Reklama

Reklama

Panika bankowa w Chinach. Na demonstrantów rzuciła się policja

W chińskiej prowincji Henan policja brutalnie stłumiła pokojowy protest - opisuje zajście CNN. Protestujący domagali się odmrożenia ich gotówki, którą nagle w kwietniu zablokowały lokalne banki. Ludzie nie mogą wypłacić własnych oszczędności, co doprowadziło do zrywu społecznego.

Redakcja CNN opisuje, że do zdarzenia doszło w niedzielę w prowincji Henan. To tam od kwietnia cztery banki zamroziły aktywa swoich klientów szacowane na miliony dolarów. Klienci nie są w stanie zarządzać swoimi pieniędzmi, wypłata gotówki nie jest możliwa. - Straciłem pracę przez pandemię. Mam oszczędności w wysokości ponad 500 tys. juanów (75 tys. dolarów, ponad 355 tys. zł), ale nie mogę ich wypłacić, choć teraz to moje jedyne źródło utrzymania - mówi jeden z rozmówców stacji.

Do akcji wkroczyły rozpędzone oddziały policyjne

Pogłębiająca się panika bankowa doprowadziła do masowego protestu. CNN podkreśla, że to jedna z największych demonstracji od chwili wybuchu pandemii koronawirusa. Chiny są jednym z krajów, gdzie polityka antycovidowa jest zdecydowanie najostrzejsza, co skutkowało do tej pory tłumieniem społecznego niezadowolenia z przedłużającego się kryzysu.

Reklama

Jak czytamy, protestujący byli na miejscu już o świcie, by uniknąć rozproszenia przez policję. "Oddajcie nasze pieniądze, "gangsterzy" - wybrzmiewało podczas demonstracji. CNN podkreśla, że pokojowa manifestacja trwała kilka godzin, aż do akcji wkroczyły rozpędzone oddziały policyjne.

Na miejscu doszło do brutalnych represji. W sieci pojawiły się nagrania, na których widać fragmenty zajścia. CNN odnotowuje, że manifestanci byli bici i ciągnięci po schodach. Sami protestujący podkreślają natomiast, że zanim policjanci nagle wbiegli pomiędzy protestujących, nie ostrzegli przed eskalacją. Ludzi, których udało się zatrzymać wsadzono do podstawionych autobusów i rozwieziono po miejscach przetrzymywania w całym mieście - czytamy.

CNN zwrócił się do lokalnych funkcjonariuszy o komentarz, jednak osoba, która odebrała telefon, odłożyła słuchawkę - dodaje redakcja.  

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy