Reklama

Reklama

Rosyjski niedźwiedź w cieniu chińskiego smoka. Jak Putin został młodszym bratem

To nie wielki sojusz zbudowany na przyjaźni i wspólnych wartościach, a małżeństwo z rozsądku przypieczętowane pokaźnym kredytem hipotecznym. Chiny i Rosję na pewno łączy jedno - chęć zakończenia hegemonii Zachodu na świecie. Zanim się to jednak stanie, Pekin ze wspomnianego związku czerpie znacznie więcej od Moskwy, umiejętnie wykorzystując jej wojenne niepowodzenia i rozmienianie na drobne mitu dawnego supermocarstwa.

U progu jesieni wojna w Ukrainie nabiera tempa. 21 września Władimir Putin wygłosił długo oczekiwane orędzie do narodu, w którym m.in. zapowiedział częściową mobilizację rezerwistów. Zdaniem rosyjskiego Ministerstwa Obrony, ma ona postawić pod broń nawet 300 tys. osób. Rządzący drastycznie zaostrzyli również prawo. Wyższe kary mają dotyczyć dezercji, ucieczki przed poborem czy niewypełnienia rozkazu dowódcy. Natomiast za poddanie się na polu walki grozić będzie dziesięć lat więzienia. To odpowiedź Kremla na prowadzoną od początku września kontrofensywę wojsk ukraińskich w Donbasie i na południu kraju. W jej efekcie Kijów w ciągu kilku tygodni odzyskał ponad 6 tys. km kwadratowych okupowanego przez Rosjan terytorium.

Reklama

"Chiny trzymają nas za mózg". Zobacz rozmowę Piotra Witwickiego z Sylwią Czubkowską

Decyzja Kremla o mobilizacji wywołała prawdziwy popłoch wśród obywateli, do tej pory biernie przyglądających się działaniom wojennym w Ukrainie i akceptujących imperialistyczną politykę władz. Rosjanie masowo wykupują bilety lotnicze do państw, do których mogą jeszcze podróżować bez wiz. Z kolei na ulicach rosyjskich miast po raz pierwszy od początku wojny pojawiły się antyrządowe demonstracje. Jednak nie przeciwko wojnie, a właśnie przeciwko mobilizacji kilkuset tysięcy rezerwistów.

W swoim orędziu Putin, nie po raz pierwszy od wybuchu wojny, uciekł się też do nuklearnego szantażu wobec Zachodu. Jednocześnie... o tego rodzaju szantaż oskarżył Zachód. - Tym, którzy wypowiadają takie słowa, przypominam, że nasz kraj też ma takie możliwości. Używamy wszelkich środków, aby chronić naszych ludzi. To nie blef - odgrażał się rosyjski dyktator. To oczywiste odwrócenie znaczeń, bowiem Zachód niesprowokowany, takich gróźb od początku konfliktu w Ukrainie wobec Rosji nie formułował.

Pekin reaguje

Na wypowiedziane przez Putina słowa bierny nie pozostał jego najważniejszy w tym momencie sojusznik - Chiny. Pekin nie stanął jednak ostentacyjnie murem za Moskwą. Zajął bardziej zniuansowane stanowisko. - Uzasadnione obawy każdego kraju o bezpieczeństwo powinny być cenione, a wszelkie wysiłki prowadzące do pokojowego rozwiązania kryzysu powinny być wspierane. Chiny wzywają do dialogu i konsultacji w celu rozwiązania rozbieżności - oświadczył cytowany przez agencję Reutera Wang Wenbin, rzecznik chińskiego MSZ.

Niektóre światowe media zinterpretowały słowa rzecznika chińskiej dyplomacji jako subtelną, ale jednak krytykę działań Kremla. To błędna interpretacja. Dr Marcin Przychodniak, analityk ds. Chin w programie "Azja i Pacyfik" Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, w rozmowie z Interią tłumaczy, że stanowisko Chin w sprawie inwazji na Ukrainę nie uległo zmianie od początku konfliktu. - Pekin zawsze powtarzał, że jest za stabilizacją, zawieszeniem broni, wznowieniem negocjacji pokojowych - mówi nasz rozmówca. Zwraca też uwagę na jeszcze jeden istotny wątek: - Przecież obecnie to są postulaty służące Rosji, która na froncie jest w odwrocie. To prorosyjska retoryka. Nawoływanie do negocjacji pokojowych służy dzisiaj Rosji, nie Ukrainie.

Taka postawa Pekinu odpowiada Kremlowi. Odpowiadała od samego początku wojny w Ukrainie. Już w lipcu podkreślał to w wywiadzie dla Interii amerykański socjolog prof. Salvatore Babones. Jego zdaniem, najważniejsze co Putin chciał uzyskać od swojego chińskiego odpowiednika, to życzliwa neutralność i ciche przyzwolenie na zajęcie się Ukrainą po swojemu. Obie te rzeczy Putin od Xi Jinpinga uzyskał już podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Pekinie.

- Xi Jinping obiecał wówczas Władimirowi Putinowi, że nie będzie mieszać się w sprawę Ukrainy i nie wykorzysta jej przeciwko Rosji w jakikolwiek sposób - tłumaczył w rozmowie z Interią prof. Babones. - I Chiny się z tego wywiązały. Nie zrobiły żadnych ruchów w okolicy Kazachstanu i Azji Centralnej, nie próbowały przechwycić do swojej strefy wpływów rosyjskich państw satelickich, nie renegocjują kontraktów na import ropy z Rosji, chociaż Kreml jest dzisiaj pod ścianą - dodał ekspert od relacji chińsko-amerykańskich.

Konkubinat z rozsądku

Od początku wojny w Ukrainie wśród zachodnich analityków i komentatorów popularna jest teoria o wielkim sojuszu rosyjsko-chińskim. Wszak Chiny ani nie przyłączyły się do zachodniego mechanizmu sankcyjnego wobec Kremla, ani nie nałożyły własnych sankcji na Rosję, ani nie ograniczyły stosunków dyplomatycznych z reżimem Putina. W rzeczywistości relacja łącząca Pekin i Moskwę jest znacznie bardziej skomplikowana.

- Trudno o dobre określenie relacji łączącej Rosję i Chiny. Sojusz w terminologii zachodniej kojarzy nam się ze wspólnotą interesów, wartości i pewną dozą zaufania. Tymczasem między Chinami i Rosją wciąż jest sporo podejrzliwości - przekonuje w rozmowie z Interią dr Jakub Jakóbowski, główny specjalista w programie chińskim Ośrodka Studiów Wschodnich. Wyrazem tej podejrzliwości - jak twierdzi - jest m.in. fakt, że Rosjanie przez lata starali się ograniczać udział Pekinu w swojej gospodarce, a także zaangażowanie Chin na Syberii.

Jak zatem określić powiązania między Rosją a Chinami? - Małżeństwo z rozsądku to trochę za mało do określenia relacji rosyjsko-chińskich. Moglibyśmy to nazwać małżeństwem związanym pokaźnym kredytem hipotecznym - obrazowo tłumaczy dr Jakóbowski. Dodaje, że metaforycznym kredytem było wspólne oświadczenie podpisane przez przywódców obu państw podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Pekinie. Chiny i Rosja podkreślają w owym dokumencie silną historię swojego sojuszu, wspólną filozofię polityczną, a także korzystne dla obu państw perspektywy. Wszystko okraszone jest sprzeciwem wobec ekspansji geopolitycznej Zachodu, na czele z NATO. Zdaniem dr. Jakóbowskiego pekińskie oświadczenie było "symbolicznym rzuceniem rękawicy Zachodowi".

Na ważną rzecz w kontekście przymierza Chin i Rosji zwraca uwagę dr Przychodniak. Podkreśla, że dla Pekinu Moskwa jest atrakcyjnym partnerem. - Ta atrakcyjność nie oznacza jednak równości. Chiny nie traktują Rosji jako równej sobie ani w sensie politycznym, ani zwłaszcza gospodarczym - ocenia ekspert PISM. I dodaje: - Chińczycy wspierają Rosjan na wielu płaszczyznach i w różnych elementach, ale nie kochają się i nie uważają za równych sobie.

Według dr. Przychodniaka o sojuszu nie ma tutaj jednak mowy. - To bardziej konkubinat z rozsądku, pewna wspólnota interesów, która łączy te państwa - podkreśla. Nasi rozmówcy pytanie o specyfikę relacji rosyjsko-chińskich chętnie odwołują się do starej chińskiej metafory, która mówi o dwóch bokserach opierających się o siebie plecami, ale boksujących w przeciwnych kierunkach.



Żeby dobrze zrozumieć, co łączy Chiny i Rosję, a gdzie mają odmienne i niezależne od siebie interesy, warto przyjrzeć się strategicznym i długoterminowym celom zarówno Moskwy, jak i Pekinu.

Dla Kremla celami strategicznymi jest zdobycie maksymalnie szerokiego poparcia dla inwazji na Ukrainę. Wiąże się to z innym celem, a mianowicie zawiązaniem nowych sojuszy, które zademonstrują Zachodowi, ale przede wszystkim rosyjskiej opinii publicznej, że ani Putin, ani Rosja nie stali się po ataku na Ukrainę światowymi pariasami. Trzecim strategicznym krokiem, który chce wykonać Putin jest zdobycie nowych partnerów handlowych, którzy pozwolą zasypać dziurę powstałą po nałożeniu dotkliwych zachodnich sankcji na Rosję. Kreml ma też cel długoterminowy, również związany z zachodnim reżimem sankcyjnym. Chodzi o przemodelowanie swojej polityki energetycznej tak, żeby zrekompensować sobie ograniczenia wynikłe z niechybnie nadchodzącego uniezależnienia się krajów Unii Europejskiej od rosyjskiej ropy i gazu.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku Chin. Dla reżimu Xi kluczowe jest uznanie praw Pekinu do Tajwanu, a także poparcie w sporze z sąsiadami o Morze Południowochińskie. Chinom zależy też na zachowaniu równowagi w regionie Azji Centralnej (m.in. niepodległości i niezależności Kazachstanu), a także bronieniu tej części świata przed wpływami Zachodu. Długoterminowym celem - precyzyjniej rzecz ujmując: wyzwaniem - jest dla Chin majacząca na horyzoncie konfrontacja ze Stanami Zjednoczonymi. W Pekinie nie mają wątpliwości, że kiedyś do niej dojdzie. Pytanie brzmi: kiedy i jaki będzie mieć ona wymiar (gospodarczy? geopolityczny? militarny?).

Skoro Chinom i Rosji zależy na zupełnie innych kwestiach, to co sprawia, że trzymają się razem? Tutaj dochodzimy do celu nadrzędnego dla obu dyktatur - przekonania, że Stany Zjednoczone, czy szerzej Zachód, są śmiertelnym zagrożeniem dla ich reżimów i zrobią, co w ich mocy, żeby doprowadzić do zmiany władzy w Pekinie i Moskwie.

Mówi dr Przychodniak: - To jednoczy Chiny i Rosję. Chiny uważają, że tutaj nie ma odwrotu od pewnego konfliktu, że musi dojść do zderzenia ze Stanami Zjednoczonymi, z Zachodem.

Dr Jakóbowski, analityk OSW: - Obok wymiaru strategicznego jest też wymiar ideologiczny, czyli coś, co spaja oba reżimy - sprzeciw wobec "kolorowych rewolucji". Wynika to z przekonania rosyjskich i chińskich elit, że Zachód cały czas czeka na okazję do wzniecenia takich "kolorowych rewolucji", czyli sterowanych zewnętrznie rozruchów społecznych, w państwach autorytarnych ich regionu".

Wielki smok i mały niedźwiedź

Chociaż Chinom i Rosji jest dzisiaj ze sobą po drodze, nie sposób nie zauważyć, że w tym układzie rozkład sił jest nierówny. I to pod każdym względem - geopolitycznym, gospodarczym, militarnym. Chiny to starszy brat, pretendujący do miana światowego supermocarstwa numer jeden. Rosja to przebrzmiałe imperium wciąż śniące o dawnej potędze, ale na co dzień zmuszone do konfrontowania się z brutalną rzeczywistością, która raz po raz obnaża słabość Kremla.

Wystarczy spojrzeć na kilka liczb. Chiny są niemal dziesięciokrotnie ludniejszym państwem (1,41 bln mieszkańców wobec 143 mln). Ponadto mają ponad dziesięciokrotnie wyższe nominalne PKB (20 bln dol. wobec 1,83 bln) i siedmiokrotnie wyższe PKB liczone według parytetu siły nabywczej (30 bln dol. wobec 4,37 bln). Chiny odpowiadają za 17,3, a Rosja za jedynie 1,7 proc. światowego PKB (Bank Światowy, 2020 rok). Wreszcie wydatki na armię. Również w tej kwestii Chiny zostawiają Rosję daleko w tyle. Według Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań Pokojowych, w 2021 roku Chiny wydały na zbrojenia 293, a Rosja niespełna 66 mld dol. (Rosję wyprzedziły jeszcze Indie i Wielka Brytania). Kreml nieco lepiej wypada w zestawieniu Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych - tutaj wydatki Chin w 2021 roku oszacowano na 193,3 mld dol., natomiast Rosji na 60,6.

- Przyszłość Rosji jest bardzo prosta - albo spróbujemy wrócić do europejskich korzeni cywilizacji rosyjskiej, albo Rosja stanie się chińską kolonią. Nie ma innej drogi. Rosja nie jest już państwem, które może budować sojusze i im przewodzić. Putin jest sam - przekonywał niedawno na łamach Interii Garri Kasparow, jeden z największych wrogów Putina. - Putin wciągnął Rosję w konflikt z całym Zachodem, a Rosja nigdy nie miała przeciwko sobie całego zjednoczonego Zachodu. Putin liczy na pozostałe państwa, chce szukać sojuszników poza Zachodem, ale to mrzonka - podkreślił rosyjski opozycjonista.

Na Kremlu nikt nie żyje jednak w hermetycznej, geopolitycznej bańce. Putin i jego otoczenie są doskonale świadomi asymetrii sił w relacji z Chinami. Według naszych rozmówców, inwazja na Ukrainę miała być jednym z głównych elementów wyrównywania tej asymetrii. - Miała pokazać Chinom, że Rosja wciąż ma ogromne atuty - jest w stanie dzielić Zachód politycznie, odzyskuje wpływy w regionie i ma silną, nowoczesną armię, dzięki której wymusza na swoich sąsiadach korzystne dla siebie decyzje. To były największe aktywa Kremla w relacji z Chinami. Teraz te aktywa błyskawicznie topnieją - analizuje dr Jakóbowski.

Dr Przychodniak dodaje, że dzięki niepowodzeniom Rosji na froncie w Donbasie, pozycja Chin w relacjach z Rosją jeszcze się wzmocniła. Chociaż asymetria się pogłębia, to jednak Rosja nadal jest Chinom potrzebna ze względów politycznych i strategicznych (walka z zachodnią hegemonią na świecie). W międzyczasie Pekin stara się jednak możliwie obficie korzystać gospodarczo z problemów słabszego partnera - nabywa surowce energetyczne po korzystniejszych cenach i krok po kroku zwiększa zaangażowanie chińskich firm w rosyjskiej gospodarce. - Dla Pekinu są tu same plusy - konstatuje ekspert z PISM.

Przy takim zachwianiu równowagi sił kluczowe jest tu jeszcze jedno pytanie: jak zachowa się Putin. Nie jest tajemnicą, że rosyjski dyktator nie przywykł ani do bycia słabszym partnerem, ani do bycia w sytuacji bez wyjścia. A tutaj to właśnie ma miejsce. Nadrzędna pozycja Chin wobec Rosji jest obiektywna i bezsporna. Bezalternatywność Putina i Rosji - również. Zdaniem dr Jakóbowskiego kluczowe są w tej sytuacji dwie kwestie. Po pierwsze, czy Putin będzie w stanie odnaleźć się w zupełnie nowej dla siebie sytuacji. Po drugie, czy Pekin nie zachłyśnie się swoją własną siłą i przewagą nad Rosją, przez co zacząłby zbyt mocno przypierać Kreml do muru.

Mówi dr Jakóbowski: - Putin jest skazany na Chiny. To wynika też z jego własnych kalkulacji z ostatnich dwóch dekad. Po kilku nieudanych próbach ułożenia się z Zachodem wie, że świat zachodni nigdy nie będzie w stanie zaoferować mu stabilizacji jego reżimu i oddać strefy wpływów w obszarze postsowieckim. W tym kontekście budowanie sojuszu z Chinami to mniejsze zło.

Według dr. Przychodniaka to, że Putin próbuje przyzwyczaić się do nowej sytuacji widać było na niedawnym szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy. - Słowa Putina skierowane do Chińczyków w Samarkandzie, że zauważa ich obawy dotyczące sytuacji w Ukrainie, to dowód, że potrzebuje chińskiego wsparcia i jest gotów przynajmniej wiele powiedzieć, zadeklarować, żeby to wsparcie uzyskać - zauważa nasz rozmówca. Dodaje jednak, że wszystko to odbywa się na chińskich warunkach. - Chińczycy dali jasno do zrozumienia, że współpraca z Rosją w wielu obszarach ich interesuje, ale Moskwa musi w większym stopniu brać pod uwagę zdanie i interesy Chin - mówi analityk z PISM.

Amerykański klin

Patrząc na relację Chin z Rosją pobieżnie, można byłoby odnieść wrażenie, że Pekin chce wydrenować słabszego partnera, a potem go porzucić. Nic bardziej mylnego. Chińczykom wybitnie zależy, żeby na Kremlu nie doszło do żadnych gruntownych zmian. Zwłaszcza tych o charakterze prozachodnim. Obecna Rosja - autorytarna, antyzachodnia, będąca zagrożeniem dla NATO i atutem w rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi - to dla Chin sojusznik nie do przecenienia.

- Chińczycy nie mają aktualnie potrzeby całkowitego podporządkowania sobie Rosji, korzystają obecnie w pełni z tej relacji, bez większej odpowiedzialności - ocenia dr Przychodniak, raz jeszcze podkreślając, że wszelkie prodemokratyczne zmiany polityczne na Kremlu to dla Chińczyków czarny scenariusz. - Dlatego starają się Rosję doraźnie wykorzystywać (np. w kwestii surowców energetycznych), ale strategiczny, polityczny cel jest taki, żeby Rosja pozostała w miarę silnym partnerem. Chiny nie mogą dopuścić, żeby Rosja straciła możliwość wielopłaszczyznowego szachowania Zachodu - dodaje nasz rozmówca.

Mówi dr Jakóbowski: - Dzisiaj oba państwa wiedzą, że nie znajdą sobie lepszego partnera do realizacji ich nadrzędnego celu, a więc obalenia zachodniej hegemonii - militarnej, politycznej i gospodarczej - na świecie. Z perspektywy Rosji warto dodać, że Kreml nie ma dzisiaj żadnego partnera, który mógłby trzymać plecy Rosji w konfrontacji z Zachodem, więc relacja z Chinami jest tym cenniejsza.

W chińsko-rosyjskim równaniu jest też jeszcze jedna zmienna, która istotnie wpływa na kształt relacji między dwiema dyktaturami. To Stany Zjednoczone. Już na początku wojny Waszyngton wyznaczył Chinom czerwoną linię, dotyczącą pomocy finansowej i wojskowej dla Rosji, po przekroczeniu której Państwo Środka dotknęłyby potężne zachodnie sankcje. Dr Jakóbowski wspomina ówczesną rozmowę prezydenta Joe Bidena z przewodniczącym Xi Jinpingiem, podczas których Pekin został ostrzeżony, żeby nie posuwać się za daleko. - Waszyngton trzyma dzisiaj w szachu relacje Rosji z Chinami. Gdyby nie wyraźnie nakreślone przez Stany Zjednoczone czerwone linie, które następnie potwierdziła też Unia Europejska, Chiny mogłyby sobie pozwolić na znacznie więcej wobec Rosji - twierdzi ekspert z OSW.

Groźba Amerykanów wobec Chińczyków była skuteczna z prostego powodu. Chiny są drugą gospodarką świata, a na przestrzeni ostatnich dekad zostały mocno wprzęgnięte w proces globalizacji. Ostre sankcje ze strony Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej odbiłyby się na dobrobycie Chin zdecydowanie mocniej niż to ma miejsce w przypadku Rosji. Zwłaszcza obecnie, kiedy Chiny są na gospodarczym zakręcie i przeżywają w tym względzie najgorsze chwile od początku lat 90. - Chiny notują spowolnienie gospodarcze, mają duże problemy na rynku mieszkaniowym, ciągle toczą walkę z COVID-em, w wyniku której co kilka miesięcy zamykają w domach kilkanaście procent populacji kraju. To wszystko sprawia, że Chińczycy mają dzisiaj związane ręce. Nawet gdyby chcieli zagrać mocniejszą kartą w kwestii Rosji, to ich wewnętrzna stabilność jest obecnie zagrożona, a jej utrzymanie to priorytet władz w Pekinie - wyjaśnia dr Jakóbowski, podkreślając, że dla przewodniczącego Xi priorytetem jest aktualnie zdobycie trzeciej kadencji na czele Komunistycznej Partii Chin, więc nie podejmie żadnych ryzykownych i niepopularnych kroków, które mogłyby go od tego celu oddalić.

Czy w takim razie Zachód poprzez presję gospodarczą może rozbić chińsko-rosyjskie przymierze? Nie do końca. Nacisk ekonomiczny ma ograniczony zakres oddziaływania. Jest skuteczny do momentu, do którego nie koliduje z nadrzędnym celem Pekinu, a więc przygotowaniom do nadchodzącego starcia z Zachodem i położenia kresu zachodniej dominacji na świecie.

Jak mocno Chiny są do tego celu przywiązane? Bardzo wymownie nakreśla to dr Przychodniak. - Myślę, że nawet taktyczne użycie przez Kreml broni jądrowej w Ukrainie nie skłoniłoby Chin do zerwania współpracy z Rosją - mówi wprost. I dodaje: - Oczywiście obserwowalibyśmy reakcje na poziomie retorycznym, być może także symbolicznym, ale politycznie oba państwa łączy zbyt silny nadrzędny cel, a przy obecnym układzie geopolitycznym Rosja jest dla Chin bardzo dogodnym partnerem.

Reklama

Reklama

Reklama