Reklama

Reklama

Protesty w Gazie: Jedenasta ofiara śmiertelna po stronie palestyńskiej

28-letni Palestyńczyk zmarł w sobotę w szpitalu wskutek rany odniesionej przed tygodniem, gdy izraelscy żołnierze ostrzelali palestyńskich demonstrantów, którzy atakowali kamieniami i koktajlami Mołotowa posterunki po drugiej stronie granicy Strefy Gazy.

Jest to jedenasty Palestyńczyk, który zginął w trakcie gwałtownych protestów, jakie wybuchły w Strefie Gazy po ogłoszeniu przez prezydenta USA Donalda Trumpa 6 grudnia decyzji o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela i zapowiedzi przeniesienia tam z Tel Awiwu ambasady Stanów Zjednoczonych.  

Po tej decyzji prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas zaostrzył ton swych wypowiedzi pod adresem USA. Zapowiedział, że nie przyjmie wiceprezydenta Mike'a Pence'a, który miał odwiedzić w tym miesiącu Bliski Wschód; Biały Dom przełożył wobec tego jego podróż na styczeń.  

Reklama

W piątek palestyński prezydent oznajmił wręcz, że nie zaakceptuje żadnego planu pokojowego, jaki miałyby do zaproponowania Waszyngton. "Stany Zjednoczone zdyskwalifikowały same siebie" - powiedział Abbas, dając wyraz nastrojom wśród Palestyńczyków.  

Według sondażu przeprowadzonego przez Palestyńskie Centrum ds. polityki i badań (PCPSR), 86 proc. Palestyńczyków opowiada się za zerwaniem stosunków ze Stanami Zjednoczonymi.  

Palestyńska opinia publiczna, według tego ośrodka badawczego, jest przekonana, że polityka premiera Benjamina Netanjahu, uważanego przez Palestyńczyków za najbardziej prawicowego szefa rządu w historii Izraela, kształtuje się pod wpływem Waszyngtonu.  

Nadja Hidżab, cytowana przez AFP dyrektorka palestyńskiego ośrodka analitycznego Al Szabaka, jest zdania, że Abbas musiałby uzyskać od USA poważne ustępstwa, gdyby chciał wznowić dialog z Amerykanami w ramach procesu pokojowego, jednak nie należy liczyć na to za prezydentury Trumpa.  

Według Granta Rumleya, autora książki o Abbasie, "palestyńscy przywódcy bardzo dobrze wiedzą, że w pewnym momencie będą potrzebowali Amerykanów", a Trump liczy na to, iż powrócą do stołu negocjacji".   Na krótką metę - mówi Rumley - Palestyńczycy już stanęli wobec ryzyka utraty sporej części z 400 mln dolarów rocznej pomocy amerykańskiej.  

Projekt ustawy rozpatrywany obecnie przez amerykański Kongres uzależnia wypłatę części tej kwoty od wycofania się władz Autonomii Palestyńskiej z wypłacania zasiłków pomocowych rodzinom Palestyńczyków, zabitych podczas ataków na Izraelczyków. Abbas, świadomy jak bardzo niepopularna byłaby taka decyzja, od lat sprzeciwia się zlikwidowaniu owej pomocy.  

Palestyńczycy uważają te ataki za akty oporu przeciwko trwającej od ponad 50 lat okupacji ich terytoriów.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy