W skrócie
- Presja ze strony Rosji zmusiła Litwę, Łotwę i Estonię do pracy nad poprawą odporności społecznej i niwelowania wcześniejszych zaniedbań.
- Regularne incydenty oraz prowokacje ze strony Rosji uwidoczniły braki w systemach bezpieczeństwa i komunikacji kryzysowej państw bałtyckich.
- Kolejne wyzwania i zagrożenia sprawiły, że państwa bałtyckie stopniowo poprawiają obronność, infrastrukturę i świadomość społeczną.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Na początku września rosyjskie MSZ ostrzegło państwa NATO w regionie Bałtyku. - W przypadku dalszej eskalacji sytuacji militarno-politycznej (...) odpowiedź Rosji wobec podżegaczy do lekkomyślnych, antyrosyjskich przedsięwzięć będzie zdecydowana. Powinni o tym wiedzieć, będzie ona dla nich niszczycielska - oświadczyła rzeczniczka resortu Marija Zacharowa.
Informacje o prowokacyjnych planach Rosji pojawiają się regularnie. "Najbliższe pół roku będzie rozstrzygające i musimy być przygotowani jako Polska i NATO na różne scenariusze. Nie możemy wykluczyć prowokacji ze strony Rosji wobec któregoś z członków NATO" - pisał pod koniec sierpnia premier Donald Tusk po rozmowie z sekretarzem generalnym NATO.
Kolejne scenariusze i wypływające informacje wywiadowcze wskazują jasno, że regionem szczególnie narażonym na agresywną politykę Rosji są państwa bałtyckie: Litwa, Łotwa i Estonia.
Tam od miesięcy społeczeństwo bombardowane jest ostrzeżeniami o zagrożeniach ze wschodu. Moskwa systematycznie testuje odporność tych państw i paradoksalnie - działania Kremla zaczęły przynosić skutek odwrotny od zamierzonego.
Rosja prowokuje. Narracja strachu i chaos informacyjny
- Z jednej strony mamy wypowiedzi polityków rosyjskich, którzy szerzą narrację paniki. Eskalują i próbują przenieść odpowiedzialność za ataki dronów ukraińskich na państwa bałtyckie - wskazuje w rozmowie z Interią dr hab. Aleksandra Kuczyńska-Zonik, ekspertka Instytutu Europy Środkowej oraz wykładowczyni Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
- Padały wypowiedzi, że państwa bałtyckie udostępniają do tych ataków swoją przestrzeń powietrzną, co jest nieprawdą. Politycy tych państw temu zaprzeczali - mówi dalej nasza rozmówczyni.
Z drugiej strony od kilku tygodni decydenci na Litwie, Łotwie i w Estonii starają się tonować nastroje.
- To komentarze polityków, ale też ekspertów, że nie ma zagrożenia militarnego, bo rzeczywiście nie ma dowodów na koncentrację rosyjskich wojsk i zagrożenie inwazją - tłumaczy Kuczyńska-Zonik.

"Gotowość na ewentualne zagrożenie to nie to samo, co bezpośrednie zagrożenie" - zaznaczył pod koniec sierpnia premier Łotwy Andris Kulbergs.
Jednocześnie regularnie dochodzi do incydentów. Ostatnio - 1 września, nieznany dron wdarł się w przestrzeń powietrzną Estonii.
- Mamy też ataki cybernetyczne, akty sabotażowe. Narastające napięcie sprawia, że mieszkańcy państw bałtyckich nie mogą spać spokojnie - zaznacza nasza rozmówczyni.
Szczególnie, że incydenty te ujawniły długą listę zaniedbań.
Litwa, Łotwa i Estonia. Nauka na błędach
Łotwa na początku 2024 roku zainicjowała koalicję dronową, stworzoną do wsparcia Ukrainy. Państwo jednocześnie przedstawiało siebie jako przygotowane na zagrożenia, odporne, z bezpieczną cyberprzestrzenią.
Kiedy jednak w maju 2026 roku ukraińskie drony - zniszczone lub zepchnięte przez rosyjskie systemy elektroniczne - naruszyły przestrzeń powietrzną kraju, doszło do dymisji rządu. Opinia publiczna krytykowała władze za zbyt późne przekazanie ostrzeżeń i alertów o zagrożeniu.
- To pokazało, że Łotwa w ogóle nie jest przygotowana, system nie jest szczelny. Kolejny przykład - ostatnia sytuacja z burzami na Litwie - mówi Kuczyńska-Zonik.
W sierpniu przez kraj przetoczyły się nawałnice, które pozbawiły prądu blisko 270 tysięcy odbiorców i sparaliżowały kraj. W tym przypadku również doszło do opóźnień w ostrzeganiu ludności i problemów z komunikacją operatorów energetycznych.
W państwach bałtyckich wiele poprawiono na poziomie legislacyjnym i instytucjonalnym, ale istnieje luka, chociażby jeśli chodzi o edukację społeczeństwa
- Kolejna sprawa: kiedy na Litwie doszło do naruszenia przestrzeni powietrznej i ludzie byli już poinformowani o zagrożeniu, udawali się do schronów. Okazało się, że wiele z nich jest zamkniętych - wymienia nasza rozmówczyni.
- Od 2022 roku w państwach bałtyckich wiele poprawiono na poziomie legislacyjnym i instytucjonalnym, ale istnieje luka, chociażby jeśli chodzi o edukację społeczeństwa. Na przykład często w łotewskich mediach pojawiała się informacja, że ludzie nie rozumieją dlaczego powinni informować służby, jeśli zobaczą podejrzany obiekt - wskazuje Kuczyńska-Zonik.
Paradoks zagrożeń i poprawa sytuacji
Rozmówczyni Interii podkreśla jednak, że wszystkie te niedociągnięcia mają też pozytywny aspekt. Kolejne incydenty, rosyjskie prowokacje i akty sabotażu "na żywym organizmie" unaoczniają słabe strony obrony cywilnej i odporności państwa. W konsekwencji można dzięki nim stworzyć instrukcje działania na przyszłość.
- Każda taka sytuacja sprawia, że państwo jest bardziej przygotowane i paradoksalnie kolejne ataki i wyzwania służą poprawie sytuacji, bo sprawdzają skuteczność służb, efektywność systemów i odkrywają luki w bezpieczeństwie. Powoli pojawia się schemat, w którym w każdym aspekcie funkcjonowania państwa czy świadomości społecznej, sytuacja poprawia się po kilku miesiącach i te luki są wypełniane - podkreśla ekspertka.
Przykładem może być "Bałtycka Straż", czyli inicjatywa NATO służąca obronie infrastruktury energetycznej i komunikacyjnej na Bałtyku.
W kontekście obrony cywilnej od 2025 roku Litwa, Łotwa i Estonia dopracowują plany masowej ewakuacji w głąb kraju ludności zamieszkującej tereny przygraniczne. W dobie kryzysu migracyjnego powstały też zapory na granicy z Białorusią.
Ponadto Litwa, Łotwa i Estonia budują Bałtycką Linię Obrony - sieć fortyfikacji i umocnień na granicy z Rosją.

- Dlatego nie ma w państwach bałtyckich paniki. Nie powiedziałabym, że dziś społeczeństwo jest dobrze przygotowane do zagrożeń, ale sytuacja się poprawia. Jeśli chodzi o odporność społeczną najlepsza sytuacja jest na Litwie i w Estonii, natomiast wiele luk pozostaje widocznych na Łotwie. To wieloletnie zaniedbania, które trudno naprawić z dnia na dzień - podsumowuje dr hab. Aleksandra Kuczyńska-Zonik.
Zaznacza jednak, że poprawy sytuacji nie było bez świadomości zagrożeń, które nie są dziś teoretyczne. Są realne. Agresywna polityka Rosji i wojna w Europie uruchomiły, a w zasadzie wymusiły proces przygotowania państw bałtyckich na sytuacje kryzysowe.
Jakub Krzywiecki
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl












