Reklama

Reklama

RMF: Greckie piekło

Mieli zaledwie 20 minut, by się ratować. Dla 81 osób, które straciły swoje życie w pożarach w greckiej Attyce, było to za mało. Władze tego kraju mówią wprost, że ofiar śmiertelnych może być dużo więcej. Nadal nie jest znana konkretna liczba osób zaginionych.

Greckie władze przyznają, że wciąż nie wiedzą, ile osób jest poszukiwanych. Zaznaczają też, że rodziny, które odnajdą już swoich bliskich, nie zgłaszają tego faktu urzędnikom. Nieoficjalnie jednak mieszkańcy Aten i okolic mówią, że władze po prostu boją się paniki, bo liczba zaginionych jest ogromna.

W samym tylko Maratonie wczoraj po południu na liście poszukiwanych było ponad 40 osób, ale w wywiadzie dla greckiej telewizji mer Ilias Psinakis mówił o kolejnych znalezionych ciałach.

W internecie powstał też specjalny serwis, w którym bliscy mogą publikować zdjęcia poszukiwanych. Na razie jest na nim około 20 ogłoszeń, w tym dzieci, m.in. dwóch bliźniaczek, które wsiadły na łódź w greckiej Rafinie, co widać na nagraniach z monitoringu. Później ślad po nich zaginął.

Reklama

- Zamknęliśmy się w domu. Zatrzasnęliśmy okiennice i położyliśmy sobie ręczniki na twarzach. Piekło trwało około godziny. Brakuje mi słów, by opisać, co przeżyliśmy - relacjonuje Anna Kiriazova, mieszkanka Mati.

- Wybuchła panika, ponieważ ulicę zablokowały samochody. Ludzie krzyczeli w histerii. Widzieli, że ogień się zbliża z wiatrem. Czuć było intensywny zapach dymu. Niebo było czarne - opisywał żywioł Theodoros Christopoulos, świadek pożaru.

Mateusz Chłystun


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy