Reklama

Reklama

Sceny grozy na pokładzie. Silnik samolotu rozleciał się na oczach pasażerów

Samolot linii Alaska Airlines lecący z Seattle do San Diego został zmuszony do awaryjnego powrotu na lotnisko, gdy piloci zauważyli "niepokojące wibracje" chwilę po starcie maszyny. Ich obawy były uzasadnione - w chwili kontaktu podwozia z pasem startowym silnik boeinga zaczął gubić części obudowy. Mrożącą krew w żyłach scenę nagrał i udostępnił jeden ze znajdujących się na pokładzie pasażerów.

Na lotnisku SeaTac w Seattle 22 sierpnia doszło do groźnego zdarzenia. Startujący o 7:20 czasu lokalnego samolot linii Alaska Airlines musiał awaryjnie lądować zaledwie po 44 minutach trwania rejsu.

Decyzję o powrocie podjęto po tym, jak pilotów zaniepokoiły wibracje pochodzące z jednego z dwóch wyprodukowanych przez amerykańską firmę CFM International silników napędzających trzyletniego Boeinga 737-900ER.

Jak podaje telewizja Fox 13, na pokładzie samolotu znajdowało się 176 pasażerów oraz sześciu członków załogi.

Dramatyczny lot Alaska Airlines. Silnik rozpadł się przy lądowaniu

Jednak "niecodzienne wibracje" oraz powrót na lotnisko były dopiero początkiem problemów z boeingiem. Zestresowani pasażerowie zaczęli filmować lądowanie maszyny, obawiając się niekorzystnego obrotu spraw.

Reklama

Jeden z nich uwiecznił na nagraniu moment, gdy silnik zaczął "gubić" na pasie startowym części swojej obudowy, odsłaniając wnętrze. Na materiale wideo można zobaczyć, że samolot nie zdążył jeszcze wytracić swojej prędkości.

"Alaska Airlines 588 miała jakąś uh... utratę pokrywy silnika numer 1, wylądowała bezpiecznie w SEA (Seattle - red.). Cieszę się, że wszyscy są cali!" - opisał film zamieszczony na Twitterze jego autor.

Usterka silnika samolotu chwilę po starcie. Oświadczenie linii lotniczej

Uczestnicy pechowego rejsu musieli przesiąść się do innego samolotu. W San Diego pojawili się z około 90-minutowym opóźnieniem. Boeing, którym lecieli, został wycofany z eksploatacji na czas śledztwa przez zespół ds. bezpieczeństwa na Alasce.

Z oświadczenia linii lotniczej wynika, że w związku z incydentem nikt nie ucierpiał, a załoga lotu AS558 poradziła sobie z sytuacją z "niezwykłym profesjonalizmem i troską".

Według danych udostępnionych przez FlightRadar24, uszkodzony samolot zdążył wznieść się na wysokość 3,6 km, po czym gwałtownie obniżył swój pułap i zawrócił na lotnisko SeaTac około 40 minut po starcie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy