Program Janus. Trump z 26-letnim przedsiębiorcą chcą wyprzedzić resztę świata
Geniusz czy blagier? 26-letni przedsiębiorca Isaiah Taylor ewidentnie oczarował prezydenta USA. Donald Trump chce, aby najpóźniej we wrześniu 2028 r. wyposażono siły zbrojne Stanów Zjednoczonych w małe reaktory, zdatne do transportu. Dzięki nim, nawet po sparaliżowaniu całej sieci energetycznej w USA, armia nie utraci zdolności bojowych. Jednocześnie będzie mogła z większą intensywnością prowadzić wojny w odległych regionach świata.

W skrócie
- Isaiah Taylor, twórca Valar Atomics, zaprezentował moduły zminiaturyzowanego reaktora jądrowego przewiezione samolotem C-17 do Utah San Rafael Energy Lab.
- Reaktor o nazwie Ward 250 ma zostać uruchomiony 4 lipca 2026 roku z okazji 250. rocznicy podpisania Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych.
- Program Janus, zainicjowany z polecenia prezydenta Donalda Trumpa, zakłada wyposażenie armii USA w małe, mobilne reaktory jądrowe do 2028 roku.
- Projekt Isaiaha Taylora napotkał obawy ze strony amerykańskiej Komisji Regulacji Jądrowych dotyczące bezpieczeństwa i potencjalnych zagrożeń farm reaktorów.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Rankiem 15 lutego w bazie lotniczej March Air Reserve w Kalifornii z pasa startowego poderwał się ogromny transportowiec C-17 "Globemaster III".
Na jego pokład wsiedli sekretarz energii USA Chris Wright, podsekretarz departamentu wojny ds. zaopatrzenia Michael Duffey oraz młody człowiek, którego wygląd przywodzi skojarzenia z uczniami amerykańskich college'ów, którzy od nauki wolą grę w futbol.
Jednak to Isaiah Taylor był najważniejszym z pasażerów, bo do C-17 załadowano dwa z sześciu modułów zminiaturyzowanego reaktora jądrowego, zbudowanego przez firmę Valar Atomics. Pozostałe cztery moduły znalazły się na pokładach kolejnych "Globemasterów".
Trzy samoloty obrały kurs na Utah. Tam moduły trafiły do placówki badawczej Utah San Rafael Energy Lab, gdzie zostaną wmontowane w reaktor o nazwie "Ward 250".
Jego uroczyste uruchomienie ma nastąpić dokładnie 4 lipca 2026 r., by uczcić 250. rocznicę podpisania Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych. Na czym osobiście zależy Donaldowi Trumpowi. Zaś twórca Valar Atomics Isaiah Taylor chce, żeby prezydent, dzięki któremu otrzymał właśnie niepowtarzalną szansę zrewolucjonizowania światowej energetyki, poczuł się bardzo zadowolony.
Reaktory Trumpa
Zadowolenie wyraził Chris Wright, informując na platformie społecznościowej X, że "prezydent Trump obiecał oswobodzić z więzów amerykańską dominację energetyczną. Dziś administracja posunęła tę misję naprzód, po raz pierwszy przewożąc reaktor jądrowy drogą powietrzną".
Wspomniane oswobadzanie zaczęło się w maju 2025 r. Prezydent podpisał wówczas rozporządzenie wykonawcze nr 14299 dotyczące: infrastruktury sztucznej inteligencji, wojskowych baz, laboratoriów, misji militarnych, etc. "wymagających niezawodnych źródeł zasilania o wysokiej gęstości".
Trump nakazał departamentom energii oraz obrony (wkrótce przemianował go na Departament Wojny), aby wygospodarowały fundusze i zintensyfikowały prace nad nowatorskimi reaktorami jądrowymi. Tak narodził się "Program Janus".
Wolą prezydenta jest, aby najpóźniej we wrześniu 2028 r. zaczęto wyposażać siły zbrojne Stanów Zjednoczonych w małe reaktory, zdatne do transportu.
Dzięki nim, nawet po sparaliżowaniu całej sieci energetycznej w USA, armia nie utraci zdolności bojowych. Jednocześnie będzie mogła z większą intensywnością prowadzić wojny w odległych regionach świata.
Mobilne reaktory a toczenie wojen
Nowoczesne siły zbrojne zużywają coraz więcej prądu. Baterie i generatory napędzane silnikami spalinowymi stają się więc zupełnie niewystarczające. Mobilne reaktory mogą na początek odmienić oblicze pola walki, a w kolejce już czeka eksploracja kosmosu.
Dodajmy też jeszcze jedno. Podczas obu wojen światowych walczące strony przeznaczały olbrzymie środki na tworzenie nowych technologii. Błyskawiczny rozwój lotnictwa, rakiet, komputerów itd. to ułamek skoków technologicznych, które wykonano.
Potem nowe wynalazki wchłaniała cywilna gospodarka i przekształcała tak, by na nich zarabiać.
Przenośne reaktory jądrowe, generujące energię elektryczną i ciepło, mogą mieć mnóstwo zastosowań. Nie tylko zapewniając prąd miastom, czy pojedynczym osiedlom, ale też zakładom produkcyjnym, szpitalom, a nawet środkom transportu, jak np. pociągi.
Zważywszy że cała nasza nowoczesność oparta jest na energii elektrycznej, firma produkująca takie urządzenia miałaby szansę stać się koncernem z kapitalizacją większą niż: Apple, Microsoft, czy NVIDIA. Taką właśnie wizję przyszłości Isaiah Taylor zaoferował Departamentowi Energii USA oraz amerykański konserwatystom i najbardziej wpływowym ludziom biznesu.
A ci ją kupili. Dlatego to jego reaktor zabrały na powietrzną przejażdżkę "Globemastery". Tak na dobry początek drogi ku gwiazdom lub... spektakularnej katastrofie.
Dziecko biznesu
Wystarczy zajrzeć do wywiadu, jakiego Isaiah Taylor udzielił w czerwcu 2025 r. portalowi informacyjnemu "The American Conservativ" (TAC), prowadzonemu przez American Ideas Institute. Zatytułowano go" "Czy 26-letni Amerykanin jest nuklearnym Prometeuszem?".
Zagadkowe w tym tytule jest wszystko, nawet wiek bohatera, bo choć on sam twierdził, że ma ukończone 26 lat, jednocześnie datę urodzenia staranie ukrywa. Konsekwentnie nie ujawniając jej w przestrzeni publicznej. Można odnieść wrażanie, że po to, aby uchodzić za starszego niż jest. Ale to nie przeszkodziło Valar Atomics pozyskać w 2025 r. ponad 150 mln dolarów na wdrażany przez start-up projekt.
Z tej kwoty najwięcej wyłożyli Palmer Luckey z Anduril Industries i Shyam Sankar z Palantir Technologies. Zaś Departament Energi dopiero zamierza sięgnąć głębiej do portfela, bo Chris Wright wydaje się być zauroczony Isaiahem Taylorem. Podobnie jak konserwatyści z American Ideas Institute, którym patronuje były doradca trzech prezydentów: Nixona, Forda i Reagana - Patrick J. Buchanan.
Ich fascynację można zrozumieć, skoro w wywiadzie dla "TAC" szef Valar Atomics z przekonaniem mówił: "energia powinna być 10 razy tańsza, a energia jądrowa to jedyny sposób, aby to osiągnąć. Są też ludzie, którzy chcą energii bezemisyjnej, a energia jądrowa to również sposób, aby to osiągnąć".
Poza tym Taylor jest żywym ucieleśnieniem "amerykańskiego snu". Dopytywany w mediach społecznościowych, dlaczego rzucił szkołę w wieku 16 lat, odpisał, że cztery lata wcześniej ojciec zaproponował mu układ: "Kupię ci dziś komputer, jeśli podasz mi rękę i obiecasz, że nie będę musiał płacić za twoje studia" - wspominał.
Ojciec liczył, że syn sam zarobi na opłacenie czesnego. Tymczasem on okazał się genialnym samoukiem i bez niczyjej pomocy nauczył się programować.
"Ojciec nie spodziewał się, że gdy skończę 16 lat, będę zarabiać sześciocyfrową kwotę, co skłoniło mnie do rzucenia szkoły średniej i całkowitego porzucenia studiów" - relacjonował Taylor.
Faktem jest, że w marcu 2018 r. został zatrudniony na stanowisku inżyniera oprogramowania przez technologiczną firmę Netscout Systems. Po czym, mając na karku 20 lat, rzucił posadę i założył własne przedsiębiorstwo.
Była nią platforma informatyczna, zajmująca się gromadzeniem danych z silników nowoczesnych aut w czasie rzeczywistym. Tak aby natychmiast zdiagnozować każdą usterkę.
Wówczas - jak twierdzi - zainteresowały go losy jego przodka, Warda Schaapa, który wziął udział w konstruowaniu pierwszej bomby atomowej. Uznawszy, że to nic trudnego, postanowił więc założyć start-up, budujący reaktory jądrowe.
Jak działa maszynka Isaiaha
"Oto mój pradziadek, Ward Schaap, gdy dołączył do Projektu Manhattan w wieku 24 lat. Założyłem Valar Atomics w wieku 24 lat i nazwałem nasz pierwszy reaktor Ward One na jego cześć. Ameryka musi pozostać miejscem, w którym młodzi ludzie mogą robić najbardziej ambitne rzeczy" - napisał na platformie "X" 14 lipca 2024 r. Isaiah Taylor.
Od tego czasu jego wizja zaczęła nabierać konkretnych kształtów. Zespół specjalistów od reaktorów jądrowych zaprojektował małą jednostkę o mocy 5 megawatów, chłodzoną helem.
Jako paliwo posłużą w reaktorze kapsułki TRISO (TRi-structural ISOtropic), czyli mikroskopijne ziarenka uranu, otoczone warstwami ceramiki i węgla. Rodzaj chłodziwa oraz użyte paliwo dają możność pracy urządzenia w temperaturze przekraczającej 900 stopni Celsjusza.
Dzięki temu, poza wytwarzaniem energii elektrycznej, reaktor generuje olbrzymie porcje ciepła. Da się więc go wykorzystywać do inicjowania rożnych reakcji chemicznych, np. rozbijania wody na wodór i tlen.
Wedle wizji Isaiaha Taylora jego "Ward" będzie mógł być używany nie tylko przez wojsko. Równe sprawnie dostarczy energii np.: hutom, kampusom uniwersyteckim, czy bazom księżycowym.
Poza tym "Ward" zaprojektowano tak, by można było łączyć urządzenia w całe farmy reaktorów, liczące nawet setki sztuk. Co pozwoli generować moc podobną do klasycznych elektrowni. Jednak to, co zaproponował Taylor, wzbudziło popłoch w amerykańskiej Komisji Regulacji Jądrowych (NRC).
Zaczęły się bowiem mnożyć głosy specjalistów, że zapewnienie bezpieczeństwa farmie złożonej z setek reaktorów będzie bardzo trudne. Natomiast łatwo ją zamienić w tzw. brudna bombę, gdy choć jeden "Ward" ulegnie uszkodzeniu.
Poza tym będą one generować o wiele więcej odpadów radioaktywnych od klasycznych elektrowni.
Taylor odpowiedział wiosną 2025 r. pozwem sądowym, oskarżając NRC o zbyt wolne procedury licencyjne i blokowanie procesu innowacji. Zapowiedział też przeniesieniem produkcji reaktora na Filipiny.
Ambitny cel
Jednak już latem jego wizjami zachwycił się Departament Energii. Za bardzo obiecującą uznano wizję Taylora, aby zbudować "gigafactory", wzorowaną na przedsięwzięciach Elona Muska. Przy czym olbrzymi zakład produkowałby seryjnie nie baterie, lecz reaktory jądrowe - obniżając koszty ich wytwarzania oraz szybko zaspokajając potrzeby armii USA. Po takim sukcesie przed Taylorem otworzyłby się nieograniczone możliwości. Jak sam przyznaje, jego celem na początek jest zdominowanie przemysłu jądrowego w USA.
Podobnie jak zrobił to SpaceX Muska, jeśli idzie o przemysł kosmiczny.
Jednak to nadal tylko początek, bo z grupą zdolnych, młodych wizjonerów stworzył nieformalne stowarzyszenie, znane jako "Gundo bros". Jak opowiadał "TAC". są to przedsiębiorcy: "którzy kochają Amerykę i kochają budować realne rzeczy w świecie fizycznym. Chcemy budować samoloty, samochody, pociągi i reaktory jądrowe. Chcemy modyfikować pogodę i sprawić, by robiła to, czego chcemy, przejąć władzę nad Ziemią i bronić Ameryki przed jej wrogami".
Ambitnie, acz na razie musi zadbać, aby reaktor nazwany na cześć pradziadka nie zawiódł wielkich oczekiwań Trumpa. Tym bardziej, że członkowie Komisji Regulacji Jądrowych twierdzą, że to, co obiecuje Taylor jest wręcz niemożliwe do bezpiecznego zrealizowania, za to może przynieść katastrofalne skutki.
Andrzej Krajewski















