaniem więźniów politycznych i niszczeniem pierwotnych lasów, a jednocześnie służą finansowaniu jednego z najbliższych sojuszników podżegacza wojennego Putina" - napisał w komentarzu do raportu dyrektor Earthsight, Sam Lawson. 

Luka w systemie

- Dzisiaj sytuacja jest kuriozalna - mówi wprost Michał Strzelecki, dyrektor Biura Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Nałożone w związku z wojną sankcje objęły rosyjski rynek meblarski, ale białoruskiego już nie.

- Jeśli chodzi o Rosję, sankcje zostały wprowadzone w dwóch turach. Pierwsza, obejmująca część kodów celnych z grupy 94, czyli dotyczących branży meblarskiej, weszła w życie w lipcu. Druga część restrykcji zacznie w pełni obowiązywać na początku stycznia 2023 r. Zatem obostrzenia zatrzymają w pełni import mebli z Rosji. Przynajmniej ten oficjalny. Spodziewamy się jednak, że rosyjskie meble wciąż mogą wjeżdżać do Europy przez kraje ościenne, np. Białoruś - wskazuje nasz rozmówca.

Branża meblarska apelowała do premiera już w lipcu tego roku, prosząc o pilne wprowadzenie dodatkowych sankcji gospodarczych na Rosję i Białoruś, które zablokowałyby import mebli i ich części na teren Polski oraz całej Unii Europejskiej. 

Wygodne krzesło czy niewygodna prawda?

- Sankcje wprowadzone na Rosję i Białoruś nie pozwalają nam kupować z tamtych rynków tańszych surowców - ani drewna, ani materiałów drzewnych, ani płyt wiórowych. Po wprowadzeniu restrykcji na Białorusi i w Rosji surowce staniały jeszcze bardziej. I tamtejsi producenci mogą sprzedawać na rynek Unii Europejskiej meble w cenach - jak oceniamy - 30-40 proc. niższych niż to, co my w Polsce jesteśmy w stanie zaoferować klientom. Różnica jest ogromna - przekonuje w rozmowie z Interią Michał Strzelecki.

Branża alarmuje, że dotychczasowe sankcje przyniosły odwrotny efekt od zamierzonego: polscy producenci tracą, a rosyjscy i białoruscy zyskują. - Wiemy, że proces ustalania sankcji na poziomie UE jest skomplikowany. Jesteśmy w tej sprawie w kontakcie z polskim MSZ, ale na ten moment nie mamy sygnałów, żeby coś się miało zmienić - mówi Interii Michał Strzelecki. Jak zaznacza, polscy producenci mebli przy obecnym spowolnieniu gospodarczym i dynamicznym wzroście cen surowca, energii, płac, nie są w stanie konkurować z tanim produktem z Białorusi.

Dotychczas polska branża meblarska straciła tysiące pracowników. - We wrześniu według danych GUS zatrudnienie spadło o sześć tysięcy osób. Wciąż bronimy się przed zwolnieniami grupowymi. W firmach obecnie zostali pracownicy wysoko wykwalifikowani i nie możemy sobie pozwolić na to, żeby tych ludzi stracić - stwierdza Michał Strzelecki. I gorzko dodaje: "Jeśli jednak nie dojdzie do poprawy sytuacji na rynku - a na to się nie zanosi - będziemy musieli ograniczać produkcję, a co za tym idzie redukować zatrudnienie".

Jak mówi nam Kamil Kłysiński, brak sankcji na białoruską meble jest problemem polskiej branży meblarskiej, ale nie ratuje budżetu Mińska.

- Najbardziej dochodowe sektory w gospodarce zostały poblokowane. Sankcje nałożone przez kraje UE i Stany Zjednoczone złożyły się na katastrofę w białoruskim eksporcie, obejmując 70 proc. eksportu na Zachód. Trudno w tym momencie jednoznacznie oszacować straty w skali rocznej. Władze Białoruskie podają rozbieżne szacunki. Rosjanom raportują, że w skali roku stracili 20 mld dol., w innych szacunkach mówią o 5 mld. Prawda zapewne jest po środku. Sądzę, że te straty wynoszą około 10 mld dol., tym bardziej, że Białoruś straciła istotny rynek ukraiński w związku z wojną. Wcześniej to właśnie Ukraina była głównym rynkiem zbytu dla białoruskich paliw - wskazuje.

Earthsigt: Rządy muszą działać, by rozwiązać ten skandal

Tymczasem z perspektywy praw człowieka na Białorusi jest coraz gorzej. Reżim jest bezwzględny także wobec mieszkających tam Polaków.

- Sytuacja jest napięta - relacjonował w rozmowie z Interią Marek Zaniewski, wiceprezes Związku Polaków na Białorusi. W ostatnich tygodniach reżim urządził masowe przeszukania u około 20 działaczy Związku. Jednemu z członków organizacji postawiono zarzuty karne. Nie polepsza się także sytuacja Andrzeja Poczobuta, aktywisty polskiej mniejszości i dziennikarza, który od 18 miesięcy przebywa w areszcie.

"Rządy UE, Wielkiej Brytanii i USA muszą podjąć pilne działania w celu rozwiązania tego skandalu poprzez rozszerzenie istniejących sankcji nałożonych na Białoruś, usprawnienie egzekwowania istniejących przepisów zakazujących importu drewna pozyskiwanego nielegalnie oraz przyjęcie dodatkowych przepisów, zmuszających firmy do zachowania należytej staranności w celu zapobieżenia łamaniu praw człowieka" - apeluje dyrektor Earthsight, Sam Lawson.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Białoruś | meble | drewno | sankcje

Reklama

Reklama

Reklama