Reklama

Reklama

Skandal na finale Ligii Mistrzów. Francuska policja przyznała się do błędów

Szef paryskiej policji Didier Lallement przyznał przed francuskim Senatem, że zabezpieczenie finału Ligii Mistrzów było porażką i przeprosił za użycie gazu łzawiącego przeciw kibicom wchodzącym na stadion - donosi agencja AFP.

28 maja na Stade de France w Paryżu rozegrał się finałowy mecz Ligii Mistrzów, między Liverpoolem a Realem Madryt. Piłkarskie święto zmieniło się w chaos, gdy część kibiców angielskiego klubu nie mogła wejść na stadion. Doszło do strać i zamieszek z policją a sam mecz został opóźniony o 40 minut.

- To oczywiście porażka - powiedział szef policji w Paryżu Didier Lallement przed senacką komisją badającą fiasko wydarzenia. - To była porażka, ponieważ ludzie byli popychani i atakowani. Porażka, ponieważ podkopano wizerunek kraju - podkreślił Lallement.

Reklama

Komendant francuskiej policji przyznał się do błędów - czytaj także w serwisie Sport

Lallement przeprosił za użycie gazu łzawiącego

Szef policji przepraszał za zezwolenie na użycie gazu łzawiącego, by przed meczem odsunąć kibiców od stadionu. Dodał, że "nie było innego sposobu" na napierające wówczas przy bramkach tłum.

- Musieliśmy skłonić ludzi do powrotu - wyjaśnił Lallement. - Poprosiliśmy, aby się cofnęli, a potem użyliśmy gazu łzawiącego... według naszej wiedzy to jedyny sposób na cofnięcie napierającego tłumu, poza użyciem pałek - powiedział szef policji.

Lallement zachęcał kibiców zarówno Liverpoolu, jak i Realu Madryt do składania skarg, jeśli padli ofiarą podrobionych biletów lub przestępstw, do których doszło pod stadionem.

Szef policji został skonfrontowany ze słowami ministra spraw wewnętrznych Geralda Dermanina, który obwinił za zamieszanie na stadionie i opóźnienie meczu kibiców bez biletów lub z fałszywymi biletami. Dermanin podał, że pod Stade de France było wówczas 30-40 tys. osób.

Lallement przyznał, że to on jest odpowiedzialny za podanie tej informacji. Miał ją oprzeć na liczbach podanych przez paryskich przewoźników i informacjach od funkcjonariuszy, którzy byli na miejscu.

- Być może pomyliłem się z liczbą, którą podałem ministrowi - przyznał szef policji. - Nigdy nie twierdziłem, że jest to absolutnie dokładne - dodał.

Lallement przyznał, że pod stadionem nie było 30-40 tys. osób, ale utrzymywał, że w pobliżu było wiele tysięcy.

Kibice Liverpoolu wściekli

Jak podaje agencja AFP, twierdzenie szefa policji wywołało oburzenie kibiców Liverpoolu, a także wysokich rangą brytyjskich polityków, którzy oskarżyli Francję o nieuczciwe próby odwrócenia winy od policji.

Przed senacką komisją ma także zeznawać burmistrz regionu Liverpool Steve Rotheram.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy