W USA trwa seria prawyborów przed niezwykle istotnymi listopadowymi wyborami połówkowymi. Gra toczy się o to, kto będzie kontrolował Kongres. Obecnie większość ma w nim Partia Republikańska.
Historia amerykańskiej polityki pokazuje, że w wyborach odbywających się w połowie kadencji prezydenckiej ugrupowanie urzędującego prezydenta traci wpływy. Demokraci mają bardzo duże szanse na zdobycie większości w Izbie Reprezentantów i po cichu liczą, że problemy administracji Trumpa pozwolą wyrwać większość w Senacie z rąk republikanów.
Prawybory pokazują, że Partii Demokratycznej rośnie w siłę skrzydło lewicowe, co może doprowadzić do poważnego przetasowania ideologicznego najstarszej istniejącej partii amerykańskiej.
Z kolei Partia Republikańska testuje przywództwo Donalda Trumpa i jego przemożny wpływ na jej szeregi.
Jak pisaliśmy w Interii, siła Trumpa została ostatnio wystawiona na poważną próbę, kiedy wspierani przez niego w prawyborach kandydaci zaczęli przegrywać. Tylko w sierpniu w starciu z umiarkowanymi republikanami poległo sześciu kandydatów ze znakiem jakości prezydenta.
Seria tych porażek sprawiła, że coraz częściej w Stanach Zjednoczonych padają pytania o granice sprawczości Donalda Trumpa. Czy dalej ma wystarczająco dużo autorytetu, by tworzyć Partię Republikańską na swój obraz i podobieństwo? Czy wyborcy republikańscy nadal traktują prezydenta jako polityczną busolę? A może amerykańska prawica zaczyna wyzwalać się z żelaznego uścisku Trumpa i szukać nowej tożsamości poza trumpizmem?
Czy dotychczasowe porażki zmieniają się w trwały już trend, przekonamy się już tej nocy, kiedy w Karolinie Południowej dojdzie do prawyborczej dogrywki między wspieraną przez Trumpa Darline Graham oraz Ralphem Normanem - kandydatem uniezależniającego się od prezydenta radykalnego skrzydła Partii Republikańskiej skupionego wokół frakcji Izby Reprezentantów znanej jako Freedom Caucus.
Trump wierzy, że Graham będzie mu wierna w Senacie
Darline Graham jest siostrą zmarłego nagle w lipcu senatora Lindseya Grahama - niegdyś przeciwnika Trumpa, a w ostatnich latach życia jego wiernego sojusznika w Senacie. Przed śmiercią zdecydowanie wygrał czerwcowe prawybory i pewnie zmierzał po piątą kadencję senacką w stanie głosującym twardo na republikanów.

Jedno jest pewne - niezależnie od tego, kto wygra wtorkowe prawybory w Karolinie Południowej, stan nie zmieni barw politycznych. Gra toczy się jednak o wewnątrzrepublikańską układankę i wpływy w Senacie.
Trump uznał, że Darline Graham ze względu na powiązania rodzinne będzie jego najlepszą sojuszniczką w izbie wyższej Kongresu. To prezydent stał za wyznaczeniem jej do dokończenia mandatu po bracie i poparł ją w specjalnych prawyborach.
Ogłaszając poparcie, mówił o powodach tej decyzji. - Pomoże nam wypełnić naszą misję, by znów uczynić Amerykę wielką - stwierdził Trump. - Wygląda na miłą, ale tak naprawdę jest twarda i silna i jest idealną osobą, by kontynuować dziedzictwo Lindseya - podkreślał.
"To nie moja działka". Jedno zdanie Graham wystarczyło, by zaczęły się problemy
Szybko jednak jej kandydatura napotkała problemy. W pierwszej turze prawyborów, mimo entuzjastycznego wsparcia prezydenta, nie udało się jej zebrać wystarczającej liczby głosów, by od razu je wygrać. Dlatego potrzebna jest wtorkowa dogrywka.
Graham ma też problem, by wiarygodnie przedstawić się jako godna dziedziczka politycznego dzieła brata. Lindsey Graham był znanym zwolennikiem aktywnej roli USA w świecie i specjalizował się w sprawach bezpieczeństwa i polityki zagranicznej. Twardo bronił amerykańskiego wsparcia dla Ukrainy i Izraela.
Tymczasem w ubiegłym tygodniu, gdy kandydaci wspierani przez Trumpa przegrywali prawybory na Florydzie i Wyoming, Darline Graham dała prezydentowi kolejne powody do zmartwienia.
W czasie debaty z Normanem zaliczyła poważną wpadkę, kiedy pytana o relacje Stanów Zjednoczonych i Tajwanu, przyznała, że "niezbyt dobrze orientuje się w kwestiach bezpieczeństwa narodowego", a samo bezpieczeństwo narodowe "nie jest jej działką".
Wywołało to gorące reakcje republikanów z Karoliny Południowej, którzy zaczęli kwestionować jej przygotowanie do pełnienia funkcji senatorki.
Wspierająca Normana była gubernatorka stanu Nikki Haley, która za czasów pierwszej prezydentury Trumpa pełniła rolę ambasadorki USA przy ONZ, a potem walczyła z nim o nominację prezydencką, krytykowała Graham.
