Reklama

Reklama

Prezydent Andrzej Duda: Nie uznajemy zmian granic, których Rosja chce dokonać w Europie siłą

Prezydent Andrzej Duda mówił w Budapeszcie o rejonach "okupowanych przez Rosję". "To precedens, który musi zostać anulowany poprzez przywrócenie międzynarodowo uznanych granic Ukrainy (...) Nie uznajemy zmian granic, których Rosja chce dokonać w Europie siłą" - podkreślił.

Podczas konferencji prasowej prezydent Duda został zapytany o sytuację przy granicy ukraińsko-rosyjskiej i ukraińsko-białoruskiej, koncentrację wojsk rosyjskich na tamtym terenie, możliwe scenariusze rozwoju sytuacji, rolę Polski w przypadku eskalacji działań oraz o kwestię umiędzynarodowienia tego tematu.

- Mogę śmiało odpowiedzieć na to pytanie, że temat jest umiędzynarodowiony. To, nie ma co ukrywać, jedna z kwestii, o których rozmawiałem w zeszłym tygodniu, w czwartek z sekretarzem generalnym Sojuszu Północnoatlantyckiego panem Jensem Stoltenbergiem - odpowiedział.

Reklama

Prezydent Duda podkreślił, że "to nie jest wyłącznie - z naszego punktu widzenia - kwestia bezpieczeństwa Ukrainy". Zaznaczył, że jest to "ogromnie ważne", a więc jest też na bieżąco monitorowane, o czym rozmawiał także z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim.

- To jest kwestia w ogóle bezpieczeństwa Sojuszu Północnoatlantyckiego. Proszę pamiętać, że jeżeli mówimy o jakieś koncentracji wojsk rosyjskich, czy relokacji wojsk rosyjskich, która ma miejsce wokół granic Ukrainy, to dzieje się również i w obszarze Białorusi. Nie jest żadną tajemnicą, że po manewrach Zapad'21, które miały miejsce jesienią, a których kulminacja była we wrześniu, część jednostek rosyjskich pozostała na terenie Białorusi - przypomniał.

Donieck, Ługańsk i Krym pod okupacją

W związku z tym, w jego ocenie, można mówić o tym, że właśnie te jednostki rosyjskie "stanowią pewne wzmocnienie" w tym rejonie. Dlatego - jak kontynuował - przekazał Stoltenbergowi swoją opinię, że "to wymaga podwyższonej gotowości ze strony Sojuszu Północnoatlantyckiego do tego, by przede wszystkim bronić granic Sojuszu Północnoatlantyckiego i bezpieczeństwa państw Sojuszu Północnoatlantyckiego, poczynając od państw bałtyckich, poprzez całą wschodnią flankę, aż do do Rumunii, Grecji, Bułgarii i tak dalej".

Prezydent Duda zapewnił, że na bieżąco jest monitorowana także sytuacja na Ukrainie, bo - jak zaznaczył - "jest sprawą oczywistą, że dzisiaj rejony Ługańska, Doniecka czy Krymu, są cały czas okupowane przez Rosję". 

- Ale my absolutnie nie uznajemy tych zmian granic, których Rosja chce dokonać w Europie siłą. Uważamy, że jest to precedens, który musi zostać anulowany poprzez przywrócenie międzynarodowo uznanych granic Ukrainy. I mam nadzieję, że także i Sojusz Północnoatlantycki tutaj w sposób jednoznaczny będzie w tym zakresie Ukrainę wspierał - oświadczył.

Wzmocnienie sojuszu na wschodniej flance

Prezydent wyraził nadzieję, że "bezpieczeństwo Sojuszu poprzez wzmocnienie Sojuszu na wschodniej flance, ale przede wszystkim poprzez wzmocnienie gotowości, jest już w tej chwili realizowane i będzie w najbliższym czasie realizowane, choćby poprzez wzmocnienie misji Air Policing, czy też w razie konieczności wysłanie w celu obserwacji samolotów AWACS (ang. Airborne Warning and Control System - Lotniczy System Ostrzegania i Kontroli - przyp. red.)".

Władze w Kijowie informują o koncentracji ok. 90 tys. rosyjskich żołnierzy w pobliżu granicy Rosji z Ukrainą. Dane wywiadowcze wskazują również na istnienie konkretnych planów, sugerujących ponowną rosyjską inwazję na Ukrainę tej zimy. Część ekspertów uważa, że do ewentualnego ataku mogłoby dojść także z terytorium Białorusi.

W poniedziałek białoruski minister obrony Wiktar Chrenin poinformował o planowanych przez jego kraj i Rosję manewrach "w ramach zabezpieczania granicy południowej" z Ukrainą. Z kolei Alaksander Łukaszenka oświadczył w poniedziałek, że "Zachód rozumie, po której stronie będzie Białoruś w przypadku wojny na granicy Federacji Rosyjskiej". 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL