W skrócie
- Zbigniew Rau uważa, że obecność przedstawiciela MSZ podczas wizyty prezydenta Nawrockiego w USA mogłaby bardziej zaszkodzić niż pomóc.
- Były szef dyplomacji wylicza trzy kluczowe powody utrudniające relacje polskiego MSZ z administracją Donalda Trumpa, w tym reputację Sikorskiego.
- Brak udziału MSZ w delegacji oraz działania wcześniejszych przedstawicieli polskiej dyplomacji Rau określa jako kompromitację.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
- Nie rozumiem, dlaczego doradcy pana prezydenta sieją zamęt i odchodzą od praktyk, które służą sukcesowi wizyt prezydenta, za które oczywiście trzymamy kciuki - stwierdził wicepremier Radosław Sikorski, dzień przed wizytą prezydenta Karola Nawrockiego w Waszyngtonie.
Podległy Sikorskiemu resort dyplomacji podkreśla, że żaden z wiceministrów spraw zagranicznych nie otrzymał zaproszenia od kancelarii Nawrockiego do udziału w delegacji do USA. Zarówno szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych, jak i rzecznik rządu Adam Szłapka, otwiera się w nowym oknie wskazują, że brak przedstawiciela ministerstwa w zespole Nawrockiego to odejście od "dobrej praktyki".
O zamieszanie wokół składu delegacji do Waszyngtonu zapytaliśmy Zbigniewa Raua, byłego szefa MSZ w rządzie Prawa i Sprawiedliwości.
- Gospodarzem wizyty po polskiej stronie jest prezydent. Jego instrumentem jest kancelaria (prezydenta - red.). Jeśli nie zwracała się z zaproszeniem dla MSZ, to uznała, że ze względów politycznych, psychologicznych czy nawet, powiedziałabym, kulturowych, w danym momencie taka obecność może zrobić więcej złego niż dobrego - podkreśla w rozmowie z Interią.
Karol Nawrocki w USA. "Przedstawiciel MSZ tylko by zaszkodził"
Rau wskazuje, że w czasie tego rodzaju delegacji, kiedy w spotkaniu uczestniczą głowy państw, to minister czy wiceminister najczęściej nie zabierają głosu podczas rozmów delegacji.
- Odstępstwo od tej sytuacji jest dwojakiego rodzaju. Kiedy prezydent zwraca się do ministra, by jakąś sprawę wyjaśnił lub przypomniał. Albo, co zdarza się dużo rzadziej, minister lub wiceminister prosi głowę państwa, czy może zabrać głos, by coś wyjaśnić, uzupełnić - mówi nam Rau.
Dopytujemy, czy ze względu na rangę relacji polsko-amerykańskich ktoś z kierownictwa MSZ nie powinien jednak uczestniczyć w rozmowach delegacji na spotkaniu Nawrocki-Trump.
- Powiem wprost. Gdyby tam był przedstawiciel (obecnego - red.) MSZ, w niczym by nie pomógł, tylko zaszkodził - komentuje były szef resortu dyplomacji. Dalej wymienia trzy sprawy, które w jego ocenie obciążają obecne kierownictwo Ministerstwa Spraw Zagranicznych w relacjach z administracją Donalda Trumpa.
Zbigniew Rau o "nietakcie wobec Trumpa"
Polityk PiS wskazuje, że problemem jest nie tyle obecność przedstawicieli MSZ w delegacji prezydenta, co - w jego ocenie - osoba samego ministra.
- Reputacja pana ministra Sikorskiego jest tam ustalona, ze względu na różne PR-owskie sukcesy, począwszy od "thank you, USA" - mówi nam Rau, nawiązując do zdjęcia podpisu zdjęcia, które Sikorski opublikował po uszkodzeniu gazociągu Nord Stream, otwiera się w nowym oknie. - I wiele innych wypowiedzi oficjalnych i półoficjalnych. Strona amerykańska wszystko doskonale pamięta - dodaje były szef MSZ.
Jednak zdaniem Raua trudności w relacjach Sikorskiego z administracją amerykańską jest więcej. - Ze względu także, przy całym szacunku dla więzi małżeńskich, jednoznaczne stanowisko żony pana ministra w sporze ideowym na wschodnim wybrzeżu - zaznacza, wskazując na krytyczne wobec administracji Trumpa publikacje Anne Applebaum.
- Trzecia sprawa. Jednak dokonania niedyplomatyczne jeszcze z czasów senatora Klicha, który dzisiaj kieruje ambasadą, są też znane - uważa polityk PiS. - W związku z tym byłoby z tej perspektywy nawet nietaktem wobec prezydenta Trumpa przychodzić z takim anturażem - podkreśla Rau w rozmowie z Interią.
Czytaj też: Wiceszef MSZ dosadnie, chodzi o wizytę Nawrockiego. "Wymogi zostały złamane", otwiera się w nowym oknie
Sikorski spotkał się z Rubio. Rau o "kompromitacji"
Tymczasem dzień przed wizytą Nawrockiego w Waszyngtonie Radosław Sikorski poleciał na Florydę, gdzie spotkał się z sekretarzem stanu Marco Rubio. Razem wręczali Nagrodę Solidarności im. Lecha Wałęsy.
- A z czyjej to inicjatywy? Z polskiej, ze względów prostych, politycznych na użytek wewnętrzny w Polsce. Można to zrozumieć, ale należy ubolewać nad tym scenariuszem, bo nie jest poważny, skoro nie ma ministra u boku jego prezydenta, który jest zaproszony do Waszyngtonu nie tak jak wielu przywódców europejskich - twierdzi Rau.
Wskazuje przy tym na szczyt Trump-Zełenski w Waszyngtonie. Prezydentowi Ukrainy towarzyszyli europejscy liderzy, którzy zostali usadzeni w Gabinecie Owalnym w rzędzie przed prezydentem USA. - W dyplomacji nie ma przypadków. Gospodarz siedział za biurkiem w wygodnym fotelu, a z drugiej strony siedzieli goście, którzy dobrodziejstwa elastycznej ergonomii byli pozbawieni - komentuje nasz rozmówca.
- Kiedy głowa państwa jedzie do Białego Domu, każdy wie, że miejsce ministra spraw zagranicznych powinno być też tam. Jeśli nie jest, a szuka swojego miejsca w Stanach Zjednoczonych i sekretarz stanu dołącza z uprzejmości, to widać, że to jest, nie waham się tego tak określić, kompromitacja naszej dyplomacji. W takiej sytuacji trzeba zacisnąć zęby i siedzieć w domu - ocenia Zbigniew Rau. - Tutaj ze względów trudnych do uzasadnienia protokolarnie, mamy do czynienia z tym, co mamy - dodaje.
Zdaniem Raua nie bez znaczenia jest również osobiste podejście Donalda Trumpa do polskich władz. - Z Karolem Nawrockim odczuwa pewną więź. Silniejszą, niż w wielu innych przypadkach. Prezydent Trump Polskę lubi. Polaków szanuje, dlatego że uważa, że jego wystąpienie w Warszawie (w 2017 roku - red.), było jednym z najlepszych w jego karierze politycznej. Jak dołożymy do tego to, co dla niego jest bardzo ważne - kto ile wydaje na własne zbrojenia, Polska jest tu absolutnym prymusem, jestem przekonany, że jak patrzy na te dokonania, to ze względów ideowych, ale też ze względu na własne doświadczenie, wydaje się mu, że to jest większa zasługa obozu politycznego, który wsparł prezydenta Nawrockiego, niż tego drugiego - uważa Zbigniew Rau.
Z Forum Ekonomicznego w Karpaczu Jakub Krzywiecki