"Lindsey Graham bardzo dobrze orientował się w kwestiach bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Darline Graham przyznaje, że się nie orientuje. To nie jest coś, co dostaje się w spadku. A jest to kluczowa sprawa w Senacie" - napisała z przekąsem w mediach społecznościowych.
Inny były gubernator stanu Mark Sanford, który przegrał pierwszą turę specjalnych prawyborów, zdobywając czwarte miejsce i prawie 15 proc. głosów, wsparł w ubiegłym tygodniu kandydaturę Normana. Uznał, że "stawka jest zbyt wysoka", by wesprzeć Graham. To kolejny cios, który otrzymał Trump.
Donald Trump i jego misja ratunkowa w Myrtle Beach
Jak podaje CNN, sam prezydent próbował nakłonić przynajmniej dwóch kontrkandydatów Graham, by ją poparli. Telefony od Trumpa zadziałały na Russela Frya, który zdobył trzecie miejsce i 20 proc. głosów w pierwszej turze prawyborów. Sanforda nie przekonał.
Trump i jego otoczenie doskonale wiedzą, jak wielka jest dla niego stawka tych prawyborów. Dlatego zdecydował się ruszyć do Karoliny Południowej, by wesprzeć Graham w terenie - rzadki gest wobec popieranych kandydatów w prawyborach. W piątek uczestniczył w wiecu w Myrtle Beach.
Być może za jego decyzją stały sondaże. Większość z nich pokazywała co prawda przewagę Darline Graham, ale w niepublikowanych wewnętrznych badaniach, na które powołuje się "Washington Post", ta przewaga zaczęła w ostatnich dniach topnieć.

Trump: Głosujcie tak, jakbym to ja był na listach
W czasie wiecu na rzecz Graham Trump bagatelizował jej wpadki z debaty: - Oglądałem ją. Moim zdaniem udzieliła uczciwej odpowiedzi.
Przekonywał, że kandydatka ma inne zadania niż polityka zagraniczna.
- Jej brat bardzo interesował się światem. Bardzo się na tym skupiał. To dobrze. Ale ona bardziej dba o koszty życia. Zależy jej na tym, co mamy na miejscu. Na tym, ile będzie kosztować bochenek chleba - mówił Trump. Dodał, że Graham "mówiła, że jest absolutnie za armią".
- Ona zrobi to, czego oczekuje wojsko, a przede wszystkim to, czego oczekuje prezydent. Rozumie, że bezpieczeństwo narodowe to moja działka - podkreślił.
Broniąc Graham i zachęcając do głosowania na nią, podkreślał, żeby mieszkańcy Karoliny Południowej, oddając głos, myśleli o samym Trumpie.
- Chciałbym, żebyście udawali, że jestem na karcie do głosowania - zachęcał.
O tym, czy wirtualna obecność Trumpa na listach sprawi, że wyborcy republikańscy poprą Graham, przekonamy się już dziś w nocy.
Trump nie pali mostów
Co ciekawe, Trump nie wykorzystał okazji, by atakować kontrkandydata Graham. W przypadku jej ewentualnej przegranej z Ralphem Normanem rozważa zapewne krok, który wykonał po zeszłotygodniowej przegranej popieranego przez niego Corry'ego Millsa na Florydzie. Nie tylko odciął się od niego po przegranej, ale od razu ogłosił, że popiera Ryana Elijaha, który pokonał Millsa w prawyborach.
Wydaje się zresztą, że w innych okolicznościach Norman mógłby być kandydatem Trumpa. W większości spraw popiera decyzje prezydenta, deklaruje lojalność wobec niego i tylko kilka razy mu się przeciwstawił.
Norman - w poprzednim Kongresie uznany przez portal GovTrack za najbardziej radykalnego prawicowca w Izbie Reprezentantów - jest jednak zbyt niezależnym z punktu widzenia Trumpa politykiem, nawet jeśli w wielu sprawach go popiera.
Podobnie było zresztą z senatorem Johnem Cornynem, który mimo ostentacyjnego lojalizmu wobec prezydenta, został uznany przez niego za niepewne ogniwo i w prawyborach w Teksasie poparł Kena Paxtona.
Norman jako członek wspomnianego Freedom Caucus jest na tyle akceptowalny dla Trumpa, że w razie przegranej Graham będzie mógł ratować swój prestiż przeniesieniem na niego swojego poparcia.
Oczywiście, wolałby tego nie robić, bo utrzymanie trendu przegranych popieranych przez niego kandydatów umocni przekonanie, że gwiazda Trumpa gaśnie, a jego monopol na Partię Republikańską wyraźnie słabnie. To może zachęcić innych republikanów, by pójść drogą byłej kongresmenki i dawnej sojuszniczki Trumpa Marjorie Taylor Greene.
Po konflikcie z prezydentem zaczęła się już bowiem orientować na czasy po dominacji Trumpa i jak wielu radykałów z otoczenia amerykańskiej prawicy szuka miejsca dla siebie. Trump wolałby uniknąć takich historii. Ale być może okoliczności zmuszą go, by zaakceptować rzeczywistość.
Karolina Południowa pokaże mu, dokąd zmierza jako polityk. Dlatego takie nadzieje pokłada w sukcesie Darline Graham.
Tomasz Walczak
















