Reklama

Reklama

Senatorowie PO nie chcą już mandatów. "Nikt nie będzie się martwił"

Zygmunt Frankiewicz, senator PO, w przeszłości wieloletni prezydent Gliwic, opowiada na czym polega praca koordynatora nowego paktu senackiego. W rozmowie z Interią zdradza, jak działa jego zespół i jakie ma cele. - Zaproponujemy szefom ugrupowań kandydatów do wszystkich okręgów wyborczych do Senatu - powiedział. Polityk mówi również o kontaktach z senatorami, którzy odeszli z klubu PiS. - Z senatorem Zającem, także innymi senatorami PiS, współpracuję dość długo i mamy dobre relacje. Czy zechcą z nami rozmawiać o wspólnym starcie? Czy ugrupowania z naszego zespołu ich zechcą? To melodia przyszłości - dodaje.

Jakub Szczepański, Interia: Na czym polega praca koordynatora nowego paktu senackiego?

Zygmunt Frankiewicz, senator PO: - To zadania jak przed poprzednimi wyborami, tylko na jeszcze większą skalę. Może z większym efektem? Pomysł i realizacją są podobne, nawet część aktorów się zgadza.

A gdzie jest tu pańskie miejskie?

- Koordynator musiał zostać zaakceptowany przez wszystkie strony porozumienia. Zajmuję się pracami zespołu, do którego weszli przedstawiciele dyskutujących stron. Wywodzę się z samorządu. Przypomnę tylko, że pierwszy pakt senacki był w dużej mierze inspirowany oraz realizowany przez samorządowców. Mamy element powtarzalności sprzed kilku lat.

Reklama

Dlaczego akurat pan? Ze względu na prawie dwie dekady w fotelu prezydenta Gliwic?

- Byłem bardzo aktywny przy tworzeniu poprzedniego paktu senackiego. Takie pytanie należałoby jednak zadać liderom partii opozycyjnych, bo to oni zdecydowali, żebym został koordynatorem.

Od połowy wakacji senatorowie mieli się deklarować w kontekście startu w kolejnych wyborach. Czy pierwszeństwo wciąż przysługuje urzędującym politykom?

- Grupa 51 polityków opozycji, która weszła do obecnego Senatu, sprawdziła się, chociaż była poddawana naprawdę poważnym testom. Szczególnie na początku kadencji strona rządowa nie kryła prób przejmowania senatorów i tworzenia własnej większości. Liderzy opozycji docenili postawę swoich polityków, potem dali temu wyraz. Dlatego ci ludzie mają prawo czuć się naturalnymi kandydatami.

Krzysztof Kwiatkowski powiedział Interii, że nowy pakt senacki jest otwarty na byłych polityków PiS jak Józef Zając czy Jan Maria Jackowski. W jaki sposób dawni politycy strony rządowej mają się odnaleźć w państwa układance?

- Sytuacja jest różna, wszystko zależy od konkretnych osób. Mamy o czym rozmawiać, nie tylko z senatorami PiS. Nowy pakt senacki to pomysł otwarty na wiele środowisk. Obecnie tworzą go cztery partie i samorząd, ale sprawa nie jest zamknięta. Wypracowanie zasad współpracy nie potrwa jeden dzień. Nie ma jednak powodów, żeby się spieszyć. Przecież do wyborów mamy jeszcze rok.     

Wymieniłem polityków, którzy od dłuższego czasu są poza klubem PiS. Rozumiem, że druga część Senatu też interesuje opozycję?

- Z senatorem Zającem, także innymi senatorami PiS, współpracuję dość długo i mamy dobre relacje. Czy zechcą z nami rozmawiać o wspólnym starcie? Czy ugrupowania z naszego zespołu ich zechcą? To melodia przyszłości. Na razie o personaliach praktycznie nie rozmawiamy i przez parę miesięcy to się nie zmieni. Czymś innym jest zebranie deklaracji od senatorów, żeby się dowiedzieć, kto ma być brany pod uwagę. Jeśli ktoś nie zamierza kandydować, dobrze wiedzieć wcześniej. Dlatego pytaliśmy.

Do kiedy senatorowie mają czas, żeby się deklarować?

- Najpierw ustalimy, na jakich zasadach obsadzić okręgi. Póki co, dobrze to wszystko wychodzi. Żeby było jasne: to nie ja pytałem senatorów czy chcą dalej kandydować. Znam wyniki, pan zna te same. Nasz zespół się tym nie zajmuje.

W Interii ujawniliśmy nazwiska polityków Platformy, którzy dalej nie widzą się w izbie wyższej. Co z ich miejscami? Pulę zgarnie Lewica, bo jako klub stracili swoich reprezentantów w Senacie?

- Przypomnę, że partia Szymona Hołowni ma jednego senatora, który zasilił jego ugrupowanie. Z pewnością nie jest to wystarczająca reprezentacja dla tej partii. Dlatego nie widzę problemu, nikt nie będzie się martwił obsadą zwalnianych miejsc.  

Rozumiem, że liderzy partii wskazują kierunek, a zespół wykonuje jedynie polecenia?

- Dojdziemy do nazwisk, zaproponujemy szefom ugrupowań kandydatów do wszystkich okręgów wyborczych do Senatu. Proszę mnie nie pytać, w jaki sposób będziemy wybierać. Po pierwsze, jest na to za wcześnie. Po drugie, i tak bym panu nie powiedział.

Poprzednia umowa to wielkie osiągnięcie Grzegorza Schetyny. Zgoda?

- Nie tylko. Chociaż nie wszyscy wierzyli, pomysł był dobrze przemyślany, więc udało się go zrealizować. Bez patronatu m.in. Grzegorza Schetyny, na pewno by nie wyszło.

Jaką rolę, w kontekście nowego paktu senackiego, spełnia były szef PO?

- Nie ma żadnej roli, bo w Platformie przewodniczącym jest Donald Tusk. To on zdecydował o przystąpieniu do porozumienia, o wyborze przedstawiciela, wskazaniu mnie jako koordynatora przedsięwzięcia. Podobnie jest w każdej partii opozycyjnej.

Mówi pan o wiodącej roli Donalda Tuska, ale marszałek Tomasz Grodzki też ma chyba sporo do powiedzenia? Przynajmniej takie wrażenie sprawia w mediach.

- Decydują liderzy opozycji, bo to ich ugrupowania się porozumiewają. Marszałek jest szefem Senatu. Dyskutują partie i samorządowcy.

Jak często spotyka się zespół?

- Niezbyt. Mamy pracę do wykonania, ale niekoniecznie trzeba być na miejscu w tym samym czasie. Dotychczas ustaliliśmy wiele spraw, panowała dobra atmosfera. Wiadomo, co jest do zrobienia. Idziemy zgodnie z planem. Mniej rozgłosu, więcej merytoryki to lepszy efekt.     

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy