Reklama

Reklama

Prawdziwa historia zamachów. 11 września to nie był początek

Zamach z 11 września 2001 roku był najkrwawszym atakiem w historii. Pochłonął niemal trzy tysiące ofiar. Od tego momentu myślenie o terroryzmie zdominowało połączenie go z islamem. Jednak historia agresji jest znacznie dłuższa i bardziej skomplikowana.

Świat na zawsze zapamięta 11 września 2001 jako dzień zmieniający bieg historii. To wydarzenie rozpoczęło tzw. Wojnę z Terrorem, której efektem, choć bardzo szacunkowym, była śmierć kolejnych 800 tysięcy osób. Od tych wydarzeń minęło 20 lat. Świat i sam terroryzm zmienił się diametralnie.

Europa zamachami stoi

W Polsce w latach 1905-1907 bojówki PPS (Polska Partia Socjalistyczna) i SDKPiL (Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy) przeprowadziły szereg zamachów, w tym bombowych. Ich przyczyną miała być chęć poprawy warunków życia robotników i uzyskania ustępstw dla autonomii Polaków. W najgorętszym okresie dochodziło nawet do dwóch zamachów dziennie. Warto wspomnieć, że jednym z konstruktorów bomb był ówczesny student chemii, a późniejszy prezydent Polski Ignacy Mościcki. Natomiast w sławnym napadzie na pociąg znanej jako akcji pod Bezdanami wzięło udział późniejszych czterech polskich premierów: Józef Piłsudski, Walery Sławek, Aleksander Prystor i Tomasz Arciszewski. Ciekawostką jest to, że w chaosie omal nie zginął Józef Piłsudski postrzelony przez swojego kolegę. Jednak najsłynniejszym aktem terrorystycznym było oczywiście zabójstwo arcyksięcia Ferdynanda, które zapoczątkowało I wojnę światową.

Reklama

Czas zimnej wojny był "rajem" dla działalności grup, które chciały za pomocą działań przemocowych osiągnąć swoje cele. Dwa wielkie bloki rywalizowały ze sobą i wspierały każdego, kto uderzał w interesy strony przeciwnej. IRA, która domagała się zniesienia resztek okupacji brytyjskiej, a później walczyła o zjednoczenie swoich ziem, była dofinansowywana przez Związek Radziecki. Tak samo jak baskijska ETA.

Strach USA przed widmem komunizmu doprowadził do walki z tym, co nosiło najmniejsze znamiona lewicowości. CIA wraz z tajnymi włoskimi służbami rozpoczęły operację "Gladio", której jedynym zadaniem było niedopuszczenie partii lewicowych i komunistycznych do władzy za pomocą wszelkich środków. Działanie tej organizacji doprowadziło do tzw. czasu ołowiu, czyli serii zamachów terrorystycznych we Włoszech. Należy pamiętać, że pierwszy zamach przeprowadziły organizacje neofaszystowskie, które swoim działaniem doprowadziły do powołania szeregu organizacji anarchistycznych. Atak ten spełnił swoje zadanie, prowokując lewicowe bojówki do organizacji własnych zamachów, tym samym powodując spadki poparcia.

Nowy wiek, nowe oblicze

Zimna wojna naznaczona była terroryzmem wyzwoleńczym i ideologicznym. Czy podobny charakter ma więc terroryzm XXI wieku?

Tu z odpowiedzią przychodzi Donald Rumsfeld. Główny architekt inwazji na Irak powołał zespół roboczy, który miał zająć się badaniem tematu terroryzmu. W końcowym raporcie zespołu czytamy: "Nie jest tak, że muzułmanie »nienawidzą naszej wolności«. W rzeczywistości nienawidzą oni naszej polityki". Wśród elementów amerykańskiej polityki zagranicznej, które wywołują tę wrogość, raport wymienia "bezpośrednie interwencje Ameryki w krajach muzułmańskich", wspieranie dyktatorów w krajach takich jak Arabia Saudyjska i Egipt, a ponad wszystko "amerykańską okupację Iraku i Afganistanu".

Jednak czy to oznacza, że terroryzm nie ewoluuje? Dr Michał Piekarski z Zakładu Studiów nad Bezpieczeństwem UWr odpowiada na to pytanie.

- Nie. Przy czym trzeba pamiętać, że terroryzm jest jak choroby nowotworowe - słowo rak nie oznacza jednej choroby, ale wiele, podobnie jak terroryzm oznacza de facto wiele terroryzmów, które wyrastają na glebie, jaką tworzy zarówno środowisko międzynarodowe, dynamika polityczna jak i społeczna poszczególnych regionów i państw i wreszcie procesy radykalizacji zachodzące na poziomie małych grup społecznych i poszczególnych osób. Na to nakładają się na przykład szanse i ograniczenia w dostępie do narzędzi ataku. To też było widać po 11 września, gdy każde kolejne ograniczenia i zaostrzone sposoby inwigilacji rodziły kolejne sposoby dokonywania zamachów. Stąd też pojawił się w magazynie Inspire cykl "Open Source Jihad" - czyli jak zrobić zamach czymś, co jest względnie proste do przeprowadzenia. Były to porady w rodzaju: Jesteś w Ameryce? Kup AR-15, jest dostępny. Nie możesz zdobyć broni? Zrób bombę w kuchni swojej mamy (dosłownie, taki był tytuł artykułu). Nie umiesz zrobić bomby? Kup duży samochód i wjedź w tłum. Wręcz radzono, by zamiast dużego zamachu przeprowadzić mały, bo wiele małych ataków pomoże w odniesieniu ostatecznego zwycięstwa, nękając przeciwnika i zmuszając go do rozproszenia sił.

Od Nasera do Mubaraka

Religijny terroryzm, w tym przypadku islamski jest bezpośrednio połączony z działaniami mocarstw zachodnich na Bliskim Wschodzie. By to zrozumieć, trzeba krótko prześledzić nurty, jakie dominowały w krajach MENA (Bliski Wschód i Afryka Północna).

Proces modernizacji krajów arabskich po II wojnie światowej, a tym samym dekolonizacji, postępował w duchu myśli socjalistycznej i świeckiej. W społeczeństwach arabskich panował analfabetyzm, a poziom życia wielu obywateli przypominał ten sprzed rewolucji przemysłowej.

Czołowym "ideologiem" tych zmian był Gamal Abdel Naser, który rządził Egiptem. To on rozprzestrzeniał nurt panarabizmu. Egipt pod jego rządami stał się centrum kulturowym jak i liderem politycznym arabów. Głównym założeniem Naseryzmu było wprowadzenie socjalizmu bez ślepego powielania wypaczeń z ZSRR. Egipt osiągnął na polu poprawy życia swoich obywateli bardzo duże sukcesy, jednak nie było mowy o demokratyzacji społeczeństwa. Dodatkowo kolejne konflikty z Izraelem kończyły się klęskami, tak samo jak stworzenie jednego wielkiego państwa arabskiego.

Kolejnym rozdziałem w historii gospodarczej Egiptu to polityka Infitah  (z arab. Otwarcie) wprowadzony przez Anwara Sadata, następcę Nasera. Miała ona polegać na otwarciu Egiptu na zagranicznych inwestorów oraz częściowej demokratyzacji. Jednakże po śmierci Sadata w 1981, politykę ze zmianami, prowadził Hosni Mubarak. Egipski dyktator wprowadził w pełni neoliberalne reformy, w duchu Reaganowskim.

Przyjęcie neoliberalnych reform w duchu Konsensusu Waszyngtońskiego stało się katastrofą dla krajów Bliskiego Wschodu. Ubóstwo w regionie MENA wzrosło z 24,8% osób żyjących za 2 USD dziennie w 1990 r. do 29,9% w 1998 r., podczas gdy wzrost gospodarczy faktycznie zatrzymał się w latach 1985-2000. Warto dodać, że osoby, które zarabiały np. 2,5 USD dziennie, już nie wpisywały się do tej statystyki, lecz nie trudno sobie wyobrazić, że ich stan wcale nie był lepszy od tych, co zarabiali poniżej 2 USD.

Brak opozycji, która w większości była zdelegalizowana, bądź była kontrolowana i dopuszczalna przez władzę, nie stanowiła konkurencji. Jedyną pozostałą siłą, był islam. Dodatkowo pogarszająca się sytuacja bytowa milionów arabów pchała ich w objęcia religii. Jednak co ważne islamski terroryzm uderzał bezpośrednio w USA i ich sojuszników z powodu ich polityki, a nie dlatego, że byli innego wyznania.

Nowy terroryzm?

Takie organizacje jak Al-Kaida, Al-Nusra, Daesh, Dżabhat an-Nusra itd. uderzały w ludność cywilną, ponieważ to ich krzywda jest najmocniejszym naciskiem na decydentów. Terroryzm w XXI wieku dzięki globalizacji jeszcze bardziej się "zindywidualizował". Nie oznacza to, że wcześniej takich ataków nie było. By daleko nie szukać, wystarczy przywołać zabójstwo izraelskiego premiera Ichaaka Rabina, którego zamordował żydowski ekstremista z powodów ideologicznych.

Michał Piekarski uważa, że 20 lat po zamachach na WTC terroryzm (nie tylko islamski) zmienił się w zupełności.

-  Sam nurt fundamentalizmu sunnickiego przeszedł wyraźną ewolucję. Al-Kaida w 2001 roku chciała atakować Stany Zjednoczone jako państwo wspierające prozachodnie rządy w państwach arabskich - gdy to wsparcie by zniknęło, rządy choćby saudyjskiej rodziny królewskiej zostałyby obalone. Teraz przekaz oraz działania organizacji takich jak ISIS są odmienne. Ci, którzy dokonują zamachów w Europie to w przytłaczającej większości ludzie, którzy tam się urodzili lub żyli od wczesnego dzieciństwa. Ich rodzice pracowali w przemyśle, mogli liczyć na względnie stabilne zatrudnienie, obecnie już tego nie mają. Radykalizacja przebiega, więc w innym kontekście i efekty są inne. Przykładowo: 11 września zaatakowano  Pentagon i WTC, a planowano uderzyć w Kapitol lub Biały Dom, najbardziej symboliczne dla amerykańskiej potęgi cele. W ostatniej dekadzie mamy za to sporo ataków wymierzonych w przypadkowe osoby albo zwykłych policjantów i żołnierzy patrolujących ulice, czasami tylko te ataki mają jakiś symboliczny kontekst, jak zamach w Nicei w 2016 czy zamordowanie Samuela Paty.

Czy czeka nas fala kolejna fala terroryzmu?

- O ile nasza perspektywa terroryzmu - nasza w sensie - zachodnia to głównie terroryzm islamskich fundamentalistów, to widoczne jest, że zaostrzać się będą wewnętrzne konflikty kulturowe. Żeby daleko nie szukać. Mieliśmy już w Polsce próbę zamachu na Paradę Równości w Lublinie, widoczne są inne niepokojące sygnały świadczące, że może dojść do aktów przemocy. Mając na uwadze, jak wyglądają obecnie napięcia społeczne w Europie, gdzie konflikty klasowe i ekonomiczne są ujmowane w ramy narracji kulturowych i nacjonalistycznych - jest prawdopodobne, że będziemy obserwować nasilenie się terroryzmu skrajnej prawicy, nacjonalistycznego, ksenofobicznego  i rasistowskiego w treści. Co może doprowadzić do odpowiedzi z drugiej strony sceny politycznej - odpowiada Piekarski.

20 lat po zamachach na WTC warto zatrzymać się na chwilę i spróbować zreflektować się co doprowadziło do tak wielu tragedii. U progu trzeciej dekady XXI wieku, całkiem możliwe, że terroryzm, który jest obecny w Europie od dziesiątek lat, wróci w formie, jaki był znany sprzed zamachów w Madrycie, Londynie czy w Paryżu. Myślę, że marnym pocieszeniem będzie, że za atakami stać mogą organizacje z Europy, a nie z Bliskiego Wschodu. Bo gdy stoi się nad trumną ból jest zawsze taki sam.





Reklama

Reklama

Reklama