W skrócie
- W dwóch kamerach drogowych zamówionych przez słowackie MSW wykryto rosyjskie podzespoły, które umożliwiają przekazywanie danych.
- Opozycja domaga się dymisji szefa resortu spraw wewnętrznych, natomiast premier Robert Fico broni ministra.
- Minister spraw wewnętrznych nakazał usunięcie kamer i zakończył współpracę z dostawcą, twierdząc, że został wprowadzony w błąd.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Znalezienie rosyjskich podzespołów w dwóch kamerach potwierdził słowacki Krajowy Urząd Bezpieczeństwa (NBU), a na podstawie jego ekspertyzy we wtorek postępowanie wdrożył Urząd Ochrony Danych Osobowych.
Sankcje Urzędu Ochrony Danych Osobowych należą do najkosztowniejszych na Słowacji, podobnie jak w całej Unii Europejskiej. Do zakończenia postępowania Urząd nie informuje o postępach prac i nie jest jasne, czy badane jest Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, które zamówiło kamery, czy firma realizująca zamówienie.
Słowacja. Rosyjskie podzespoły w kamerach drogowych zamówionych przez MSW
Resort spraw wewnętrznych zamówił dwie nowe kamery do monitorowania ruchu na drogach i jedną z nich w marcu zainstalował w Bratysławie. Zakup finansowany był z unijnego Planu Odnowy. Urządzenia potrafią monitorować kilka pasów ruchu jednocześnie i rejestrować szczegółowe zdjęcia samochodów oraz ich pasażerów.
W sierpniu najsilniejsza partia opozycyjna Postępowa Słowacja (PS) zwróciła uwagę, że system bardzo przypomina radary drogowe rosyjskiej firmy z Petersburga.
Media ustaliły, że wbrew deklaracjom resortu spraw wewnętrznych dostawcą była cypryjska firma - bez biznesowej historii i bez prawdziwego adresu, a NBU rzeczywiście znalazł w kamerach rosyjskie komponenty oraz luki w zabezpieczeniach.
W kamerach są mechanizmy pozwalające na wyciek informacji. Ponadto są one słabo zabezpieczone, choć nie udowodniono, że ktoś faktycznie z tego skorzystał.
Robert Fico komentuje skandal z kamerami. "Pękam ze śmiechu"
Opozycja domaga się dymisji szefa resortu spraw wewnętrznych Matusza Szutaja Esztoka, którego broni premier Robert Fico. W poniedziałek na konferencji prasowej lekceważył żądania opozycji i wynik ekspertyzy NBU.
- Pękam ze śmiechu, gdy ktoś mi tu wmawia, że dwie kamery drogowe mogą zagrozić bezpieczeństwu Republiki Słowackiej. Nie ma żadnego znaczenia, jakie podzespoły by tam były - chińskie, rosyjskie, niemieckie, francuskie, amerykańskie. Jak, na litość boską, ma to zagrażać bezpieczeństwu Republiki Słowackiej? - pytał premier. Jego zdaniem bardziej szczegółowe informacje są dziś w stanie uzyskać na przykład satelity szpiegowskie.
Sam minister Szutaj Esztok nakazał usunąć obie testowane kamery i zakończył współpracę z ich dostawcą. Twierdzi, że firma wprowadziła ministerstwo w błąd przy dostawie sprzętu.
Rezygnacji ze strony szefa resortu spraw wewnętrznych domaga się już nie tylko opozycja. Minister turystyki i sportu Rudolf Huliak we wtorek w sieci społecznościowej nazwał całą sprawę "oszustwem" i uznał, że dojrzała ona do dymisji ministra.
















