Reklama

"Przegląd": Wiatrowycz odszedł, ale jego zatrute dziedzictwo pozostało

Nie ma sygnałów, by ukraińska polityka historyczna miała się zmienić.

18 września został odwołany ze stanowiska szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyr Wiatrowycz, który pełnił tę funkcję od 25 marca 2014 r. Odchodząc, stwierdził, że zdołał zrealizować większość celów, które przed sobą postawił. Wymienił usunięcie komunistycznej symboliki ze sfery publicznej, otwarcie archiwów KGB, "oddanie sprawiedliwości uczestnikom ruchu wyzwoleńczego", czyli przyznanie praw kombatanckich członkom OUN i UPA (nawet tym, którzy brali udział w zbrodniach przeciwko ludzkości), a także przeprowadzenie szeroko zakrojonej akcji "popularyzacji ukraińskiej historii". Ta akcja polegała głównie na propagowaniu sfałszowanej historii ukraińskiego nacjonalizmu i negacji jego zbrodni. Odwołany szef UIPN nie wspomniał o zablokowaniu możliwości ekshumacji Polaków zamordowanych przez nacjonalistów ukraińskich na dawnych Kresach Wschodnich II RP.

Reklama

Powodu zdymisjonowania Wiatrowycza trzeba szukać w tym, że ekipa prezydenta Wołodymyra Zełenskiego postrzegała go jako człowieka Poroszenki. Na razie nie ma bowiem sygnałów, by miała się zmienić ukraińska polityka historyczna.

18 lipca przewodniczący Ukraińskiego Komitetu Żydowskiego Eduard Dolinsky poinformował, że w Samborze odsłonięto w Alei Chwały pomnik Zynowija Terszakowca - szefa Lwowskiego Krajowego Prowodu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów-Banderowców. Terszakowiec był m.in. odpowiedzialny za organizowanie w Połtawie ukraińskiej policji pomocniczej, która wymordowała ok. 8 tys. Żydów. Ponosi też odpowiedzialność za czystki etniczne na Polakach i zbrodnie na Ukraińcach. Tylko w latach 1947-1948 podległe mu struktury OUN-B i UPA zamordowały w obwodzie lwowskim co najmniej 853 członków partii komunistycznej i bezpartyjnych cywilów - głównie Ukraińców.

Z kolei 28 lipca na cmentarzu w Czerwonym pod Złoczowem uroczyście pochowano szczątki 29 esesmanów z 14. Dywizji Grenadierów Waffen-SS "Galizien" (1. ukraińskiej). W uroczystości tej wziął udział m.in. nowy wiceprzewodniczący Lwowskiej Obwodowej Administracji Państwowej Roman Fyłypiw. Wpisał się on w retorykę UIPN Wiatrowycza. - Na tym miejscu polegli ludzie, którzy mieli honor bronić naszego państwa. Dzisiaj mamy wielką odpowiedzialność, aby kontynuować tę walkę o wyzwolenie narodowe - powiedział Fyłypiw (cyt. za www.kresy.pl).

To tylko dwa z wielu przykładów, które pokazują, że w polityce historycznej Ukrainy nie zaszły zmiany. Jej celem było wykreowanie antyrosyjskiej Ukrainy poprzez budowanie świadomości państwowo-narodowej Ukraińców na tradycji nacjonalistyczno-banderowskiej. Towarzyszyło temu bezprecedensowe fałszowanie historii. Warto przypomnieć, że książkę Wiatrowycza "Stosunek OUN do Żydów: formowanie stanowiska na tle katastrofy" skrytykowali John-Paul Himka, Taras Kuryło, Per Anders Rudling i Grzegorz Rossoliński-Liebe. W ich opinii praca ta zaprzecza antysemityzmowi OUN i zbrodniom nacjonalistów ukraińskich na Żydach i w dużym stopniu przyczynia się do wypaczenia historii. Także inna książka Wiatrowycza, "Druga wojna polsko-ukraińska 1942-1947" została ostro skrytykowana. Historycy, m.in. Grzegorz Hryciuk, Grzegorz Motyka, Andrzej L. Sowa i Andrzej Zięba, zwrócili uwagę, że już samo posługiwanie się terminem wojna do opisu stosunków polsko-ukraińskich w latach 1939-1947 jest próbą ukrycia ludobójczej czystki dokonanej na Polakach przez OUN-B i UPA. Według prof. Zięby książka Wiatrowycza jest pełna przemilczeń i fałszerstw wprowadzających czytelnika w błąd, mających na celu rozgrzeszenie sprawców zbrodni i skonsolidowanie Ukraińców wokół nacjonalistycznej mitologii. Niemiecka badaczka nacjonalizmu ukraińskiego Franziska Bruder już w 2011 r. wezwała świat naukowy do bojkotowania Wiatrowycza.

Niestety, wezwanie takie nigdy nie padło ze strony polskich władz, uważających, że antyrosyjską Ukrainę trzeba wspierać za wszelką cenę. Prof. Włodzimierz Osadczy trafnie zauważył, że bez potępienia przez nowe władze Ukrainy działalności Wiatrowycza jego odwołanie powinno wzbudzać w Polsce nie entuzjazm, ale rozczarowanie, że nastąpiło z półrocznym opóźnieniem. Wiatrowycz odszedł, ale jego zatrute dziedzictwo pozostało i nic nie wskazuje, by miało zostać szybko usunięte z ukraińskiej przestrzeni publicznej.

Bohdan Piętka

Przegląd

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy