Polska i Francja górą, bolesna porażka Niemiec. Za kulisami główną rolę odegrał polski polityk
Jak ustaliła Interia, to były polski minister rozwoju odegrał kluczową rolę w zaskakującej decyzji Parlamentu Europejskiego. Skierowanie umowy UE-Mercosur do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej to wielkie zwycięstwo jej przeciwników. W tym między innymi polskiego rządu. To jednocześnie bolesna porażka Ursuli von der Leyen i niemieckiego rządu. Zwolennicy porozumienia z krajami Ameryki Południowej mają jednak w zanadrzu plan B.

Jeszcze tydzień temu praktycznie nikt - ani dziennikarze, ani analitycy, ani czołowi unijni politycy - nie wierzył, że wniosek o skierowanie umowy UE-Mercosur do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) ma szansę zyskać większość w Parlamencie Europejskim. Tymczasem, ku zaskoczeniu wszystkich, tak właśnie się stało. Chociaż zwycięstwo było minimalne. Wniosek poparło 334 europosłów, przeciwko niemu było 324, a 10 wstrzymało się od głosu.
Jak dowiaduje się Interia, negocjacje i przekonywanie europosłów do głosowania za wnioskiem trwały do późnych godzin wieczornych 20 stycznia. A jedną z kluczowych ról w budowaniu minimalnej, ale zwycięskiej większości odegrał jeden z polskich eurodeputowanych - Krzysztof Hetman, były minister rozwoju i technologii w rządzie Donalda Tuska, a obecnie wiceprzewodniczący komisji rolnictwa i rozwoju wsi w Parlamencie Europejskim.
UE-Mercosur. Kilkaset rozmów i trzy kluczowe kwestie
- Wydaje się, że zadecydowała mrówcza praca Krzysztofa Hetmana z naszej delegacji oraz paru innych kolegów z innych delegacji narodowych. Różnica 10 głosów to tyle co nic. W praktyce to margines pięciu głosów w jedną stronę - mówi Interii Adam Jarubas, wiceprezes PSL i europoseł Europejskiej Partii Ludowej (EPL).
Sam Hetman, gdy pytamy go, w jaki sposób przeciwnikom umowy z Mercosurem udało się zmontować w europarlamencie większość, w którą praktycznie nikt nie wierzył, odpowiada, że kluczowe były "determinacja, upór i zaangażowanie".
- Złożyliśmy ten wniosek w listopadzie, przygotowany był we wrześniu, a pracowaliśmy nad nim już od wiosny ubiegłego roku. W tym czasie wiele osób mówiło mi, że to nie ma sensu, że wszystko jest już rozstrzygnięte - wspomina.
Dodaje też, że do ostatnich godzin przed głosowaniem zwolennicy wniosku do TSUE spotykali się i rozmawiali z kolegami i koleżankami z PE. Łącznie dało to "kilkaset rozmów indywidualnych, żeby przekonać ich do poparcia tego wniosku do Trybunału".
Hetman żartuje, że udało im się przekonać nawet jedną posłankę z Niemiec, choć nasi zachodni sąsiedzi są w zgodnej opinii największym beneficjentem podpisania umowy UE-Mercosur.
Hetman podkreśla, że kluczowe dla sukcesu były trzy argumenty.
- Po pierwsze, słuszność obaw co do treści samej umowy, jej zgodności z unijnymi traktatami i wpływu na unijne rolnictwo.
- Po drugie, kwestia ambicjonalna, czyli niepozwolenie Komisji Europejskiej na marginalizację Parlamentu Europejskiego w procesie przyjmowania budzącego wielkie emocje porozumienia. Mówiła o tym Anna Bryłka w rozmowie z Interią.
- Po trzecie, odpowiedzialność za liczną grupę społeczno-zawodową, jaką stanowią rolnicy.

- Trzeba było odpowiedzieć na ich obawy, bo w jakiejś części także oni na nas głosowali. To jest kwestia zaufania obywateli do nas, polityków, że będziemy skutecznie chronić ich interesów. Ich, a nie rolników brazylijskich czy argentyńskich, bo nie oni na nas głosowali - podkreśla europoseł Hetman.
Dodaje też, że umowa z krajami Mercosuru musi być sprawiedliwa i uczciwa.
- Taka umowa nie może już na starcie zakładać, że jedni liczą tylko zyski, a drudzy tylko straty. To jest z gruntu nieuczciwe - zaznacza.
Bolesna lekcja dla Ursuli von der Leyen
Największą polityczną przegraną głosowania w europarlamencie bez wątpienia jest przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Niemka zainwestowała bardzo dużo w domknięcie negocjacji i podpisanie umowy z krajami Ameryki Południowej. Nie tylko była twarzą całego projektu, ale też zaryzykowała próbę sił w gronie państw członkowskich i między instytucjami unijnymi.
Kilka dni przed kluczowym głosowaniem w europarlamencie von der Leyen rozmawiała na zamkniętym spotkaniu z europarlamentarzystami Europejskiej Partii Ludowej, a więc frakcji politycznej, do której sama należy.
- Jeśli Mercosur upadnie, możemy zapomnieć o UE jako globalnym graczu - przestrzegła zebranych szefowa Komisji Europejskiej.
Chciałbym, żeby przewodnicząca von der Leyen wyciągnęła konsekwencje z takiego bardzo protekcjonalnego, siłowego procedowania tej umowy. Z lekceważenia instytucji PE oraz samych rolników
Dlaczego von der Leyen stawia sprawę Mercosuru tak zero-jedynkowo? Powody są dwa. Ten bardziej oficjalny mówi o znaczącym zwiększeniu konkurencyjności unijnej gospodarki i dywersyfikacji handlowej w obliczu niepewnych relacji ze Stanami Zjednoczonymi oraz Chinami. Ten mniej oficjalny każe spojrzeć na Niemcy, a więc ojczyznę von der Leyen. To właśnie Niemcy, a w zwłaszcza niemiecki przemysł samochodowy, miały być największym beneficjentem porozumienia z krajami Ameryki Południowej.
- Zbyt wiele wątpliwości i zbyt wiele niejasności było wokół tej umowy. Nie można było tego ignorować i zamiatać pod dywan - mówi Interii Marta Wcisło, europosłanka Koalicji Obywatelskiej należąca do Europejskiej Partii Ludowej (EPL).
- TSUE jest instytucją absolutnie niezależną i niezawisłą, dlatego wierzę, że wnikliwie pochyli się nad wnioskiem PE. Nie ma teraz możliwości wycofania tego wniosku z TSUE. To, co podpisała przewodnicząca KE, to jedno, ale to, co my zrobiliśmy jest kluczowe i bezdyskusyjne - zaznacza polityczka Koalicji Obywatelskiej.
Mówi Adam Jarubas, europoseł PSL: - To głosowanie pokazało determinację Parlamentu Europejskiego. Jest też ostrzeżeniem dla Komisji, że nie można lekceważyć PE. Nawet część posłów, którzy co do zasady byli zwolennikami tej umowy, była zdegustowana drogą na skróty, którą wybrała KE. Drogą siłowego forsowania tej umowy od samego początku i lekceważenia Parlamentu.
- Chciałbym, żeby przewodnicząca von der Leyen wyciągnęła konsekwencje z takiego bardzo protekcjonalnego, siłowego procedowania tej umowy. Z lekceważenia instytucji PE oraz samych rolników. To na pewno jest lekcja, pytanie, czy będzie skuteczna - dodaje polityk ludowców.
Unijna prowizorka (na lata?)
Chociaż Ursula von der Leyen poniosła bolesną porażkę podczas głosowania w europarlamencie, nie jest tak, że nie ma już żadnej możliwości manewru. Podczas gdy TSUE będzie rozpatrywać przegłosowany w europarlamencie wniosek i analizować treść porozumienia z krajami Mercosuru, do czasu wydania wyroku - mowa o nawet dwóch latach - obowiązywać może tymczasowa wersja umowy.
Na to liczy chociażby kanclerz Niemiec. - Decyzja Parlamentu Europejskiego w sprawie porozumienia z Mercosurem jest godna pożałowania. To błędny osąd sytuacji geopolitycznej - komentował na gorąco skierowanie wniosku do TSUE Friedrich Merz.
- Jesteśmy przekonani o legalności tego porozumienia. Żadnych opóźnień. Umowa musi wejść w życie w formie tymczasowej - zaapelował.

Komisja nie może jednak podjąć w tej sprawie decyzji samodzielnie, potrzebuje zgody Rady Unii Europejskiej, a więc ministrów z krajów członkowskich. Wydawałoby się, że skoro Rada Europejska, a więc unijni przywódcy, na początku stycznia przegłosowała przyjęcie umowy z Mercosurem - przeciwko były Francja, Polska, Irlandia, Austria i Węgry, a Belgia wstrzymała się od głosu - to ministrowie pójdą na rękę KE. Rozmówcy Interii nie są jednak tego aż tacy pewni.
- Jednak wszyscy będą brać pod uwagę to, co w środę wydarzyło się w Parlamencie Europejskim - mówi nam Krzysztof Hetman.
- Trudno dokonać oceny przyszłości, ale doszło do próby bardzo szybkiego przeprowadzenia spraw związanych z umową z Mercosur przez PE i tak naprawdę zignorowania Parlamentu. Teraz każdy w KE i nie tylko wie już, że nie tędy droga - kontynuuje. I dodaje: - To nauczka dla wszystkich, którzy chcą i próbują ignorować PE.
Krytycy obecnego kształtu umowy z Mercosurem nie zamierzają zasypiać gruszek w popiele.
- Absolutnie nie składamy broni i na każdej możliwej płaszczyźnie będziemy ten temat podnosić, forsować i walczyć, żeby nikt nie stosował bypassów wobec decyzji czy kompetencji PE - zapewnia Interię europosłanka Marta Wcisło.
Łukasz Rogojsz












