Reklama

Reklama

​Słynny amerykański śmiałek zginął w szwajcarskich Alpach

23-letni Amerykanin Johnny Strange zginął podczas wykonywania ekstremalnego skoku z wysokości 2 tys. metrów - podała agencja AFP.

Do tragicznego wypadku doszło w czwartkowe (01.10) popołudnie. Johnny Strange wykonywał skok w kombinezonie nietoprza tzw. wingsuit flying. Śmiałek skakał ze szczytu o wysokości 2 tys. metrów, znajdującym się w szwajcarskim kantonie Uri.

Policja poinformowała, że podczas skoku warunki były bardzo wietrzne. Strange miał stracić kontrolę nad lotem i uderzyć z impetem w ziemię.

Lot wingsuit polega na szybowaniu w specjalnym "skrzydlatym" kombinezonie z prędkością ponad 200 km/h, często wzdłuż skalnej skarpy; skoczek dopiero na sam koniec lotu otwiera spadochron lub ląduje np. w wodzie.

Reklama

Johnny Strange zdobył rozgłos już jako 17-latek, gdy wspiął się na najwyższe szczyty każdego z kontynentów.

Od kiedy w latach 90. wymyślono "wingsuit flying", sport ten zbiera krwawe żniwo. W 2013 roku podczas skoku zginął Mark Sutton, który wcześniej uświetnił ceremonię otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Londynie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy