Reklama

Reklama

Rosja: Wyciekły nagrania tortur z więzień. Bezprecedensowa skala

Do sieci wyciekły nagrania, na których widać, co dzieje się w kilku rosyjskich więzieniach. Osadzeni mają być wykorzystywani seksualnie i filmowani. Skala ujawnionych materiałów jest bezprecedensowa. Najważniejsze organy państwowe obiecują wyjaśnienie sprawy.

Żeby oglądać te filmy, trzeba mieć mocne nerwy. Jeden z nich pokazuje nagiego mężczyznę przywiązanego do łóżka i gwałconego kijem od miotły. Około trzyminutowe nagranie jest rozmyte, ale to nie czyni go bardziej znośnym. Ofiara krzyczy i błaga o litość. Jej oprawca, mężczyzna w czarnym ubraniu, nie przestaje, przeklinając spokojnym głosem i pytając raz po raz: "Czy masz coś do powiedzenia? Przypominasz sobie"?

Ujęcie sprawia wrażenie rutynowego. Na filmie widnieją data: 18 lutego 2020 r. oraz godzina: 22:29. Podano, że film został nagrany w więziennym szpitalu gruźliczym w mieście Saratow nad Wołgą. Najwyraźniej nagranie zostało zarejestrowane kamerą nasobną, jakiej używają policjanci czy straż więzienna.

Reklama

Tortury w zakładach karnych

Jego opublikowane w internecie miało miejsce 5 października 2021 r. wraz z innymi nagraniami i wywołało skandal, który obecnie wstrząsa całą Rosją. "Powszedniość tortur jest przerażająca" - napisał rosyjski politolog, publicysta i felietonista DW Fiodor Kraszeninnikow. "To niewyobrażalne, że w XXI wieku rytuały zakorzenione w środowisku przestępczym są praktykowane w instytucji państwowej i filmowane na potrzeby bazy danych" - dodał politolog.

Wcześniej także upubliczniano wewnętrzne nagrania tortur z rosyjskich zakładów karnych, ale tym razem ich skala jest bezprecedensowa i przypomina skandal armii amerykańskiej w więzieniu Abu-Ghuraib w Iraku. Obrońcy praw człowieka z rosyjskiego portalu Gulagu.net otrzymali przeciek bazy danych, która rzekomo dokumentuje tortury w zakładach karnych, głównie w Saratowie i Irkucku na Syberii.

Ponad 40 gigabajtów materiału dowodowego

Gulagu.net (nazwa ta oznacza po rosyjsku "Nie dla GUŁAGU", co jest nawiązaniem do sowieckich obozów karnych o tej samej nazwie) został założony w 2011 roku przez Władimira Oseczkina. Prowadzi on kampanie na rzecz praw więźniów. Latem 2021 roku rosyjskie władze zablokowały stronę internetową projektu. Oseczkin żyje i pracuje na emigracji w jednym z państw europejskich.

Te kontrowersyjne nagrania były początkowo wysłane pojedynczo i anonimowo do zespołu Gułagu.net na wiosnę, powiedział DW Osetschkin. Następnie zgłosił się młody człowiek, który prosił o pomoc w ucieczce na Zachód. To świadek koronny z ponad 40 gigabajtami dowodów: filmów, zdjęć, dokumentów.

- Na początku myśleliśmy, że to szaleństwo, kryminał - mówi Oseczkin. Młody człowiek powiedział nam, że jest informatykiem i sam był więziony. W więzieniu był wykorzystywany jako "pomocnik" z dostępem do bazy danych. Po sprawdzeniu okazało się, że nagrania są autentyczne, a informatorowi udzielono pomocy. - Jest on teraz względnie bezpieczny - zapewnił działacz. 

System w zakładach karnych

Oseczkin wysuwa poważne oskarżenia pod adresem rosyjskich funkcjonariuszy więziennych. − To jest diabelska robota, odczłowieczanie − mówi działacz na rzecz praw człowieka. − Wcześniej nie mogliśmy sobie wyobrazić, że można coś takiego sfilmować za pomocą kamerki osobistej - dodał. Obejrzane nagrania sugerują, że w ramach systemu karnego stworzono system odczłowieczający. Podobno istniały specjalne pomieszczenia, w których regularnie odbywały się tortury, przesłuchania i filmowanie. Według Oseczkina sprawcami byli funkcjonariusze więzienni, ale także inni więźniowie, którzy otrzymywali za to jakąś nagrodę, np. żywność, narkotyki lub dostęp do prostytutek. Wszystko było "uporządkowane". Byli tam oprawcy, ale także reporterzy, którzy pisali protokoły przesłuchań.

Oseczkin mówi o ponad 200 udokumentowanych gwałtach w różnych więzieniach - Doprowadzili do tego szefowie i generałowie więziennictwa w gorączce weryfikacji, aby wykonać rozkazy. Według działacza dojdzie do "dziesiątków spraw karnych i orzeczeń o winie".

Moskwa obiecuje wyjaśnienie sprawy

Obecnie, według oficjalnych danych, toczy się siedem dochodzeń. Wielu obserwatorów jest zaskoczonych szybkością, z jaką rosyjskie przywództwo zareagowało na ujawnione informacje. Oprócz dochodzeń, które zostały przejęte przez Moskwę, zwolniono kilku urzędników i wszczęto wewnętrzne śledztwo. W najbliższych dniach do Saratowa planuje udać się przedstawiciel Prezydenckiej Rady Praw Człowieka.

Dmitrij Peskow, rzecznik prasowy prezydenta Rosji, obiecał "dogłębne wyjaśnienie", jeśli zarzuty się potwierdzą. Głos w sprawie zabrał również Wiaczesław Wołodin, przewodniczący Dumy Państwowej. "Będę trzymał rękę na pulsie" - powiedział czołowy polityk. Dla Wołodina sprawa jest szczególnie paląca, ponieważ pochodzi on z obwodu saratowskiego, gdzie był zastępcą gubernatora.

Niektórzy tłumaczą szybkość działania władz obawami Moskwy, że skandal może negatywnie wpłynąć na nastroje społeczne. To co innego niż rewelacje o skorumpowanych elitach - mówi Oseczkin.

Obrońca praw człowieka jest zadowolony z reakcji mediów i szybkich decyzji. - Taśmociąg z torturami został zatrzymany, co jest przełomem - mówi Oseczkin. Zastanawia się jednak, czy nie uda się go odbudować w innym miejscu, do którego dostęp byłby z kolei trudniejszy. 

Autor: Roman Goncharenko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy