Reklama

Reklama

Rosyjskie wojska gromadzą się przy ukraińskiej granicy? Portal Politico publikuje zdjęcia satelitarne

Zdjęcia satelitarne wskazują, że Rosjanie gromadzą wojska na granicy z Ukrainą - informują "Washington Post" i Politico. To kolejny eskalacyjny ruch Rosji po zamknięciu swojego przedstawicielstwa dyplomatycznego przy NATO oraz równoczesnym zamknięciu Biura Informacyjnego NATO w Moskwie. Rzecznik Kremla komentuje: "to złej jakości wrzutki". Z kolei szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksij Daniłow doniesienia te nazwał "świadomą dezinformacją".

Nowe zdjęcia z satelity zrobione w poniedziałek potwierdzają niedawne doniesienia, że Rosja po raz kolejny gromadzi żołnierzy i sprzęt przy granicy z Ukrainą - czytamy w materiale Politico. Portal przypomina, że Rosja zbierała wojska przy ukraińskich granicach wiosną tego roku.

Zdjęcia wykonane przez firmę Maxar Technologies, które przekazano Politico, pokazują gromadzenie jednostek pancernych, czołgów, artylerii samobieżnej i sił lądowych w pobliżu rosyjskiego miasta Jelnia niedaleko granicy z Białorusią. Wśród jednostek, które rozpoczęły przemieszczanie się pod koniec września z innych części Rosji, gdzie zwykle stacjonują, jest elitarna 1 Gwardyjska Armia Pancerna - wskazuje portal.

Reklama

Politico pisze, że wyposażenie rosyjskiej 4 Dywizji Pancernej przemieszczane jest w okolice Briańska i Kurska, w pobliżu północnej granicy Ukrainy. Na wyposażeniu jednostek są czołgi T-80U i artyleria samobieżna.

W niedzielę o sprawie pisał amerykański dziennik "Washington Post", zaznaczając, że ponowne gromadzenie rosyjskich wojsk w pobliżu granicy z Ukrainą wzbudziło zaniepokojenie niektórych urzędników w Stanach Zjednoczonych i Europie, a Rosja zaostrzyła swoją retorykę względem Ukrainy.

Działania "informacyjno-psychologiczne"

Ministerstwo obrony w Kijowie oświadczyło, odnosząc się do publikacji, że gromadzenie wojsk przy ukraińskich granicach jest elementem działań "informacyjno-psychologicznych".

"Według danych Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, zgodnie ze stanem z 1 listopada 2021 roku, nie zarejestrowano dodatkowego przerzucania rosyjskich oddziałów, broni czy wojskowego sprzętu do granicy państwowej z Ukrainą" - napisało ministerstwo w komunikacie.

"Najbardziej prawdopodobne, że opublikowane w mediach i internecie fakty gromadzenia sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej na kierunku ukraińskim to element specjalnych informacyjno-psychologicznych działań i w rzeczywistości to planowe działania w ramach przemieszczania wojsk po zakończeniu ćwiczeń" - dodano.

Komentarz Kremla

- Nawet nie warto komentować jakości tych publikacji i ogółem nie warto na nie zwracać uwagi. Chodzi o granicę z Ukrainą, a pokazują granicę z Białorusią. Sama jakość świadczy najlepiej o tym, że nie warto tracić czasu na zapoznawanie się z takimi złej jakości wrzutkami - powiedział Pieskow.

Zapewnił, że "Rosja nigdy nikomu nie zagrażała, nie zagraża i nie stanowi niebezpieczeństwa dla nikogo". Dodał następnie, że "Rosja jest krajem, który na tle dość agresywnych ekspansjonistycznych tendencji, szczególnie ze strony NATO (...) podejmowała i nadal będzie podejmować kroki w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa".

Przemieszczanie sprzętu wojskowego i żołnierzy po terytorium Rosji jest wyłącznie jej sprawą - dodał Pieskow.

Ukraina mówi o dezinformacji

Z kolei szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksij Daniłow doniesienia te nazwał "świadomą dezinformacją". - Trwa świadoma dezinformacja całego społeczeństwa. Powiem tak - to, co tam piszą, nie jest zgodne z rzeczywistością. Na dziś to nie odpowiada rzeczywistości - powiedział Daniłow Radiu Swoboda.

- Obserwujemy wszystkie procesy, to dezinformacja i nie rozumiemy, po co to robią... Co będzie jutro, nie wiemy, na dziś takiej koncentracji, takiego nagromadzenia tego, o czym tam piszą, nie ma - dodał.

Według niego sytuacja przy rosyjsko-ukraińsko granicy w ostatnich dniach nie zmieniła się. Stwierdził też, że należy porównać zdjęcia satelitarne: "niech pokażą zdjęcia, które były tam miesiąc temu, dwa tygodnie temu - zobaczycie te same zdjęcia".


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne