Reklama

Reklama

Sejsmolodzy ostrzegają przed wielkim trzęsieniem w Kalifornii

Trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,1 nawiedziło w piątek południową Kalifornię. To drugi potężny wstrząs w tym rejonie w ciągu dwóch dni i najsilniejszy od 20 lat. Brak jest doniesień o ofiarach śmiertelnych, w regionie uszkodzone zostały budynki. Według sejsmologów, do kolejnego dużego trzęsienia ziemi w Kalifornii może dojść nawet w ciągu najbliższych dni.

Epicentrum trzęsienia znajdowało się na pustyni Mojave, 150 km na północ od Los Angeles.

Trwa szacowanie strat. Lokalne służby bezpieczeństwa informują o lekko rannych, pożarach, uszkodzonych budynkach i zamkniętych drogach. Brak jest doniesień o ofiarach śmiertelnych czy poważniejszych zniszczeniach. Mieszkańcy położonego koło epicentrum miasteczka Ridgecrest nie mają dostępu do prądu.

Według amerykańskich mediów trzęsienie ziemi nie było mocno odczuwalne w Los Angeles. Na skutek wstrząsu z niektórych basenów ogrodowych w tym mieście wylała się jednak woda. Odczuła go również publiczność zgromadzona na meczu najważniejszej amerykańskiej ligi baseballu MLB na Dodger Stadium.

Reklama

"The Big One"

Jak pisze dziennik "Los Angeles Times", wielu mieszkańców Kalifornii zastanawia się, czy czwartkowe wstrząsy mogły złagodzić tzw. stres górotworu, który ma według prognoz doprowadzić do niezwykle silnego trzęsienia ziemi, zapowiadanego przez sejsmologów i zwanego "The Big One".

Ekspertka Kalifornijskiego Instytutu Technologii Sejsmicznej, Lucy Jones, wyjaśniła w rozmowie z "LAT", że takiego wstrząsu nie da się uniknąć, ponieważ część Kalifornii, na zachód od Uskoku San Andreas, nieustannie przemieszcza się na północny zachód, w kierunku Alaski. Druga strona kieruje się w stronę Meksyku.

Uskok San Andreas to uskok transformacyjny, czyli granica między płytami tektonicznymi.

"Nie sposób uniknąć wielkich trzęsień ziemi w tym stanie. Po prostu nie wiemy tylko dokładnie, kiedy i gdzie to nastąpi. Ale tak, jak przed wiekami i tysiącleciami, stanie się to ponownie" - przestrzega "LAT".

W 65 sekund zginęło trzy tysiące osób

Kalifornia leży na obszarze o dużej aktywności sejsmicznej. Trzęsienie w 1906 r. o magnitudzie od 7,8 do 8,3 objęło całe północne wybrzeże stanu z San Francisco włącznie. Trwało 65 sekund. Zginęło trzy tysiące osób, w tym tysiąc w San Francisco.

Również zdaniem eksperta telewizji CBS News, słynnego fizyka Michio Kaku, prawdopodobieństwo nadejścia wielkiego trzęsienia nie znikło po czwartkowym wstrząsie.

"To nieuniknione. To prawo fizyki"

Według sejsmologów, do kolejnego dużego trzęsienia ziemi w Kalifornii może dojść nawet w ciągu najbliższych dni. Ustalenie terminu jest jednak niemożliwe. Zdaniem Kaku, nawet Japończycy, będący światowym liderem w tej dziedzinie, mogą przewidzieć trzęsienie ziemi prawdopodobnie tylko na kilka sekund do minuty wcześniej.

"Za 30 lat prawdopodobieństwo, że nastąpi 'The Big One', wyniesie blisko 100 proc. (...) To nieuniknione. Tak się stanie. To prawo fizyki" - ocenił Kaku.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama