Reklama

Reklama

Rosyjski polityk: Zamach w Stambule - antyrosyjski

​Zamach w Stambule miał odwieść Turcję od planów ocieplenia kontaktów z Rosją. Do takiego wniosku doszedł szef komisji spraw zagranicznych rosyjskiego senatu Konstantin Kosaczow. Polityk napisał na portalu społecznościowym, że najwyraźniej Ankarę uprzedzono, aby nie przyłączała się do wspólnego frontu walki z międzynarodowym terroryzmem.

W opinii Kosaczowa, organizacjom terrorystycznym nie na rękę są działania zmierzające do poprawy relacji Turcji z Rosją i Izraelem. Wyraził on przekonanie, że zamach nie oddali perspektywy nawiązania bezpośredniego dialogu między liderami obu krajów. "Bez względu na wszystko jesteśmy solidarni z narodem Turcji" - napisał szef senackiej komisji spraw zagranicznych.

W zamachu w Stambule ranny został obywatel Rosji. Jak informuje agencja Ria Novosti, jego stan jest stabilny.

Tymczasem w Turcji przebywa grupa dzieci z Tatarstanu. Piętnastoosobowy zespół muzyczny nie może wrócić do Rosji, ponieważ lotnisko w Stambule wciąż jest zamknięte. Jednocześnie Federalna Agencja Ruchu Lotniczego poinformowała, że nie będzie rekomendować rosyjskim liniom lotniczym zawieszenia połączeń z Turcją.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy