Reklama

Reklama

Polski turysta zaginął w Tatrach. Ratownicy opublikowali jego zdjęcie

Słowaccy ratownicy górscy od soboty poszukują 54-letniego Polaka, który nie wrócił z samotnej wędrówki w Tatry. W środę ratownicy opublikowali jego zdjęcie prosząc o kontakt osoby, które mogły widzieć poszukiwanego.

Poszukiwany od soboty 54-latek miał dotrzeć szlakiem turystycznym do Jaworzyny Tatrzańskiej, gdzie o umówionej godzinie czekał na niego kolega. Gdy turysta tam nie dotarł i nie odbierał telefonu, zaalarmowano ratowników.

Horska Zachranna Służba prosi o kontakt osoby, które spotkały na szlaku poszukiwaną osobę, o kontakt pod słowackim numerem telefonu 18 300.

Polski turysta zaginął w Tatrach. Trudne warunki w górach

Słowaccy ratownicy zlokalizowali sygnał telefonu komórkowego zaginionego, który logował się w Słowacji w sobotę pomiędzy godz. 14. a 15. W nocy z soboty na niedzielę ratownicy przemierzyli szlak, którym miał podążać Polak. Poszukiwania były kontynuowane, ale nie natrafiono na żadne ślady.

Reklama

W wyższych partiach Tatr panują bardzo trudne warunki do uprawiania turystyki. Szlaki w wielu miejscach są oblodzone.

Seria tragicznych wypadków w Tatrach

Od początku sezonu od tatrzańskich ratowników dowiadujemy się o, często tragicznych, wypadkach, do których dochodzi w górach. 

5 października ratownicy z  Horskiej Zachrannej Służby przekazali, że 71-letni turysta z Polski idąc w środę na Rysy od strony słowackiej spadł w przepaść w kierunku Żabich Stawów Mięguszowieckich. Mężczyzna po upadku z około 300 metrów doznał poważnych obrażeń głowy i urazów wewnętrznych. Trafił do szpitala.

Dwa dni później życie stracił mężczyzna, który spadł z wysokości porwany przez niewielką lawinę.  Turysta idący szlakiem w rejonie Przełęczy Krzyżne spadł wraz z śniegiem na stronę Doliny Roztoki doznając śmiertelnych obrażeń. Na miejscu pojawili się ratownicy TOPR, jednak na pomoc było już za późno.

Upadku nie przeżyła też kobieta, która prawdopodobnie obsunęła się po twardym, zlodowaciałym śniegu 11 października. Kobieta po 350-metrowym upadku z wysokości leżała nieprzytomna z poważnymi obrażeniami, m.in. czaszki, klatki piersiowej i kończyn z wyczuwalnym tętnem. Niestety w trakcie opatrywania krwotoków, tętno turystki przestało być wyczuwalne, wobec czego rozpoczęto zabiegi resuscytacyjne. Mimo wysiłków kobiety nie udało się uratować.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy