Reklama

Reklama

Rozpaczliwy apel. Prosi o pozwolenie na eutanazję synów

Mieszkaniec jednej z wiosek w Bangladeszu, zdesperowany ojciec wystosował list do lokalnych władz, w którym prosi o wsparcie lub zgodę na eutanazję swoich synów i wnuka. Świadectwo Tofazzala Hossaina o latach opieki nad synami cierpiącymi na nieuleczalną chorobę, wywołało w kraju dyskusję na temat eutanazji - pisze AFP.

"Opiekowałem się nimi od lat. Woziłem ich do szpitali w Bangladeszu i Indiach. Sprzedałem mój sklep, żeby opłacić leczenie ale teraz jestem kompletnie spłukany - powiedział AFP Tofazzal Hossain opisując lata opieki i walkę o życie dwóch synów i wnuka.

Jak twierdzi zrozpaczony ojciec, to rząd powinien zdecydować, co należy zrobić z jego potomkami. "Cierpią, nie ma żadnych szans na ich wyleczenie. Nie zniosę tego dłużej" - mówi.

Tofazzal Hossain, sprzedawca owoców, postanowił więc napisać list do lokalnych władz, w którym prosi o pomoc w opiece nad dziećmi i wnukiem lub wyrażenie zgody na "uśmiercenie ich za pomocą medycyny".

Reklama

Dwóch synów i wnuk Hossaina cierpią na rzadką dystrofię mięśni Duchenne’a, która już w pierwszych latach życia upośledza ruchy, powoduje trudności w chodzeniu. Z biegiem czasu pojawiają się zaniki mięśniowe. Choroba rozwija się w ciągu od pięciu do piętnastu lat, w tym czasie następuje rozległy zanik oraz niedowład mięśni, który uniemożliwia chodzenie. Nie ma leku na tę chorobę. Jedyną pomocą, jakiej można udzielić, to utrzymanie osoby w dobrej kondycji poprzez łagodne ćwiczenia usprawniające. Osoby cierpiące dystrofię mięśni Duchenne’a rzadko dożywają 30 lat. 

Synowie Hossaina, jak on sam przyznaje, są przykuci do łóżek i nie mogą się sami poruszać. Tylko najmłodszy z chorych - wnuk jest w stanie sam się poruszać, ale i jego stan się pogarsza.

"Powiedziałem im o liście, ale oni nie traktują tego serio. Być może nie potrafią zrozumieć powagi tej sytuacji" - mówi AFP Hossain, chodź jak dodaje, wszyscy trzej są świadomi swojego stanu.

"Ojciec za wiele się martwi" - stwierdza z kolei w rozmowie z AFP najstarszy syn, 24-latek. Jak relacjonuje, dni upływają mu na oglądaniu telewizji i rozmowach z ojcem.

Po rozpaczliwym liście mężczyzny rodzinę odwiedzi przedstawiciel lokalnych władz, który obiecał pomoc, zwłaszcza finansową. "Zapytał nas o pomoc medyczną, lub zgodę na zabicie synów. Ale kto może wydać taką zgodę?"  - powiedział AFP.  

Trudna sytuacja Hossaina wywołała dyskusję na temat eutanazji. Około 600 tysięcy mieszkańców Bangladeszu - jednego z najuboższych krajów azjatyckich - cierpi na nieuleczalne choroby - podaje AFP. Wielu z nich nie stać na leczenie.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy