Rosyjski ambasador wezwany do MSZ Niemiec. Media ustaliły powód
Niemiecki resort spraw zagranicznych wezwał ambasadora Rosji Siergieja Neczajewa. Jak powiadomiono, ma to związek z "bezpośrednimi groźbami Moskwy wobec celów" w RFN. Z ustaleń dziennikarzy wynika, iż działania niemieckiego MSZ mają najpewniej związek z niedawnym oświadczeniem Kremla, w którym grożono atakami na europejskie firmy.

W skrócie
- Niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało ambasadora Rosji w Berlinie w związku z bezpośrednimi groźbami Moskwy wobec celów w Niemczech.
- MSZ Niemiec uznało te działania za próbę osłabienia wsparcia dla Ukrainy i przetestowania solidarności.
- Rosyjski wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew podkreślił, że lista europejskich zakładów produkcyjnych stanowi potencjalne cele dla rosyjskich sił zbrojnych.
- W związku z groźbami rosyjskiego ambasadora wezwało również Ministerstwo Spraw Zagranicznych Czech. Na rosyjskiej liście znalazły się także zakłady z Polski.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało ambasadora Rosji w Berlinie Siergieja Neczajewa w związku z "bezpośrednimi groźbami Moskwy wobec celów w Niemczech". W komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych resort zaznaczył, iż tego typu działania są "próbą osłabienia wsparcia dla Ukrainy i przetestowania solidarności".
MSZ Niemiec wzywa ambasadora Rosji. "Nie damy się zastraszyć"
Niemieckie ministerstwo podkreśliło przy tym, że "nie da się zastraszyć". "Takie groźby i wszelkie formy działalności szpiegowskiej w Niemczech są absolutnie nie do przyjęcia" - zaakcentowało w oświadczeniu.
Dziennik "Bild" przekazał, że MSZ w Berlinie odmówiło komentarza w sprawie charakteru wspominanych gróźb. Jak jednak podał "Der Spiegel", wezwanie może być związane z oświadczeniem wydanym w zeszłym tygodniu przez Ministerstwo Obrony Rosji.
Kreml zagroził wówczas atakiem na europejskie firmy powiązane z pomocą Ukrainie. Mowa o m.in. Davinci Avia, czyli spółce zależnej holenderskiego koncernu zbrojeniowego Destinus. Na liście znaleźli się również: producent silników i dostawca sprzętu obronnego 3W Professional z Hanau oraz monachijska firma Airlogistics Germany, zajmująca się transportem lotniczym.
Rosja zagroziła atakami na europejskie firmy. "Gwałtowna eskalacja"
W komunikacie rosyjskie MSZ nawiązywało do planów Ukrainy dotyczących rozszerzenia produkcji dronów we współpracy z europejskimi partnerami. Kreml potępił te inicjatywy, określając je mianem "celowego kroku, który doprowadzi do gwałtownej eskalacji sytuacji militarnej i politycznej na całym kontynencie europejskim".
Wsparcie militarne koalicjantów Ukrainy w Europie - w ocenie Rosji - "będzie coraz bardziej wciągać te kraje w wojnę z Rosją". Z kolei Dmitrij Miedwiediew, wiceszef Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, we wpisie na platformie X podkreślił ponadto, że "oświadczenie rosyjskiego Ministerstwa Obrony należy traktować dosłownie".
"Lista europejskich zakładów produkujących drony i inny sprzęt stanowi wykaz potencjalnych celów dla rosyjskich sił zbrojnych. To kiedy dojdzie do ataków, zależy od dalszego rozwoju sytuacji. Śpijcie spokojnie, europejscy partnerzy" - uznał Miedwiediew.
Na groźby Rosji zareagowały także Czechy. Na liście Kremla znalazły się też zakłady w Polsce
Dodajmy, że w związku z groźbami rosyjskiego ambasadora wezwało również Ministerstwo Spraw Zagranicznych Czech. Z dyplomatą rozmawiała dyrektor generalna sekcji europejskiej Hana Hubaczkova. Z kolei decyzję o jego wezwaniu podjął szef MSZ Petr Macinka.
"Przypomniano, że to rosyjska wojna przeciwko Ukrainie doprowadziła do poważnego pogorszenia sytuacji bezpieczeństwa w Europie. Wszystkie formy pomocy, jakiej Republika Czeska udziela Ukrainie, mają solidne podstawy w prawie międzynarodowym" - podkreślił czeski resort.
Przypomnijmy, że na rosyjskiej liście - oprócz zakładów z Czech, Wielkiej Brytanii i Niemiec - znalazła się także Polska, a dokładniej firmy z Mielca i Tranowa. Rzeczniczka Komisji Europejskiej Anitta Hipper, komentując sytuację, uznała, że zachowanie Kremla to sposób postępowania "wyjęty z putinowskiego podręcznika".
- Są w nim represje, zabijanie, grożenie, sianie zniszczenia i to właśnie teraz Rosjanie próbują dalej robić. Dlatego nie będziemy honorować tego żadnym szczególnym komentarzem - stwierdziła, po czym dodała, że zamiast siać terror, rosyjski przywódca powinien spojrzeć na swoje państwo, zwłaszcza jego upadającą gospodarkę.
Źródła: "Der Spiegel", "Bild"














