Reklama

Reklama

Polityka azylowa UE: Na drodze do "Twierdzy Europa"

Obchodzenie się z uchodźcami na granicy polsko-białoruskiej pokazuje, jak zaostrzyła się polityka w UE. Kiedy przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel domaga się płotu na granicy, zrywa ponownie z pewnym tabu.

Polityka wobec uchodźców stanęła ostatnio na porządku dziennym jesiennego szczytu UE w październiku. Szefowie rządów państw unijnych ponownie różnili się w poglądach i nie udało im się wypracować wspólnej linii postępowania. Kwestią sporną nadal jest odciążenie państw na południu Europy, do których napływa najwięcej nielegalnych migrantów, rozdział osób mających prawo do uzyskania azylu w UE, a ostatnio także zabezpieczenie jej zewnętrznych granic poprzez budowę płotów i zapór.

Jak szczelna może być "twierdza Europa", jeśli nie chce całkowicie porzucić swoich podstawowych wartości? Obecny klimat polityczny w UE wskazuje na tendencję do jej pogłębiającej się samoizolacji.

Reklama

Budować płot na granicy: Tak czy nie?

W październiku 12 państw unijnych podjęło inicjatywę mającą uzyskać środki finansowe na budowę płotów i innych zapór na zewnętrznych granicach UE; między innymi w Polsce, w państwach bałtyckich i w Austrii. Jak oświadczył nowy kanclerz Austrii Alexander Schallenberg, minione miesiące wykazały, że napływ migrantów nie zmniejszy się.

Co prawda, jak wynika z danych Frontexu, w tym roku na teren UEW dostało się ogółem około 135 tys. uchodźców, czyli o połowę więcej niż w roku 2020, ale ta liczba jest wciąż bardzo odległa od szczytu kryzysu migracyjnego w roku 2015, gdy do Europy napłynął ponad milion osób szukających schronienia.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ma inne zdanie w sprawie umacniania granic. - W Komisji Europejskiej i w Parlamencie Europejskim od dawna przeważa opinia, że nie powinno się finansować płotu z drutu kolczastego i murów na granicy zewnętrznej UE - powiedziała.

Ale przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel udał się w ostatnich dniach do Warszawy, żeby zapewnić polski rząd o solidarności UE z jego polityką w sprawie nielegalnych uchodźców usiłujących przedostać się z Białorusi przez Polskę do zachodnich państw członkowskich UE. Krok ten stanowi wyraźną sprzeczność z wypowiedzią szefowej KE.

Czytaj w Tygodniu Interii: "Granica nie jest linią namalowaną na kartce. Przyrzekaliśmy, że będziemy jej bronić"

- Utrzymuje się także debata o tym, czy fizyczna infrastruktura (na granicy - red.) powinna być finansowana przez UE - powiedział Michel. - Trzeba wyjaśnić zdolność UE do okazania przez nią solidarności z tymi państwami członkowskimi, które stoją w pierwszym szeregu i chronią swoje granice narodowe, będące także granicami zewnętrznymi UE - podkreślił przewodniczący Rady Europejskiej.

To, czy ta zmiana kursu została uzgodniona z największymi państwami członkowskimi UE, pozostaje kwestią otwartą, ale Michel przynajmniej ma za sobą sygnatariuszy listu w tej sprawie z października.

Na płaszczyźnie narodowej ryglowanie granic od dawna już stało się faktem. Węgry, jako pierwszy kraj unijny, już podczas kryzysu uchodźczego w 2015 roku przystąpiły do budowy płotu i innych zapór na swojej granicy, żeby przekierować w inną stronę tak zwany szlak bałkański. Grecja, Bułgaria i inne państwa poszły w ślady Węgier i w tej chwili zapory na granicach zewnętrznych UE liczą około tysiąca kilometrów długości.

Coraz więcej doniesień o wypychaniu

Na Morzu Śródziemnym, przede wszystkim u wybrzeży Libii, tę metodę praktykuje się już od lat. Okręty UE spychają łodzie i pontony z uchodźcami z powrotem na libijskie wody terytorialne, na których są przejmowane przez libijską straż przybrzeżną. Włochy oficjalnie współpracują w tej sprawie z Libią i wspierają jej straż przybrzeżną, szkoląc jej funkcjonariuszy i dostarczając jej niezbędne wyposażenie. Nie zwracają uwagi na skandaliczną sytuację w libijskich obozach dla uchodźców, w których przemoc i domaganie się od nich pieniędzy są codzienną praktyką.

Ale także z Grecji, Chorwacji i Bułgarii napływają doniesienia o coraz liczniejszych przypadkach siłowego wypychania z terytorium tych krajów uchodźców, którym, niezgodnie z prawem, nie daje się w ten sposób szansy na złożenie wniosku o azyl na terytorium UE.

Wysoki komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw uchodźców Filippo Grandi ostro skrytykował ten stan rzeczy podczas swej ostatniej wizyty w Parlamencie Europejskim. 

- Obecne praktyki niektórych państw są powodem do zaniepokojenia; płoty i zasieki z drutu kolczastego, siłowe wypychanie uchodźców, podczas którego są oni także bici, wrzucanie ich, po ich uprzednim rozebraniu, do rzek, albo tolerowanie ich śmierci przez utopienie się w morzu. Do tego dochodzi także próba wykręcenia się od odpowiedzialności przez płacenie państwom trzecim za to, żeby to one ponosiły odpowiedzialność za te praktyki - wyliczał Grandi.

Organizacja pozarządowa "Border Violence Monitoring Network" informuje, że Grecja od początku 2020 roku do lata tego roku wypchnęła ze swoich terytoriów ponad 6 tys. uchodźców na lądzie i na morzu, częściowo przy użyciu siły. Zdaniem organizacji "Danish Refugee Council" od początku pandemii koronawirusa w Chorwacji doszło do ponad 18 tys. podobnych przypadków, a niemieckie Stowarzyszenie Pomocy dla Uchodźców, współpracujące ściśle z wysokim komisarzem Narodów Zjednoczonych do spraw uchodźców, w tym samym czasie odnotowało ponad 15 tys. podobnych przypadków w Libii.

Bez podstaw do azylu

Podczas debaty w Parlamencie Europejskim poseł Europejskiej Partii Ludowej Jeroen Lenaers bronił coraz bardziej stanowczej postawy wielu państw unijnych wobec nielegalnych migrantów: "Widzą one, że wiele osób przybywających obecnie do Europy to nie żadni uchodźcy i nadużywają prawa do azylu na niekorzyść tych, którzy faktycznie potrzebują ochrony". Lenaers dodał, że państwa UE "dostrzegają także przestępcze bandy, które przekształciły migrację w interes idący w miliardy dolarów i dyktatorów, którzy wykorzystują migrantów do prowadzenia wojny hybrydowej z państwami UE".

Do powstania takiej opinii przyczynił się bez wątpienia fakt, że we Włoszech uderzająco wielu migrantów przybyłych do Włoch łodziami i pontonami z takich państw północnoafrykańskich jak Tunezja, Maroko czy Algieria nie miało żadnych podstaw do uzyskania azylu politycznego. W oficjalnych statystykach UE w roku 2020 jednak dominowali przybysze z Syrii i Afganistanu, a tuż za nimi - z Wenezueli i Kolumbii. Na dalszych miejscach znaleźli się migranci z Iranu, Pakistanu i Iraku, o których trudno jest powiedzieć, że nie potrzebują schronienia i opieki.

W niektórych państwach unijnych, takich jak na przykład Dania, która była wcześniej znana ze swej liberalnej i przyjaznej polityki wobec migrantów, nastrój polityczny wobec nich zmienił się o 180 stopni. Wbrew stanowisku wielu organizacji międzynarodowych duńskie władze chcą odsyłać do domu syryjskich uchodźców, argumentując, że część Syrii, na przykład Damaszek i jego okolice, są dla nich bezpieczne.

"...wtedy czuję chłód i przerażenie"

Holenderska posłanka do Parlamentu Europejskiego Sophie in ’t Veld przypomniała, że gdy 70 lat temu przyjęto konwencję genewską w sprawie statusu uchodźców, miliony Europejczyków były jeszcze uchodźcami. - Dziś na szczęście jesteśmy najbezpieczniejszym, najbogatszym i najbardziej wolnym kontynentem na świecie. Zapomnieliśmy o roku 1951 i zamiast pomagać uchodźcom przekształcamy Europę w osiedle zamknięte - powiedziała Sophie in ’t Veld z lewicowo-liberalnej partii Demokraci 66. - Gdy słyszę z ust przewodniczącego Rady Europejskiej, że UE w oczywisty sposób może zapłacić za budowę płotów i zapór na swych granicach, odczuwam chłód i przerażenie - mówiła.

Barbara Wesel/Redakcja Polska Deutsche Welle


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje